Nie
spodziewałam się, że spędzę Nowy Rok przyciśnięta do ściany
kabiny w toalecie i że będzie mi towarzyszyć obcy facet. Ale z
drugiej strony był tak olśniewająco przystojny, że każda kobieta
dostałaby zadyszki… tak jak ja teraz. Jednak wydarzenia z
poprzednich tygodni powinny nauczyć mnie rozumu.
Ochrypłym
jękiem wyrwał mnie z zamyślenia, gdy znalazł pod moją spódniczką
podwiązki, które założyłam całkiem niepotrzebnie. Z moich ust
wyrwał się dźwięk świadczący jednak o czymś zupełnie innym
niż to, do czego próbował mnie przekonać spowity alkoholowym
zamroczeniem umysł. To właśnie z powodu ostatnich wydarzeń, a nie
na przekór im, znalazłam się w tym miejscu. Upiłam się i byłam
o krok od przelecenia gościa, którego ledwie znałam, w eleganckiej
i pozornie czystej toalecie ekskluzywnego klubu przylegającego do
Hotelu Eventi.
Przeszedł
mnie prąd, gdy facet z rozmysłem zaczął pieścić palcami skórę
po wewnętrznej stronie moich ud. Co ja, do cholery, wyprawiam? Nie
jestem taka. Do tej pory spałam jedynie z dwoma mężczyznami.
Wszystkie powody, dla których nie powinnam tego robić, rozpłynęły
się, gdy zaczął całować mnie po szyi, skubiąc ją delikatnie i
sprawiając, że wierciłam się niczym rozchichotana nastolatka.
– Rozsuń
nogi – powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Niski
tembr jego głosu miał akcent, którego mój zamroczony umysł nie
potrafił nazwać. Mimo to w mojej głowie pojawił się obraz
seksownego szkockiego górala z jednego z moich historycznych
romansów.
– Ciekawe, jakby
to brzmiało, gdyby nazwał mnie dzieweczką.
Z
jego piersi wyrwał się grzmiący śmiech.
– Dzieweczką?
Cholera,
powiedziałam to na głos?
Wypowiedział to słowo w tak seksowny sposób, że w życiu czegoś
takiego nie słyszałam.
Nie
miałam czasu na myślenie, szczególnie że opuszkami palców
znalazł się u zbiegu moich ud. Cała zapłonęłam, gdy przycisnął
je do mojej szparki. Stringi nie stanowiły praktycznie żadnej
bariery. Z minuty na minutę byłam coraz bardziej mokra. Powinnam
czuć się skrępowana, ale jego ruchy sprawiały, że miałam ochotę
błagać go, żeby wziął mnie tak, jak jeszcze nigdy tego nie
robiłam.
– Jesteś
cała mokra – wymamrotał, po czym ustami miękkimi jak płatki
kwiatów dotknął mojego obojczyka. Następnie zaczął wygłodniale
przygryzać kącik moich ust, zostawiając na nim posmak drogiego
wina, którym częstowano dzisiaj wszystkich gości – łącznie z
tymi na parkiecie, którzy oczekiwali na końcowe odliczanie. Przez
chwilę zastanawiałam się, gdzie podziały się nasze kryształowe
kieliszki. Mieliśmy je ze sobą, gdy mnie tu przyprowadził.
Myśli
uleciały mi z głowy, gdy zręcznie wsunął mi dłoń pod bluzkę.
Równie szybko uwolnił z koronkowego stanika moją prawą pierś,
jednocześnie wsuwając palec, a może i dwa, głęboko w moje
wilgotne wnętrze. Otworzyłam gwałtownie oczy. Kiedy właściwie je
zamknęłam?
Gdy
zaczął ssać mój sutek, moje pożądanie wzrosło po tysiąckroć.
Spojrzałam w dół i dostrzegłam dwa napełnione do połowy
kieliszki stojące na podłodze, po czym pod wpływem czystej
przyjemności odrzuciłam głowę w tył, uderzając nią w wyłożoną
kafelkami ścianę kabiny. Westchnienie, które mi się wymknęło,
wcale nie było spowodowane bólem. Rozkosz przerosła wszystkie
odczucia po przypadkowym zderzeniu ze ścianą. Wyparowały wszelkie
wątpliwości, których nie zdążył stłumić alkohol.
– Tak
– powiedziałam błagalnym tonem, potrzebując mocniejszych wrażeń.
– Co
„tak”?! – warknął, jakbym była miodem dla kryjącego się w
jego wnętrzu wygłodniałego niedźwiedzia.
Wciągnął
moją pierś głęboko do ust, cały czas pieszcząc mnie palcami.
Potem, jakby odczytując targające mną pragnienia, z wprawą
przejechał kciukiem po mojej łechtaczce.
