niedziela, 6 września 2020

JAWA Gra Ortografia na 6 - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o grze Ortografia na 6, jaką otrzymałam od firmy Jawa.
















Planszę rozkładamy, elementy rozdzielamy kolorystycznie i układamy w trzy stosiki, a obok planszy układamy kartoniki z literkami. Rzucamy kostką i zaczyna ta osoba, która będzie miała na kostce najwięcej oczek. Gracze po kolei rzucają kostką, przesuwają swoje pionki po planszy i wykonują różne zadania (związane z ortografią), jakie znajdą na polu, na którym się zatrzymają. Za poprawnie wykonane zadanie otrzymują uśmiechniętą buźkę. Wygrywa osoba, która jako pierwsza dotrze do mety lub ta, która ma najwięcej uśmiechniętych buziek (na początku gry ustalamy, na jakich zasadach gramy).

Zasady są dość łatwe, wystarczy chwila, aby je zrozumieć, a jasna i czytelna instrukcja dobrze nam w tym pomaga.

Elementy są dość ładne, przynajmniej w większości. Jedynie co bym zmieniła to pionki, są plastikowe, takie jak dawniej były w grach, a osobiście przyzwyczaiłam się do „wymyślnych”, adekwatnych do gry pionków (wydaje mi się, że fajnie by wyglądały np. o wyglądzie słowniczka ortograficznego). Plansza jest ciekawa, przyciąga wzrok, a także jest dość solidna. Pozostałe elementy ładne, z dość grubego kartonu co sprawia, że posłużą długo.

W grze znajdziemy „ściągę” i to jest rewelacyjny pomysł. Dziecko może samo sprawdzić, czy ma rację, a takie szukanie sprawi, że szybciej zapamięta pisownie.

Kolejnym plusem dla mnie jest fakt, że elementy gry można wykorzystać, na bardzo dużo sposobów, wymyślając własne gry.

Ortografia jest bardzo ważna i niestety nie za łatwa, dlatego każda gra, gdzie dziecko może ją ćwiczyć w formie zabawy, jest warta bliskiego poznania. Ortografia na 6 od firmy Jawa to wspaniała gra, która dostarczy dziecko wiele zabawy, a także pozwoli poćwiczyć ortografię. Z przyjemnością polecamy.



Moja ocena – 9\10


Serdecznie zapraszam na stronę JAWA oraz na FB.


Ortografia na 6

Damika Natural Cosmetics Mydło lawendowe - Opinia

 

Zapraszam na opinię o lawendowym mydle, jakie otrzymałam od Damika Natural Cosmetics.





Mydło mnie zaskoczyło i to bardzo kolorem. Przeważnie mydła lawendowe miałam w kolorze zbliżonym do lawendy albo chociaż do fioletowego, to jest białe\lekko kremowe.

Pieni się delikatnie, a wytworzona piana doskonale myje ciało. Po umyciu skóra staje się miękka i delikatna. Mydełko dobrze ją nawilża, przy mojej skórze „nieproblemowej”, nie ma konieczności używania dodatkowych „nawilżaczy”.

Mydło jest w 100% naturalne, ręcznie robione. Nie znajdziemy w jego składzie żadnych zbędnych „ulepszaczy”. Nie powoduje uczuleń czy podrażnień.

Zapach ma śliczny. Doskonale wyczuwalny zarówno podczas używania, jak i później na skórze. Według mnie pachnie w 100% lawendom. Dzięki niemu mamy dodatkowo aromaterapię podczas mycia.

Kolejną dość znaczącą dla mnie sprawią, jest fakt, że mydło nie robi się „papkowate”, rozmięknięte. Osobiście strasznie tego nie lubię takich używać.

Moim zdaniem mydło doskonale spełnia swoje zdanie, czyli oczyszcza skórę, a jednocześnie dobrze ją nawilża i pielęgnuje. Ma wspaniały zapach i wiele innych zalet. Ze swojej strony z przyjemnością polecam.



