środa, 2 grudnia 2020

Przygody Fenka Książka pt.: „Nieśmiałość. Emocje III" - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książeczce pt.: „Nieśmiałość. Emocje III”, jaką otrzymałam od strony Przygody Fenka.








W przedszkolu Fenka pani ma dla dzieci niespodziankę. Przychodzą do nich specjalni goście prosto ze żłobka. Pani prosi, aby przedszkolaki pokazały maluszkom, jak fajnie jest w przedszkolu. Udaje się prawie wszystkie maluszki zachęcić do wspólnej zabawy. Wszystkie nie licząc małego, zapłakanego borsuka. Fenek postanawia zająć się malcem i sprawić by przestał być smutny. Czy mu się uda?

Nie każde dziecko jest odważne, a każde zmiany przyjmuje z uśmiechem na ustach. Są dzieci, które boją się zmian, są nieśmiałe i odnalezienie się w nowym środowisku jest bardzo ciężkie. Książeczka doskonale posłuży jako pretekst do rozmowy o nieśmiałości. Nie ważne czy nasze dziecko należy do tej grupy, czy nie, warto o tym porozmawiać, aby te nieśmiałe trochę mniej bały się tego, co nowe, a te odważne potrafiły wyciągnąć pomocną dłoń do koleżanki\kolegi, którzy nie są tak śmiałe, jak oni.

W książeczce znajdziemy nie tylko tekst i ilustracje. Na każdej stronie znajdziemy również proste pytania, na które dziecko musi znaleźć odpowiedź. Ciekawy pomysł jednocześnie sprawdzający, czy maluch rozumie czytaną treść.

Nie znajdziemy w niej ani grama przemocy, za to znajdziemy piękne ilustracje, ciekawą historię i tekst napisany pod dziecko. To wszystko sprawia, że bez obaw możemy ją podarować dziecku.

Ilustracje są duże, ładne, znajdują się na jednej stronie, a na drugiej znajdziemy tekstem na kolorowej stronie z nadrukami.

Przeznaczona jest dla dzieci w wieku przedszkolnym. I według mnie jest do nich doskonale dopasowana. Tekstu nie jest za dużo, jest dość prosty i ciekawy.

„Nieśmiałość. Emocje III” to książeczka, która bawi i uczy. Wraz z Fenkiem dziecko pozna maluchy ze żłobka, dowie się o nieśmiałości i jak sobie z nią poradzić (zarówno od strony dziecka nieśmiałego, jak i tego, które ma nieśmiałą koleżankę\kolegę). Z wielką przyjemnością polecam.


Moja ocena – 10\10



Serdecznie zapraszam na stronę Przygody Fenka oraz na FB


Nieśmiałość. Emocje III

wtorek, 1 grudnia 2020

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Wredny szef" Katarzyna Rzepecka - ROZDZIAŁ DRUGI

 



2

JOGGING



W stroju do biegania wychodzę z bloku na prywatne podwórze, po czym kieruję się za bramę, na tętniącą życiem ulicę. Przystaję na skraju chodnika, czując na ciele przyjemny chłód, po czym rozglądam się w poszukiwaniu Ani. Umówiłyśmy się na wieczorny jogging, a z tego co mówiła, powinna być u mnie lada moment. Muszę spalić nadmiar złej energii, bo w innym przypadku po prostu mogę wybuchnąć.

Za dużo się dzisiaj wydarzyło.

Odkąd wróciłam do mieszkania, w kółko analizuję cały dzisiejszy dzień i pragnę przejść z tym wszystkim do porządku dziennego, ale mimo że już dawno zrzuciłam niewygodne szpilki, zjadłam pyszną sałatkę oraz zadzwoniłam do mamy, aby zdać jej relację z mojego pierwszego dnia pracy, nie potrafię oczyścić myśli.

I chociaż staram się nie dumać, a zajmować czymś innym, wciąż przypominam sobie moment, w którym podczas powitalnego zebrania złapałam mojego szefa na tym, jak mi się przypatrywał z wyraźną ciekawością, a do tego nie odwrócił wzroku, tylko bezczelnie wgapiał się dalej, gdy go na tym nakryłam. A potem zmierzył moją sylwetkę z miną, która jasno sugerowała, że wie, co kryje się pod ubraniem. Ten człowiek jest tak dominujący, że naprawdę ciężko go ignorować i równie ciężko z nim konkurować chociażby na głupie spojrzenie. Mam wrażenie, że u niego musi być tak, jak chce i nie przyjmuje innej opcji.

Rany, jeszcze tego ranka nie pomyślałabym, że moje życie może przybrać tak niespodziewany obrót – poszłam do łóżka z własnym szefem i to zanim się nim formalnie stał. To jest po prostu nie do pomyślenia. Nie potrafię dojść do siebie.