Przytłoczona
narastającymi doznaniami poprosiłam:
– Pieprz
mnie.
Błaganie
było najmniejszym z moich zmartwień – moje ego już dawno
zamilkło. Gdy wstrząsnął mną pierwszy orgazm, z moich ust wyrwał
się głośny okrzyk. Nieznajomy nie przestawał, kontynuując
pieszczoty i przedłużając moją rozkosz. Po wspięciu się na
szczyt kolana zrobiły mi się jak z waty. Wysunął palce i chwycił
mnie za pośladki jedną ręką, przytrzymując w miejscu.
Cholera,
ależ był silny. Choć byłam skrajnie podniecona, uznałam to za
niesamowicie seksowne. Wolną ręką odsunął na bok wąski paseczek
moich stringów.
– Teraz
będę cię pieprzył – oznajmił dobitnie.
Wyswobodził
się ze spodni, rozdarł zębami opakowanie prezerwatywy i nałożył
ją jednym, płynnym ruchem. Stało się to tak szybko, że
usłyszałam jedynie dźwięk rozrywanego plastiku.
Dopiero
później przeszło mi przez myśl, że sądząc po tempie, w jakim
to zrobił, na pewno nieraz miewał takie przygody z kobietami.
Wsunął
masywne udo między moje nogi, rozsuwając je szeroko i zachęcając,
abym objęła nimi jego biodra. Wiedziona namiętnością spełniłam
jego żądanie. Podniósł mnie z podłogi i położył na sobie. Nie
miałam nawet czasu, aby pomyśleć, gdy wsunął się we mnie do
samego końca. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, częściowo pod
wpływem przyjemności, a częściowo bólu. Zrobiłam oczy wielkie
jak spodki, gdy rozciągnął mnie do granic możliwości. Skarciłam
się w duchu za to, że nie zdążyłam mu się dokładniej
przyjrzeć. Był zdecydowanie większy od każdego z mężczyzn, z
którymi dotychczas byłam.
Nieznajomy
zastygł w bezruchu i jęknął przeciągle.
– Rozsuń
szerzej nogi. Jesteś tak cholernie ciasna, że zrobię ci krzywdę.
– Zrobiłam to, o co prosił, czując, jak wślizguje się jeszcze
głębiej. – Właśnie tak, dzieweczko.
– Ja…
ja… – wyjąkałam, gdy zaczął się we mnie rytmicznie poruszać.
Wrażenia
były nieporównywalne z niczym innym. Zakończenia nerwowe w moim
ciele dosłownie iskrzyły, gdy z każdym pchnięciem trafiał prosto
w mój magiczny guziczek. Robił to tak cudownie, że nie potrafiłam
wykrztusić z siebie ani słowa.
W
miarę jak doznania narastały, zacisnęłam uda wokół jego talii,
wbijając mu w plecy obcasy szpilek. Przycisnął mnie do ściany,
ale miałam to gdzieś. Szczególnie po orgazmie numer dwa i trzy, po
których płynąca w tle dyskretna muzyka zamieniła się w końcowe
odliczanie o północy.
Dziesięć.
Jego pchnięcia stały się bardziej gorączkowe. Dziewięć.
Wszedł we mnie ostro i głęboko. Osiem.
Przycisnął mocno usta do mojej szyi, w miejscu, w którym bił
puls, i wnikał we mnie raz za razem. Będę miała siniaki. Siedem.
Wstrząsnął mną kolejny orgazm. Sześć.
„Kurwa mać”, szepnął mi do ucha przez zaciśnięte zęby.
Pięć.
Wczepiłam palce w jego włosy, przysuwając jego twarz ku swojej.
Cztery.
Ugryzłam go w dolną wargę, odurzona pożądaniem i desperacją.
Trzy.
Pieprzył mnie tak ostro, że aż uderzałam plecami o ścianę. Dwa.
Wciągnął do ust moją dolną wargę, po czym przygryzł ją
zębami. Jeden.
Doszedł, przygniatając mnie do ściany ostatnim, mocarnym
pchnięciem, i po raz ostatni doprowadził mnie na szczyt. Z jego ust
wyrwał się gardłowy pomruk. Tak niski i prymitywny, że musiałam
sprawdzić, czy nadal miałam do czynienia z człowiekiem.
Szczęśliwego,
pieprzonego Nowego Roku.
Przez
długą chwilę staliśmy w bezruchu. Żar, który wznieciliśmy,
ostygł o wiele za szybko. Wtulaliśmy się w siebie, a obcasy moich
szpilek nadal wbijały mu się w plecy. Niestety dla nas obojga,
nieznajomy wysunął się ze mnie, a ja rozluźniłam uścisk nóg,
pozwalając, aby postawił mnie z powrotem na ziemię. Zjechałam
plecami po ścianie, a po chwili moje dziesięciocentymetrowe obcasy
uderzyły ze stukotem o podłogę. Mimo takich butów przy moim
metrze sześćdziesiąt pięć byłam od niego zdecydowanie niższa.