Moja ocena – 9\10



Serdecznie zapraszam na stronę Damika Natural Cosmetics oraz na FB


Mydło lawendowe

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Złączeni zemstą” - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Złączeni zemstą”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa NieZwykłego.





Książka pt.: „Złączeni zemstą” to piąty tom z cyklu Born in Blood Mafia Chronicles.

Tom 1 to książka pt.: „Złączeni honorem”.

Tom 2 to książka pt.: „Złączeni Obowiązkiem”.

Tom 3 to książka pt.: „Złączeni nienawiścią”.

Tom 4 to książka pt.: „Złączeni pokusą”.





Cora jest młodą dziewczyną, której ojciec jest dość ważnym członkiem mafii. Życie ma dość ułożone, niebawem ma wyjść za mąż, za mężczyznę, którego wybrał dla niej ojciec, jednak ma to szczęście, że jej ten wybór odpowiada. Wszystko ułożyłoby się idealnie, gdyby nie jej ojciec, a raczej zdrada, jakiej się dopuścił. Zdradził bossa mafii w Las Vegas, co oznacza śmierć dla niego i jego rodziny. Ten ma jednak zupełnie inne plany, zabija mężczyznę, a swojemu podwładnemu oddaje Corę jako nagrodę za lojalność. Kobieta jest przerażona, Growl jest zabójcą w mafii – bezwzględny, okrutny, nieznający litości. Boi się nie tylko o siebie, ale również o młodszą siostrę i matkę, nie wie, co z nimi się stało.
Growl zna swoje miejsce, wie, że nazywają go Bękartem, że wzbudza w innych strach. Pierwszy raz Falcone coś mu podarował i choć wie, że to ma być kara za zdradę, przekaz dla innych co się stanie, jak zdradzą szefa i tak w jakiś sposób się cieszy. Choć raz został doceniony, dostał coś dla siebie. Wtedy jeszcze nie wie, jak ta kobieta namiesza mu w życiu.
Są zupełnie inni, on brutal nieznający litości, ona młoda, delikatna. Cora, choć początkowo jest przerażona, później zaczyna dostrzegać w mężczyźnie, to czego nie dostrzegają inni. Zaczyna odkrywać jego przeszłość, która bardzo dużo wyjaśnia. Czy ta dwójka ma szansę na stworzenie „normalnego” związku? Jaką przeszłość skrywa Growl? Co stało się z matką i siostrą Cory?

Historia ciekawa, wciągająca, choć trochę inna, niż pozostałe w serii. Według mnie mamy tu mniej mafii, krwi, brutalności, co nie znaczy, że nie ma tego wcale. Jest jednak w porównaniu do innych książek w serii, jest tego mniej, a główną rolę odgrywa relacja między Growl a Corą.

Growl od dawna jest sam, tak naprawdę nie ma nikogo, na kogo mógłby liczyć. Jest zwykłym Bękartem, nic nieznaczącym dla ludzi z mafii, służący do „sprzątania”, eliminowania zdrajców. Jest dumny z tego, że wywołuje strach w innych. Nigdy nie podejrzewał, że młoda, krucha kobieta stanie się dla niego tak ważna, że zaryzykuje dla niej wszystko, co miał, w co wierzył. To bohater, który z jednej strony wzbudzał we mnie strach (a na początku nawet odrazę), jednak tylko do momentu, aż nie poznałam jego przeszłości, wtedy zaczęłam patrzeć na niego zupełnie inaczej, zaczęłam go lubić.
Cora zostaje „wyrwana” z życia, które zna i rzucona do zupełnie innego świata. Płaci za ojca winy i jest o to wściekła. Boi się i to nie tylko o siebie, jednak postanawia się pozbierać, zaleźć sposób na uratowanie nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych. To bohaterka, która przeszła dość dużą przemianę, którą polubiłam.

„Złączeni zemstą” to kolejny tom z serii, który przeczytałam z wielką przyjemnością. Osobiście polubiłam bohaterów, a ich historia mi się podobała. Z przyjemnością polecam.



Moja ocena – 9\10





Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo NieZwykłe oraz na FB.