Nie pomaga fakt, że jest nie tylko przystojny, ale też bardzo charyzmatyczny. Do tego arogancki. Czuję się przy nim krucha i delikatna, cho

wcale nie chcę tak siebie postrzegać. Wiem, że miałam bardzo łatwy start w dorosłość. Rodzice zawsze dbali, by niczego mi nie zabrakło. Julian też mi nadskakiwał. Teraz dla odmiany muszę sobie ze wszystkim radzić sama w największym mieście Polski i okazuje się, że los nie zamierza mi tego ułatwić. Staram się twardo stąpać po ziemi, ale są momenty, że jest mi naprawdę ciężko. A teraz jeszcze ta sytuacja… To nie pomaga mi w odnalezieniu siebie na nowo. Myślałam, że właśnie się wzniosłam, jednak nawet nie zdążyłam poderwać skrzydeł do lotu, kiedy znów upadłam.

Rozciągam mięśnie, stojąc przed bramą wjazdową, po czym zaczynam robić pajacyki, aby się rozgrzać. Godzina truchtu dobrze mi zrobi na złe samopoczucie.

– Hej! – Ania woła z daleka.

Macham ręką w geście powitania, a następnie zaczynam wolno biec. Dopiero gdy koleżanka mnie dogania, narzucamy sobie jednostajny rytm i kierujemy się na ścieżkę wyznaczoną dla biegaczy, która prowadzi do parku.

– Jak tam w nowej pracy? – pyta z uśmiechem oraz wyraźnym zainteresowaniem przyjaciółka. – Trochę ci zazdroszczę tej posady w N1. Musisz mi wszystko opowiedzieć.

Jak zwykle zaczyna ćwierkać. To taki typ człowieka, który musi cały czas coś robić albo mówić i ma ciągle dziwne pomysły.

– Jest naprawdę… – zaczynam mówić, jednak urywam.

Zastanawiam się, co i ile mogę jej powiedzieć. Ona wie, że tamtej felernej nocy zniknęłam z jakimś mężczyzną, w końcu była na tej imprezie ze mną, ale nie chciałabym, żeby się dowiedziała, kto to był, bo takie plotki rozchodzą się bardzo szybko. Nie mogę więc wygadać się szczerze i od serca. Poza tym straciłam do niej nieco zaufania, gdy nie powiedziała mi, co się dzieje w starej pracy, chociaż zasłaniała się, że nie wiedziała, jak ma to zrobić, aby mnie nie zranić. Mimo wszystko, jako moja najlepsza przyjaciółka, powinna mi dać znać, że mam doprawiane rogi!

– Naprawdę? Opowiadaj mi szybko wszystko i to ze szczegółami – ciągnie mnie za język. Jestem bardzo ciekawa!

– Jest zupełnie inaczej niż w Camtime. Po pierwsze agencja jest znacznie większa. Poziom jakości pracy to też zupełnie coś nowego. To jakby inny świat. Ekskluzywny, bogaty, wyrafinowany. Nie przywykłam do tego.

– Można tam przyjmować gości? Muszę kiedyś wpaść w odwiedziny. To brzmi jak marzenie.

– Dam ci znać, jak będzie taka możliwość. Na razie sama zapoznaję się z polityką firmy i nie do końca się wdrożyłam.

– Minie kilka dni, aż się zaaklimatyzujesz, to normalne – stwierdza. – Ale naprawdę gratuluję ci jeszcze raz. Jestem z ciebie trochę dumna, że pokazałaś wszystkim z pracy, że możesz zdobyć znacznie lepszą posadę.

– Dzięki – odpowiadam z uśmiechem.

Wbiegamy do parku i truchtamy dalej w kierunku pętli, która ma sześć kilometrów. Mijamy się z innymi biegaczami oraz ludźmi, którzy chodzą tędy z kijkami.

Dzień jest bardzo przyjemny i, tak jak sądziłam, z każdym pokonanym kilometrem czuję się coraz lepiej. Jednak to prawda, co mówią: aby odpocząć psychicznie, trzeba się zmęczyć fizycznie.

Układam sobie wszystko w głowie i nieco uspokajam. Rozmawiamy o kosmetykach, nowych knajpkach w mieście i tym, co się ogólnie u nas dzieje. Nie widziałyśmy się od kilku dni.

– Julian codziennie o ciebie pyta – oznajmia Anka na końcówce trasy, przy czym zerka na mnie ostrożnie, wiedząc, że to nadal drażliwy temat.

Wiedziałam, że w końcu poruszy ten wątek. Ale ja jeszcze przeżywam rozstanie z byłym i nie chcę tego omawiać. Może i uciekłam, odizolowałam się od niego, jednak nie tak łatwo wyrzucić z głowy faceta, u boku którego spędziło się pięć lat życia i planowało z nim ślub. Zbyt dużo nas łączyło. Zbyt wiele rzeczy robiliśmy wspólnie. To rozstanie uzmysłowiło mi, jak bardzo byłam uzależniona od jego obecności.

Gdyby nie to, że w końcu mam lepiej płatną posadę, musiałabym nie tylko zrezygnować z pracy, ale i się przeprowadzić. Nie było mnie stać na utrzymanie w pojedynkę wynajmowanego mieszkania na strzeżonym osiedlu i do tego bardzo blisko centrum.

I kiedy już wydaje mi się, że wszystko zaczyna się układać, okazuje się, że poszłam w tango z szefem, a mój eks postanowił o sobie przypomnieć.

– Pisze do mnie i prosi o spotkanie – przyznaję się jej do tego faktu.