– O
tak, dzieweczko – powiedział z lekko kpiącym uśmieszkiem,
przypominając mi, że sama poprosiłam, by tak mnie nazywał. –
Szczęśliwego Nowego Roku – dodał, wytrzymując moje spojrzenie.
Oczy miał równie zielone, co lasy porastające Szkocję –
miejsce, które od zawsze pragnęłam zobaczyć. Wpatrując się w
nie, z łatwością mogłabym wyobrazić sobie, że jadę bez siodła
na koniu, a on mnie ściga. Zacisnęłam mocno uda, pewna, że już
sama fantazja sprawi, że spłonę z pożądania.
Mój
mózg wybrał ten moment, aby ponownie się włączyć. W ułamku
sekundy zastygłam jak sparaliżowana, gdy dotarło do mnie, co przed
chwilą zrobiłam. Porządne dziewczyny nie miewają jednorazowych
przygód z nieznajomymi. Co pomyślałaby sobie o mnie moja matka?
Nie wspominając już o ojcu, który nie do końca pogodził się z
moją decyzją o porzuceniu przeze mnie naszej społeczności.
Nie
potrafiąc spojrzeć nieznajomemu w oczy, zamknęłam własne. Nadal
więził mnie w uścisku masywnych ramion. Odruchowo wygładziłam
materiał spódniczki.
– Lubisz
sobie pokrzyczeć, co, dzieweczko? A może zrobiłaś to specjalnie
dla mnie?
Otworzyłam
gwałtownie oczy, czując, jak moje policzki czerwienieją ze wstydu.
Kątem oka dostrzegłam jego wygięte w półuśmiechu usta.
Nieznajomy bez namysłu podniósł coś z podłogi – zapewne swój
kieliszek – i wyszedł, nie zaszczycając mnie nawet jednym
spojrzeniem.
Gdy
zostałam sama, myśląc ze wstydem o tym, czego przed chwilą się
dopuściłam, wróciłam wspomnieniami do piorunującego wzroku ojca
i ostrych słów reprymendy.
„Ubieraj
się”, rzekł nieznoszącym sprzeciwu tonem po tym, jak odprawił
Turnera.
Mężczyźni
już tacy są. To ja wyszłam na grzesznicę, która pomachała mu
przed nosem zakazanym owocem. Ojciec odwrócił wzrok, by nie
patrzeć, jak zakładam zakrywającą mnie od szyi do stóp suknię,
którą zmuszone były nosić kobiety w naszej społeczności.
„Gdyby
przyłapał was ktoś inny, zostałabyś napiętnowana albo, co
gorsza, ekskomunikowana”, powiedział ojciec z obrzydzeniem w
głosie.
Poczułam
się pewniej. Nie podobały mi się zasady, według których kobiety
były tylko klaczami rozpłodowymi, ale nie chciałam też, by
patrzył na mnie jak na jedną z tych światowych kobiet, przed
którymi mnie ostrzegał.
„Pomyśl
tylko o hańbie, którą sprowadzisz na rodzinę i siostry, jeśli on
powie o wszystkim swojemu ojcu”.
Nawet
przez chwilę nie pomyślałam o siostrach. Jeśli prawda wyjdzie na
jaw, zostaną napiętnowane za moje grzechy. Będą miały szczęście,
jeśli w ogóle zostaną wybrane na współżony.
„Nie
zrobi tego. Kocha mnie”, rzuciłam błagalnym tonem.
„Lepiej
módl się, żeby jego rodzina zgodziła się na ślub”.
Powiedziawszy to,
ojciec odwrócił się do mnie plecami, lekceważąc mnie w taki sam
sposób jak nieznajomy. Nie miało znaczenia, że nie wyszłam za mąż
ani że matka pomogła mi uciec. Wybiegając z toalety, nadal czułam
się, jakbym miała na piersi wypaloną wielką, szkarłatną literę.
Chciałam zwiększyć dystans między mną a moimi grzechami
najbardziej, jak się dało.
Jak
mogłam pozwolić, żeby nieznajomy kochał się ze mną po zaledwie
paru minutach, najwyżej godzinie znajomości?
Rozpaczliwie
próbowałam wydostać się z tego miejsca. Musiałam odszukać
koleżankę, z którą tu przyszłam – czy też najlepszą
przyjaciółkę, która nie zrobiła nic, by powstrzymać mnie przed
popełnieniem tego kolosalnego błędu.