Złączeni zemstą

sobota, 5 września 2020

Wydawnictwo Pryzmat Książka edukacyjna pt.: „Moje pierwsze ćwiczenia i zadania" - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książeczce edukacyjnej pt.: „Moje pierwsze ćwiczenia i zadania”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Pryzmat.









Książeczka przeznaczona jest dla dzieci zaczynających edukację wczesnoszkolną i moim zdaniem jej poziom jest idealnie do nich dostosowany.

Zadania są ciekawe, różnorodne. Sprawia to, że dziecko rozwija się na różnych płaszczyznach. Znajdziemy takie, gdzie trzeba znaleźć i napisać wyraz, dokończyć kolorowanie rysunku, dodać itp.

Jest kolorowa, co zdecydowanie przyciąga wzrok i zachęca dziecko do korzystania z niej.

Stron jest 24, a zadań na nich dość sporo. Książeczka spokojnie starczy na kilka podejść.

„Moje pierwsze ćwiczenia i zadania” to książeczka edukacyjna, dzięki której dziecko poćwiczy swoją wiedzę, a także zdobędzie nową. Ze swojej strony polecam.



Moja ocena – 9\10



Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Pryzmat oraz na FB


Moje pierwsze ćwiczenia i zadania

Fotobum.pl FotoGrafie Mini - Opinia

 

Zapraszam na opinię o FotoGrafie Mini Polaroid, jakie otrzymałam od Fotobum.











FotoGrafie Mini Polaroid to zdjęcia w formacie zdjęć z Instaxa. Są nieduże, co sprawia, że nie zajmują dużo miejsca.


Jakość jest bardzo zadowalająca. Doskonale widoczne wszelkie szczegóły, intensywne kolory, a wszystko na dość grubym i błyszczącym papierze.


W zestawie znalazłam 24 sztuki + album, który jest śliczny, a przy tym wysokiej jakości. Na każdej stronie jest miejsce na jedno zdjęcie, podczas ich wkładania nic się nie rozrywa. Strony połączone za pomocą spirali, co zdecydowanie ułatwia ich obracanie.


Na każdym zdjęciu można dodać podpis.


Do zestawu dołączone są naklejki, którymi można ozdobić zdjęcia i album.


FotoGrafie Mini Polaroid to wspaniały pomysł na zachowanie chwil. Zdjęcia są nieduże, ładne, będą doskonałą pamiątką. Ze swojej strony polecam.


ZAMÓWIENIA Z KODEM ypxgps dają 10% rabatu ♥


 

Moja ocena – 10\10



Serdecznie zapraszam na stronę Fotobum oraz na FB.


FotoGrafie Mini Polaroid

Wydawnictwo Editio Książka pt.: „Patron" - Recenzja

 

Zapraszam na opinie o książce pt.: „Patron”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Editio.






Felicia właśnie ukończyła studia z bardzo dobrymi wynikami. Starała się o pracę w renomowanej firmy prawniczej Köster & Thompson, a kiedy się udało, była bardzo szczęśliwa. Praca tam to nie tylko spełnienie jej marzeń, możliwość rozwoju i nauczenia się wiele od świetnych prawników, ale również gwarancja stałych, niemałych pieniędzy, dzięki którym będzie mogła pomóc rodzinie w spłacie długów, a jej dom będzie bezpieczny.
Thomas jest współwłaścicielem kancelarii, świetnym prawnikiem, który ma na koncie wiele wygranych spraw. Co jakiś czas przyjmują młodych prawników, aby dać im szansę na dobry start. W momencie, gdy do jego gabinetu przychodzi mężczyzna, prosząc, aby przyjąć młodą dziewczynę po studiach prawniczych, dość szybko sprawdza i okazuje się, że mają w planach ją przyjąć. Postanawia jednak wykorzystać okazję i nie mówi mężczyźnie, że i tak miała zostać przyjęta. Stwierdza, że warto mieć przysługi do odebrania u różnych ludzi.
Pierwszy dzień Felicii w pracy nie jest idealny. Jej szef nie jest osobą miłą i ciepłą, a wręcz przeciwnie, traktuje ją z wyższością, każe sobie mówić na "pan". Na szczęście znajduje przychylność u innych pracowników. Ma chwilowo pracować w jednym gabinecie z Thomasem, ponieważ gabinet, w którym miała być, jest obecnie w remoncie. Wspólnie spędzony czas, choć często z docinkami ze strony szefa sprawia, że kobieta dużo się uczy, a zdanie o swoim szefie pomału zmienia. Im bliżej się poznają, tym więcej o sobie odkrywają, a ich relacje zaczynają zmierzać w niebezpiecznym kierunku. Co odkryją o sobie? Jakie tajemnice skrywa Thomas? Jaka relacja ich połączy?