Anka na chwilę gubi kroki, jakby ta informacja zrobiła na niej spore wrażenie.

– Wiesz, on naprawdę wygląda, jakby żałował. Każdego dnia wypytuje o ciebie, a teraz, kiedy znalazłaś nową pracę, to już zupełnie zaczyna szaleć. Obwinia Kingę, że celowo go uwiodła, żeby zniszczyć mu życie. On nie odpuści ci tak łatwo. Podobno stara się o posadę u Flisa, by być bliżej ciebie.

Prycham pod nosem na ten niedorzeczny pomysł. Jeszcze tego by mi teraz brakowało.

– Wszystkie miejsca, z tego co wiem, są już obstalowane. Trochę się spóźnił. Poza tym to nic nie da. Ja do niego nigdy nie wrócę. Ślub jest odwołany. Cieszę się tylko, że wszystko wyszło, zanim rozesłaliśmy zaproszenia. Wyobrażasz sobie, jaki to byłby wstyd, gdybym musiała wszystko anulować i rozmawiać z każdym znajomym o powodzie, przez który się rozstaliśmy? A tak przynajmniej nikt nie wie, że w ogóle cokolwiek planowaliśmy. Rozeszło się i tyle.

– Nie sądzisz, że warto się jeszcze nad tym zastanowić? Szkoda mi go trochę, tak szczerze mówiąc.

Patrzę na nią jak na niepoważną. Mnie go wcale nie jest szkoda.

– Sam to zniszczył.

– Ale widać, że żałuje i że chce się o ciebie postarać – mówi Anka pomiędzy ciężkimi oddechami, gdy pokonujemy kolejny odcinek.

Mój były w ostatnim czasie coraz częściej pisze oraz prosi mnie o spotkanie, jednak ja nie zamierzam wchodzić z nim w żadną relację. Może sobie opowiadać, co chce i błagać mnie na kolanach o rozmowę, jednak zdrada to dla mnie okropność i nie zamierzam jej wybaczyć. Uśmiecham się pod nosem. Gdy ja już się trochę podleczyłam po tym wszystkim i co inne zajmuje moje myśli, ten przechodzi załamanie z opóźnionym zapłonem, zaczynając walczyć o nasz związek. Aj, ci faceci.

Brzmisz, jakbyś go broniła – karcę ją lekko. – To po mojej stronie powinnaś stać w tej sytuacji, nie jego. Przynajmniej tak mi się zdaje.

Jako twoja przyjaciółka powinnam być z tobą przede wszystkim szczera. A ja uważam, że każdy zasługuje na drugą szansę. Nie mówię, że powinnaś do niego wrócić, ale może chociaż wysłuchać? – sugeruje Ania.

Szkoda, że wcześniej nie potrafiłaś być ze mną szczera.

No i proszę, mówię jej to, co leży mi od dawna na sercu. Potem chwilę rozmyślam nad jej radą. Mimo to uważam, że to i tak nic nie da.

Naprawdę, nie wiedziałam, jak to zrobić, żeby cię nie skrzywdzić. Miałam też nadzieję, że może Julian się opamięta. No i się opamiętał, ale trochę po czasie. Widać, że żałuje. Porozmawiaj z nim.

– To, że wymienię z nim kilka gniewnych zdań, niczego nie zmieni. – Ucinam tę dyskusję.

Niby tak, ale oczyścisz atmosferę.


***


Gdy wracam do mieszkania, w końcu decyduję się, żeby poszukać mojego szefa w sieci. Muszę się dowiedzieć jak najwięcej na jego temat, by uspokoić własne sumienie.

Brzydzę się zdradą i mam nadzieję, że nie przyczyniłam się do niczego takiego. Nigdy nie potrafiłabym spojrzeć na siebie w lustrze, gdyby się okazało, że Martin Flis ma dziewczynę albo, co gorsza, jest żonaty, a ja wlazłam mu do łóżka. I to sama, bez żadnej natarczywej zachęty.

Biorę szybki prysznic, zaparzam melisę, a następnie przechodzę do sypialni. Zakopuję się w miękkich poduszkach, czując się od razu nieco lepiej. W dłoni trzymam telefon.

Najpierw przeglądam jego Instagram. Niestety, oprócz zdjęć, które nie są osobiste, nie dowiaduję się zbyt wiele. Przez chwilę przyglądam się fotografiom, jakie Flis wrzucił na oficjalne konto, i łapię się na tym, że jestem go coraz ciekawsza.

Muszę jednak pamiętać, że ten wybryk nic dla nas nie znaczył i że mam nie wspominać tamtego wieczoru. To obcy facet, wobec którego nie czuję nic oprócz ciekawości, i w żadnym wypadku to nie może się zmienić. Chodzi tylko o uspokojenie własnego sumienia.

No dobra, może trochę mi się podoba, ale trzeba to zdusić w zarodku.

Wchodzę na Facebooka, a po wpisaniu w wyszukiwarkę jego nazwiska, w końcu znajduję prywatny profil. Jednak po wejściu na niego, zauważam, że całość jest zablokowana dla osób niebędących znajomymi.

Kurde.

Mrużę oczy i nim mam okazję się rozmyślić, wysyłam zaproszenie. Już po chwili zaczynam się zastanawiać, czy go tym nie rozsierdzę, jednak muszę się dowiedzieć, o co chodzi z tym facetem oraz jego prywatnością.

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Układ z milionerem" - Rozdział 3

 


III

Gdy wracałam do domu, zdążyło zrobić się dość ciemno. Jedynie na horyzoncie widniała pomarańczowa smuga światła, która towarzyszyła zachodzącemu słońcu. Powietrze było zaskakująco chłodne oraz wilgotne, zwiastowało deszcz. Otuliłam się swetrem skostniałymi z zimna palcami, po czym przyspieszyłam kroku.

Cały czas myślałam o Marry z nadzieją, że zastanę ją w dużo lepszym stanie niż o poranku. Jednak kiedy tylko dotarłam na odpowiednią ulicę, spostrzegłam Chrisa, który chodził nerwowo wzdłuż drzwi naszego domku. Gdy tylko mnie spostrzegł, zaczął biec w moim kierunku:

– Ivon! Ivon!

– Co się stało? – zapytałam zaniepokojona.

Przykucnęłam, żeby móc spojrzeć na jego pobrudzoną buzię oraz dowiedzieć się, co się dzieje.

– Z Marry jest źle – oznajmił pospiesznie.

Natychmiast złapał moją dłoń, po czym zaczął pędzić w kierunku domu. Ledwie nadążałam za tempem, jakie narzucał. W dodatku z każdą chwilą rósł mój niepokój.

Weszliśmy do środka, a ja od razu skierowałam się do posłania chorej siostrzyczki. Mała kuliła się z bólu, trzymając za brzuch, i drżała z powodu wysokiej gorączki. Pogłaskałam z troską jej włoski. Po chwili przeniosłam spojrzenie na przejęte dzieci.

– Chris, przynieś wody ze studni – rozkazałam, na co od razu pobiegł wykonać polecenie.

– Co jej jest? – zapytała cicho Madeline.

– Nie wiem – powiedziałam szczerze. Sięgnęłam po miseczkę, zaczerpnęłam trochę z wiaderka wody, po czym podałam trochę chorej. – Ale na pewno niedługo wyzdrowieje – dodałam, choć sama w to nie wierzyłam. Bez wątpienia nie było to zwykłe znane mi przeziębienie czy inne zatrucie.

– A będzie się mogła jutro ze mną pobawić? – wymamrotała niepewnie, wlepiając wzrok w podłogę.

– Obawiam się, że będzie potrzebowała dużo odpoczynku, więc może nie dać rady – oznajmiłam, a następnie przeniosłam spojrzenie na stojącą obok siostrę i uśmiechnęłam się. – Za kilka dni wydobrzeje na dobre, a ja zrobię wam nową lalkę do zabawy – powiedziałam, na co Madeline od razu się rozpromieniła oraz objęła mnie swoimi chudymi rączkami.

Kiedy wrócił Chris, podałam Marry resztę leku, namoczyłam kawałek szmatki w lodowatej wodzie i zaczęłam schładzać jej rozpalone czoło. Próbowałam odgadnąć, co jej dolegało. Może to jednak było zatrucie? A może silne przeziębienie?

– Ivon? – Z rozmyślenia wyrwał mnie głos brata.

– Tak?

– Kiedy będzie kolacja? – zapytał, nie patrząc na moją twarz, lekko zawstydzony swoją śmiałością.

– Już robię. – Podniosłam się. – Jeśli okład zrobi się ciepły, to namocz go w wodzie dopiero przyniesionej ze studni – poinstruowałam, po czym poszłam rozpalić w piecyku.

Na początku nie wiedziałam, co mogłabym przyrządzić z samej mąki, więc zdecydowałam się na dodanie odrobiny wody i zrobienie czegoś w rodzaju klusek. Dodatkowo w szafce znalazłam połówkę nadgnitego mango. Odkroiłam to, co było zepsute, a z reszty zrobiłam papkę, która miała stanowić dodatek do posiłku. Kiedy wszystko było gotowe, wręczyłam po miseczce każdemu z rodzeństwa, a następnie postanowiłam udać się do ciotki, aby poprosić ją o pomoc. Byłam pewna, że będzie wiedziała, co trzeba zrobić, aby Marry poczuła się lepiej i wyzdrowiała jak najszybciej. W końcu nieraz ratowała nam biednym skóry, gdy ktoś chorował.

– Chris! Opiekuj się siostrami. Idę do cioci Genowefy. Za chwilę wrócę – poinformowałam ich i natychmiast ruszyłam do jej domu.

Na zewnątrz zdążyło się już zrobić bardzo ciemno i zimno, ale nie stanowiło to żadnego problemu, ponieważ znałam drogę niemal na pamięć. Biegłam najszybciej jak potrafiłam, byle tylko znaleźć się u niej jak najprędzej. Nie chciałam zostawiać dzieci samych, zwłaszcza że w każdej chwili mógł wrócić Roy. Poza tym, pałętanie się o tak późnej porze po ulicy nie należało do najrozsądniejszych posunięć.