Historia dość ciekawa, wciągająca. W książce dość dużo się dzieje, co sprawia, że z zaciekawieniem obracałam kolejne strony. Znajdziemy w niej miłość, pokonywanie ciężkiej przeszłości, radzenie sobie z jej demonami, szukanie własnej drogi do szczęścia, przyjaźń, która potrafi wiele wybaczyć. Historia wywołała we mnie wiele emocji, są momenty, które wywołały u mnie śmiech, radość, są takie, które wywołały smutek, a także takie gdzie byłam zła na zachowanie bohaterów.

Bohaterowie są ciekawi, dający się lubić, jednak nie od samego początku, w szczególności, jeśli chodzi o Thomasa, trzeba poznać jego tajemnice, aby wiele zrozumieć.
Felicia jest młodą kobietą, spokojną, wycofaną, to taka szara myszka, która nie lubi rzucać się w oczy. Nie zawsze taka była, zdarzenia z przeszłości sprawiły, że taka się stała. Kiedyś lubiła imprezy, była odważna, towarzyska. Jedno zdarzenie sprawiło, że całkowicie się zamknęła w sobie, a wyjście z tej skorupy jest bardzo ciężkie. Pomału się zmienia, staje się bardziej odważna i mi ta zmiana zdecydowanie się spodobała.
Thomas początkowo wydaje się niemiły, gburowaty, chamski i taki jest. Potrafi powiedzieć kobiecie, że nie jest na pogrzebie a w pracy i żeby zaczęła inaczej się ubierać. Poważny, nieznoszący sprzeciwu, wzbudzający strach w innych, taki jest nie bez powodu, to jego sposób na ochronę siebie. Kiedyś przeżył wypadek, po którym zostały mu widoczne blizny na ręce. Koszmar, o którym nie chce mówić nikomu, o którym nie może zapomnieć, który niszczy go od środka. Felicia pomału go zmienia, sprawia, że zaczyna się uśmiechać, widzieć pozytywne strony życia. To bohater, który jest zupełnie inny na pierwszych stronach, a zupełnie inny pod koniec książki. Polubiłam go, jednak aby do tego doszło, musiałam poznać jego sekrety, a on musiał się troszkę zmienić, stać się milszy dla innych.

„Patron” to książka, z która miło spędziłam czas. To historia, która wywołała podczas czytania wiele emocji. To bohaterowie, których polubiła, którym mocno kibicowała. Wydaje mi się, że książka będzie miała kontynuację, tak sugeruje zakończenie i szczerze powiedziawszy, będę na nią czekać z niecierpliwością. Książka pt.: „Patron” to książka, którą z przyjemnością polecam.



Moja ocena – 8\10



Serdecznie zapraszam na stronę Editio.pl oraz FB Editio Red.


Patron

piątek, 4 września 2020

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Money Man" - Rozdział 3

 


ROZDZIAŁ TRZECI

Kalen


Gdy sięgnąłem po plik banknotów, żeby zapłacić rachunek, palcami otarłem się o skrawek jedwabiu, który wepchnąłem do kieszeni, gdy opuściłem toaletę. Ten nagły impuls wprawił mnie w zaskoczenie. Nie potrzebowałem żadnej pamiątki po seksownym rudzielcu. Mimo to w moich myślach pojawiło się wspomnienie jej odrzuconej do tyłu głowy. Czując, jak kutas zaczyna mi stawać, szybko je od siebie odpędziłem. Była jednorazową przygodą, niczym więcej.