Z każdym oddechem chłodne powietrze wdzierało się do moich płuc, co sprawiało, że odnosiłam wrażenie, jakby miały zamarznąć, więc zasłoniłam usta swetrem, nie zwalniając tempa. Ignorowałam ból mięśni oraz kości towarzyszący każdemu krokowi, a także zmęczenie po całym dniu szukania śmieci. Mimo to musiałam się spieszyć, żeby zdążyć przed powrotem ojca.

– Dokąd tak pędzisz? – Usłyszałam nagle niski głos, na co nerwowo rozejrzałam się w poszukiwaniu mężczyzny, którego doskonale znałam.

– Do ciotki – powiedziałam oraz zatrzymałam wzrok na postaci Danny’ego.

Dostrzegałam jedynie zarys jego masywnej sylwetki, widocznej tylko dzięki blaskowi ognia z czyjegoś domu. Opierał się o niego ramieniem i uśmiechał szyderczo, mnąc coś w palcach.

– Spieszę się – oznajmiłam najspokojniej jak potrafiłam, choć na niewiele się to zdało. Danny doskonale wiedział, że się go bałam.

Po chwili odwróciłam się z powrotem w kierunku drogi, po czym stanowczo szłam przed siebie, aby tylko jak najszybciej się go pozbyć oraz nie kusić losu.

– Rozmawiałem ze sklepikarzem. – Ruszył za mną. – Ponoć znów ceny butelek zmalały. Nie mają w ogóle szacunku do was, biednych ludzi.

– Niestety. – Przyspieszyłam kroku.

– Po co ten pośpiech, Ivon? – Zaszedł mi drogę.

Cofnęłam się i zaczęłam panicznie rozglądać dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby udzielić mi pomocy, jednak ulice były kompletnie puste. Ciężko przełknęłam ślinę, czując jak serce podchodziło mi do gardła.

– Chcę tylko pogadać.

– Nie mam czasu – powiedziałam, a następnie spróbowałam go minąć, ale nie miał zamiaru pozwolić mi odejść.

– U mnie zawsze zarabiałabyś wystarczająco, aby wykarmić rodzinę. Naprawdę żyłoby ci się lepiej – stwierdził, przeczesując swoje blond włosy palcami, przez co zwichrzył grzywkę, która uporczywie wchodziła mu w oczy. Przełknęłam ciężko ślinę, po czym zaczęłam się zastanawiać, co odpowiedzieć, żeby go nie zdenerwować.

– Dziękuję panu, ale nie planuję zmiany zawodu – oznajmiłam cicho.

Chciałam znów odejść, ale ten po raz kolejny zastąpił mi drogę, chwytając mocno moje nadgarstki.

– Dlaczego od razu uciekasz? – Zaśmiał się, gdy panicznie próbowałam się wyrwać. – Nauczyłbym cię wszystkiego. Byłabyś wspaniałą ozdobą burdelu – powiedział z rozbawieniem spowodowanym moimi próbami uwolnienia się.

Starałam się go drapać, odpychać, ale to nie przynosiło żadnego skutku. Bicie serca przyspieszyło jeszcze bardziej, gdy każdy opór okazywał się daremny. Danny był dużo silniejszy i gotowy zrobić mi krzywdę.

– Pomocy! – zaczęłam krzyczeć w akcie desperacji, wierząc, że się wystraszy lub ktoś wyjdzie z domku i stanie w mojej obronie.

Na szczęście wołanie przyniosło natychmiastowy skutek, bo mężczyzna od razu rozluźnił uścisk, dzięki czemu zdołałam od niego odskoczyć. Pędem ruszyłam przed siebie w stronę domu ciotki.

– Jeszcze będziesz błagała o posadę! – zaczął się odgrażać, ale te słowa nie robiły już na mnie wrażenia, bo słyszałam je od niego nazbyt często.

Moje serce nadal biło jak oszalałe, a ręce drżały z nerwów. Powoli się uspokajałam, ale wciąż sprawdzałam, czy Danny jednak za mną nie szedł. Wyglądało na to, że na razie kryzys znów został zażegnany.

W końcu dotarłam do drzwi, więc energicznie zapukałam, przestępując z nogi na nogę.

– Co się stało? – zapytała przestraszona Genowefa.

Wyraźnie się mnie nie spodziewała. Już na pewno nie w takim stanie, bo nadal ledwie łapałam oddech. Zapewne wyglądałam na co najmniej wystraszoną.

– Danny – wyjaśniłam z trudem.

– Nie ma wstydu. – Pokręciła głową. – Wejdź. – Zeszła mi z drogi.

– Z Marry jest źle. Musisz mi pomóc. – Popatrzyłam na nią błagalnie.

– Już idę – oznajmiła, po czym szybko zarzuciła szal na plecy i natychmiast ruszyłyśmy w drogę.


***


Kiedy dotarłyśmy na miejsce, Genowefa nachyliła się nad posłaniem Marry i zaczęła ją oglądać. Dotknęła jej czoła, dotknęła brzuszka, ale wciąż nic nie mówiła.

Zaniepokojona Madeline chwyciła swoją lodowatą rączką moją dłoń. Zdjęłam sweter, owinęłam ją nim, po czym przytuliłam mocno do siebie. Pomimo tego, że była jeszcze mała, to zaczynała rozumieć niektóre rzeczy dziejące się w naszym życiu, więc kiedy atmosfera w domu stawała się ciężka, udzielała się także jej.

Dzieci potrzebowały dużo miłości. Zawsze starałam się im jej nie oszczędzać, choć to bywało trudne, gdy wracałam późno i kompletnie zmęczona. Bardzo chciałam, aby chociaż one niczym się nie martwiły.

Siostrzyczka wtuliła głowę w moje ramię, a wtedy zerknęłam na Chrisa, który stał na baczność, uważnie obserwując ciotkę. W końcu ja również zaczęłam spoglądać na minę kobiety i doszukiwałam się w niej wstępnej diagnozy. W pewnym momencie spostrzegłam u znachorki niepokojący wyraz, po którym załamała ręce.

– To woreczek żółciowy albo wyrostek! – oznajmiła ze łzami w oczach.

– Woreczek? Wyrostek? Jak jej pomóc? – zapytałam przejęta, uczepiając się jej ręki.

– Tylko operacja… Tylko operacja! – powtarzała z łkaniem. – Tylko operacja i to natychmiast! Ze trzydzieści tysięcy będzie, albo i więcej! – dodała, na co przysiadłam na taborecie, załamana.

Czułam, jakby moje serce pękło na pół. Początkowo to jakoś do mnie nie docierało. Przecież raptem wczoraj wszystko było w porządku. Jak to mogło stać się tak szybko? Trzydzieści… Może więcej? To przecież tak dużo pieniędzy! Te myśli kotłowały się w mojej głowie, przez co ignorowałam resztę jej słów.

– Czy ciocia jest pewna? – zapytałam z nadzieją. – Może to jakieś zatrucie?

– Widziałam takie objawy już kilka razy. – Potarła powieki. – Zawsze kończyło się tak samo… Po dziecku! – powiedziała, a następnie zaczęła wycierać oczy rogiem szala, przez co i mnie chciało się głośno płakać.

Rozpacz udzieliła się także reszcie dzieci, które zaczęły szlochać oraz tulić się do mnie. Odwzajemniłam ich uścisk, po czym spojrzałam znów na ciotkę z czerwonymi od łez oczami przepełnionymi żalem.

Nagle w pokoju obok rozległ się szmer. Rodzeństwo natychmiast uciekło, chowając się po kątach kuchni. Ja i ciotka zamarłyśmy przerażone. Obie skupiłyśmy wzrok na drzwiach od pokoju Roya. Po krótkiej chwili otworzyły się z impetem.

Ukazała się w nich masywna sylwetka pijanego ojca ubranego w przetarte jeansy oraz flanelową, dziurawą koszulę w czarno-czerwoną kratę. Potarł twarz dłonią, a następnie zatopił palce w przydługich czarnych włosach, jakby chciał się rozbudzić.

– Czemu się drzecie, baby!? – zawołał oburzony. – Zaraz was uspokoję! – Zaczął pospiesznie odpinać skórzany, popękany pasek u spodni.

– Nie masz wstydu! Zostaw dzieci! – odezwała się Genowefa, zdobywając się na trochę odwagi, ale gdy tylko raz się zamachnął i cudem uniknęła uderzenia, błyskawicznie uciekła z domu.

Wystraszona cofnęłam się pod ścianę. Starałam się głośno nie szlochać, bo to jedynie go prowokowało do ataku. W oczach błyszczały mu dziwna zajadłość oraz gniew, gdy się zbliżał. Po moich policzkach spływały łzy strachu oraz żalu, a w głowie powtarzałam ciche błagania, aby znów nie bił. Jednak już po pierwszym ciosie wiedziałam, że nie skończy, dopóki nie wyładuje złości. Skóra piekła z bólu w każdym miejscu, na które spadło uderzenie. Kuliłam się, próbując zasłonić twarz oraz brzuch, a także nie płakać głośno. Pasek świszczał raz za razem, przy czym Roy wyrzucał z siebie wulgaryzmy.

Nie wiedziałam, jak długo to wszystko trwało, ale w końcu usłyszałam kłapnięcie drzwi. Rozejrzałam się niepewnie i zorientowałam, że wrócił do siebie. Spojrzałam przeszklonymi oczami na ręce. Widniały na nich czerwone pręgi. Zasłoniłam usta dłonią, żeby nie sprawić, by wrócił, po czym przysunęłam się do posłania Marry, przy którym stało wiadro z wodą. Zmieniłam jej okład, a potem wzięłam drugą szmatkę, zwilżając ją mocno. Zaczęłam wycierać krew z miejsc, gdzie stworzyły się rany.



***

Przez prawie całą noc schładzałam czoło dziewczynki, myśląc nad możliwymi wyjściami z tej sytuacji. Rozważałam nawet zgłoszenie się do Danny’ego, ale wiedziałam, że nawet jako prostytutka nie zdołałabym w tak krótkim czasie uzbierać całej kwoty.

Kiedy zaczęło świtać, przygotowałam śniadanie dla dzieci, nałożyłam sweter, aby ukryć ślady po pobiciu, i wyszłam z domu. Ta straszna diagnoza wciąż do mnie nie docierała. To niepojęte, jak szybko do tego doszło. Tak z dnia na dzień, kompletnie niespodziewanie. Chodziłam totalnie załamana. Czasami nawet zapominałam, że powinnam zbierać butelki. Jednak ból oraz zmęczenie wcale nie zachęcały do działania.