– Witaj, bracie.

Czyjeś słowa rozproszyły moje myśli. Poczułem na plecach dotknięcie ciężkiej dłoni i odwróciłem się, by stanąć twarzą w twarz z właścicielem głosu.

– Connor – przywitałem się z bratem, gdy długonoga blondynka i krągła brunetka zajęły miejsca u jego boku.

– Zostajesz? – zapytał, unosząc brwi i zerkając wymownie w stronę towarzyszek.

Uczepione jego ramion kobiety zachichotały, a jedna z nich spojrzała na moje krocze tak wymownie, jakby widziała, co znajduje się pod materiałem moich spodni.

– Tak – odparłem.

Obie kobiety były atrakcyjne, ale sprawiały wrażenie, jakby można je było kupić, podobnie zresztą jak szkocką, którą wcześniej piłem. Nie płaciłem za seks. Connor też nie, ale on nie był tak wybredny w wybieraniu łóżkowych partnerek jak ja.

– Ostatni drink i zamykamy rachunek – rzuciłem do barmana. Zapunktował u mnie tym, że kiwnął głową i nie kazał się powtórzyć, jak większość Amerykanów.

Na szczęście, kiedy się odwróciłem, Connor był już sam. Najwyraźniej kobiety zrozumiały aluzję i wyszły.

– Zaprosiłem cię tu, żebyś się trochę zabawił, a nie zachowywał jak palant.

Jego amerykański akcent nie pasował do typowo angielskiego słowa „wanker”, oznaczającego palanta i idiotę. Postanowiłem, że go zignoruję. Connor stanął obok mnie przy barze.

– Co, jakaś cipka zawróciła ci w głowie? – Zaśmiał się.

Tak dobrał słowa, że rzuciłem mu mordercze spojrzenie. Znał mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy ma sobie darować.

– Widziałem cię wcześniej z jakąś seksowną, rudowłosą panną. Spłoszyłeś ją?

– A gdzie się podziało twoje towarzystwo? – zapytałem oschłym tonem, nie odpowiadając na jego pytanie.

– Poszło sobie. Jedna była dla mnie, a druga dla ciebie, ale je też udało ci się odstraszyć.

Odwróciłem się, by uniknąć jego badawczego spojrzenia. Barman podszedł do mnie z butelką szkockiej Lagavulin i nalał mi kolejną porcję. Wychyliłem ją na raz, po czym położyłem na ladzie dwie pięćdziesiątki, tuż obok pustej szklanki. Connor przyglądał mi się zagadkowo.

– Wracam do domu – oznajmiłem, uznając, że na dzisiaj wystarczy.

Kątem oka dostrzegłem, jak blondynka, która była towarzyszką rudowłosej, pędzi w stronę drzwi. Przeniosłem spojrzenie na brata. Connor zacisnął usta w wąską kreskę.

– Jeszcze trochę i zaczniesz chodzić w kapciach – powiedział, celując we mnie palcem.

– Niektórzy z nas muszą rano pracować – odparłem, odchodząc od baru.

– Przecież pracuję – stwierdził, szczerząc w uśmiechu wszystkie zęby.

– Ty się bawisz. Nie każdego stać na taki przywilej.

Connor wciąż nie przestawał się uśmiechać, gdy odwracałem się do niego plecami. Nie poszedł za mną. Udałem się na zewnątrz, wcześniej informując o powrocie mojego kierowcę.

Przystanąłem na chwilę w drzwiach, gdzie powitały mnie spadające z nocnego nieba płatki śniegu. Przypomniały mi o domu i o wszystkim, co zostawiłem. Jeśli chciałem stworzyć imperium, musiałem pilnować swoich interesów. Jutro miały rozpocząć się negocjacje w sprawie pewnej umowy. Na myśl o niej uśmiechnąłem się do siebie. Miałem dziwne przeczucie, że sala konferencyjna to ostatnie miejsce, w którym mogłoby dojść do jej podpisania.