W pewnym momencie zrównała się ze mną Genowefa. Przez długi czas szłyśmy obok siebie, nie mówiąc nic. Nie miałam do niej żalu o to, że zostawiła mnie samą z Royem, bo nawet we dwie nic byśmy przeciwko niemu nie wskórały. Zdążyłam się przyzwyczaić do takich sytuacji, a nawet traktowałam je jako zasłużoną karę. W końcu jednak kobieta zebrała się na odwagę i odezwała się:

– Co zrobisz, Ivon?

– Nie wiem – wyszeptałam.

– Musisz zbierać na pogrzeb – stwierdziła i pokręciła głową z politowaniem.

– Nie pozwolę na to! Choćbym się miała sprzedać! – zawołałam tak głośno, że aż wszyscy spojrzeli w moim kierunku.

Zawstydzona opuściłam głowę oraz przyspieszyłam, aby schować się przed oczami ludzi, którzy usłyszeli moje słowa. Nie chciałam śmierci swojej siostry. Ten brak jakiejkolwiek nadziei mnie dobijał. Najgorsze jednak było to, że Marry jeszcze nie umarła, a mimo to już spisano ją na straty.

– Słyszałam kiedyś… – zaczęła jakaś kobieta – że Handerson uratował jakąś dziewczynę. Od tamtego czasu żyje sobie jak królowa. Biedę zapomniała… – Splunęła w kierunku rezydencji.

– To prawda? – zapytałam z nadzieją w oczach, podchodząc do szczupłej blondynki z cienkim kucykiem i siniakiem na policzku, ubranej w sukienkę z ogromną błotną plamą.

– Nawet jeśli… – wtrąciła się ostro ciotka oraz szarpnęła mną mocno, żeby odciągnąć od mówczyni – to tobie nie pomoże, bo zbankrutowałby, gdyby tak każdemu pomagał! Poza tym Oliver to gangster. Nieraz widziałam, jak ludzi jak psy zabijał! – dodała cicho, po czym wcisnęła mi w rękę jakąś fiolkę. – Weź. To pomoże. Trochę złagodzi – wyszeptała, a ja przytuliłam ją z całych sił, ledwie powstrzymując wzruszenie. – Leć do niej, dziecko. Podzielę się z tobą butelkami – oznajmiła, za co podziękowałam gorąco i ściskając fiolkę, pobiegłam do domu.

ZASADY ZABAWY Z TianDe Moc Natury!!!!

 

Obowiązkowo:


1. Lubimy sponsora 




2. Lubimy organizatora 
https://www.facebook.com/anka8661


3. Lubimy i udostępniamy 



4. Zgłaszamy swój udział w komentarzu na fb WPISUJĄC O KTÓRĄ NAGRODĘ GRAMY!!!!! 


Dodatkowo:

1. Obserwujemy blog (nie gogle+) http://anka8661.blogspot.com/ , a w komentarzu na fb piszemy pod jaką nazwą obserwujemy + 1 punkt

2. Obserwujemy profil na instagramie organizatora https://www.instagram.com/mama_zona___kobieta/ na fb piszemy pod jaką nazwą obserwujemy + 1 punkt

3. Zapraszamy znajomych (podświetlonych na niebiesko) + 1 punkt

4. Osoby aktywne u mnie dostają od 1 do 10 dodatkowych punktów każda.
 
5. Osoby aktywne u sponsora dostają od 1 do 10 dodatkowych punktów każda. 


Zabawa trwa od teraz do 15 grudnia.


Do wygrania dwie nagrody.
1. Masażer 3D - do liftingu skóry twarzy i ciała (więcej o nim - https://www.facebook.com/110833387079101/posts/203018377860601/)

Wygrywają 2 osoby.





Aby został wybrany zwycięzca w zabawy musi wziąć udział minimum 50 osób.


Zabawa nie ma nic wspólnego z FB, sponsorem nagrody jest TianDe Moc Natury.

KAŻDA OSOBA BIORĄCA UDZIAŁ WYRAŻA ZGODĘ NA PUBLICZNE UŻYCIE IMIENIA I NAZWISKA W RAZIE WYGRANEJ W CELU PODANIA ZWYCIĘZCÓW.


Zabawa nie podlega Ustawie z dn. 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. 1992 nr 68 poz. 341)
Zabawa nie podlega ,ustawie z dnia 19. 11. 2009 o grach hazardowych (Dz.U.09.201.1540 z póz. Zm.).

1 PUNKT = 1 KARTECZKA Z IMIENIEM I NAZWISKIEM

Wydawnictwo Rebel Gra BrainBox - Matematyka Plus - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o grze BrainBox – Matematyka Plus, jaką otrzymałam od firmy Rebel.









Niedawno Wam pokazywałam grę BrainBox – Matematyka, która bardzo spodobała się synowi, dziś pora na kolejną grę z serii, czyli BrainBox – Matematyka Plus.

Zasady są dokładnie takie sama jak w BrainBox – Matematyka, czyli według mnie bardzo proste.
Gracz bierze kartę z pudełka i ustawia klepsydrę. Następnie stara się zapamiętać wszystko z karty (strona z obrazkiem) i oddaje kartę innemu graczowi, a sam rzuca kostką. Osoba, która otrzymała kartę, czyta na głos pytanie o numerze takim jak liczba oczek na kostce. Jeśli odpowie się poprawnie, zatrzymujemy kartę. Wygrywa osoba, która uzbiera największą ilość kart w ciągu 10 minut.

Kart jest 55, a pytania na nich dość różnorodne, a to sprawia, że gra nie nudzi się szybko. Tym razem pytania są trudniejsze niż poprzednio, dostosowane do starszych dzieci, powyżej 9 roku życia (co nie przeszkadzało mojemu ośmiolatkowi doskonale bawić się podczas grania, a przy tym poszerzyć swoją wiedzę matematyczną).

Elementy są dość ładne, a przy ty solidne. Karty się nie rozdwajają, nie rozrywają (oczywiście, jeśli tego nie robimy celowo).

Opakowanie jest nieduże, co jak nie raz pisałam dla mnie spore znaczenie. Dodatkowy plus opakowania to zamknięcie na magnes.

BrainBox – Matematyka Plus to gra, która bawi i uczy. Tak jak poprzednią, tak i tą Ksawery bardzo polubił. Przyznam szczerze, że my połączyliśmy karty z obu gier i przedłużyliśmy czas rozgrywki, tym sposobem część kart jest łatwiejsza, część trudniejsza, a granie jeszcze przyjemniejsze. Ze swojej strony polecamy.



Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Rebel oraz na FB


BrainBox – Matematyka Plus

Wydawnictwo Wilga Książka pt.: ”Niezbędnik świąteczny” - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Niezbędnik świąteczny”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Wilga.








To nie jest zwykła książka, to wspaniały kalendarz adwentowy w formie książki. Znajdziemy w nim 24 rozdział, czyli tyle ile dni adwentu, aby wraz z dzieckiem odkrywać jeden każdego dnia.

W książce znajdziemy trzy rodzaje rozdziałów. Najpierw jest opowiadanie, następnie świąteczne ciekawostki, a po nich propozycje własnoręcznie zrobionych ozdób lub proste przepisy i ponownie opowiadanie...

Opowiadania zdecydowanie są warte bliskiego poznania - ciepłe, ciekawe i wciągające. Każde inne, każde związana z przygotowaniem do Świąt Bożego narodzenia. Wraz z książką dzieci przenoszą się do warsztatu Świętego Mikołaja, poznają Elfy i innych mieszkańców.

Po każdym opowiadaniu następuje rozdział z ciekawostkami świątecznymi. Dzięki nim dziecko poszerzy swoją wiedzę odnośnie do Świąt Bożego Narodzenia oraz przygotowania do nich.

Następnie znajdziemy rozdział z propozycją świątecznej dekoracji do samodzielnego zrobienia lub prostym przepisem. Wszystko jest dokładnie opisane, krok po kroku dlatego wykonanie tego z dzieckiem nie będzie problemowe, a efekty bardzo ładne.

Ilustracje śliczne, przyciągają wzrok i zachęcają do poznania treści.

Okładka twarda, solidna. Dzięki niej książka posłuży długi czas.

Moim zdaniem książka pt.: „Niezbędnik świąteczny” to wspaniały pomysł na wspólne spędzanie czasu każdego dnia adwentu. Z przyjemnością polecam.






Moja ocena – 9\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Wilga oraz na FB


Niezbędnik świąteczny

Wydawnictwo WasPos książki z serii Black Jolanty Sad

 

Tom pierwszy pt.: „Zmiana”:



Anna
Dziewczyna znikąd, trochę zagubiona w dorosłej rzeczywistości, dostaje szansę na lepsze życie od losu i od mężczyzny, którego nie potrafi wyrzucić z pamięci od czasu ich pierwszego spotkania.

Nicolas
Niezbyt arogancki, niezbyt władczy, ale samotny, mimo wielu życzliwych osób wokół siebie. Zdecydował się zaufać swojej intuicji i dziewczynie, która zawładnęła jego rozumem w kilka minut.

Premiera miała miejsce w styczniu 2020 roku.





Tom drugi pt.: „Wybór”:



Anna wysiada na ostatniej stacji kolejowej z przeświadczeniem, że cholerne dejavu istnieje. Oszołomiona myśli, że kupno biletu „byle gdzie”, a tym samym pójście na żywioł, to jednak nic dobrego. Stojąc przy opuszczonym budynku, cierpliwie czeka na pociąg, którym stąd wyjedzie. Po kilku godzinach stwierdza, że najlepsze, co może zrobić, to pogratulowanie sobie pomysłowości i poddania się melancholii. Wreszcie trafia do miasteczka, które podbija jej serce swoim klimatem, ale także życzliwością mieszkańców. Nie zapomina o Alover i mężczyźnie, który ją zranił. Jednocześnie jednak, jest coraz bardziej przekonana, że Carlise jest idealne, żeby wyleczyć złamane serce.


Premiera zaplanowana na 27 stycznia 2021 roku.