czwartek, 8 sierpnia 2019

Wydawnictwo Egmont Książeczka pt.: „Roblox Wyjątkowy awatar Album z naklejkami” - OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.: „Roblox Wyjątkowy awatar Album z naklejkami”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Egmont.









Na stronach książeczki znajdziemy scenki z gier, na które należy nakleić naklejki z wybranym awatarem. Dziecko robi to według własnego gustu.


Naklejek jest ponad 250, a to sprawia, że dziecko powstrzymuje tylko wyobraźnia. Może stworzyć postać z gry albo coś zupełnie innego np. dodając do zbroi dziewczynkę z różowymi włosami.


Stron jest dość dużo i są bardzo kolorowe. Przyciągają wzrok i zachęcają do korzystania z książki.


Moim zdaniem książka będzie wspaniałym prezentem dla każdego fana Roblox. Ze swojej strony polecam.


Zalety:
  • Doskonała zabawa dla każdego fana Roblox.
  • Ponad 250 naklejek.
  • Dużo stron.
  • Kolorowa.



Wady:
BRAK


Moja ocena – 10\10

Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Egmont oraz na FB Galaktyka Czytelnika.

Książkę pt.: „Roblox Wyjątkowy awatar Album z naklejkami” znajdziecie TU.

ZASADY ZABAWY Z Edinos.pl!!!!

Obowiązkowo:


1. Lubimy sponsora 



2. Lubimy organizatora 
https://www.facebook.com/anka8661










Dodatkowo:


1. Obserwujemy blog http://anka8661.blogspot.com/ , a w komentarzu na fb piszemy pod jaką nazwą obserwujemy + 1 punkt

2. Zapraszamy znajomych (podświetlonych na niebiesko) + 1 punkt

3. Osoby aktywne u mnie dostają od 1 do 10 dodatkowych punktów każda.

4. Osoby aktywne u sponsora dostają od 1 do 10 dodatkowych punktów każda.





Konkurs trwa od teraz do 23 sierpnia.


Do wygrania SZKLANY ZEGAR ŚCIENNY LIPTOS 3R - 5 KOLORÓW




Wygrywa 1 osoba.





Aby został wybrany zwycięzca w zabawy musi wziąć udział minimum 50 osób.


Zabawa nie ma nic wspólnego z FB, sponsorem nagrody jest Edinos.pl.

KAŻDA OSOBA BIORĄCA UDZIAŁ WYRAŻA ZGODĘ NA PUBLICZNE UŻYCIE IMIENIA I NAZWISKA W RAZIE WYGRANEJ W CELU PODANIA ZWYCIĘZCÓW.


Zabawa nie podlega Ustawie z dn. 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. 1992 nr 68 poz. 341)
Zabawa nie podlega ,ustawie z dnia 19. 11. 2009 o grach hazardowych (Dz.U.09.201.1540 z póz. Zm.).

1 PUNKT = 1 KARTECZKA Z IMIENIEM I NAZWISKIEM

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Słodkie Szaleństwo" - Rozdział 2



Rozdział drugi
Helena

Cztery dni później…

Zaklejam ostatnie pudło i rozglądam się po sypialni. Wygląda tak… pusto. Ściany oraz podłoga są gołe. Na półkach nic nie zostało.
Mój pokój jest nagi.
Nie bardzo wiem, jak się z tym czuję.
Jeśli kłucie w piersi stanowi jakąś wskazówkę, powiedziałabym, że przykro mi z tego powodu. Mieszkałam tutaj od zawsze – bawiłam się, chowałam przed światem, dorastałam oraz poszukiwałam spokoju.
Było mi tu dobrze. Będę za nim tęsknić.
Wszystko, co mi pozostało, to osiem kartonów. Samochód od przeprowadzek przyjedzie po południu. To miłe, iż cały koszt pokryje nowy pracodawca. Asher dzwonił wczoraj, by poinformować, że dziewczyny zabrały się do sprzątania, więc na poniedziałek mieszkanie będzie gotowe. Nat z kolei dała mi znać, iż większość rzeczy nadal się w nim znajduje, zatem urządzenie się nie będzie mnie zbyt wiele kosztowało.
Zaproponowałam, że zapłacę za meble, które tam zostawiła, ale stanowczo odmówiła, używając mnóstwa przekleństw. Kłóciłam się z nią jednak, przez co rzucała jeszcze gorszym mięsem. Nagle Ash odebrał jej telefon i oznajmił:
– Za nic nie będziesz płacić, mała. Po prostu się wprowadzisz. Jeżeli chcesz mi podziękować, to nakarm mnie.
Z Asherem naprawdę trudno się sprzecza
, ponieważ jest zbyt pewny swego.
W pokoju została ostatnia rzecz, przez którą czuję się rozdarta. Plakat Johnny’ego nadal wisi na ścianie przy drzwiach.
Już czas.
Ale nie jestem jeszcze gotowa.
Już czas. Miał udane życie. Pozwól mu odejść.
Mózg ma rację. Muszę pozwolić mu odejść.
Podchodzę do drzwi, patrząc w oczy Johnny’emu Deppowi. Skręca mi się żołądek.
– Wybacz. Byłeś świetnym wymyślonym chłopakiem, lecz już dorosłam. Nie mam czasu na miłość. Nawet platoniczną. – Ale on przygląda się uważnie. – Nie patrz w ten sposób.
Nic z tego. Torturuje mnie wzrokiem.
Wzdycham ze zmęczenia, pocierając czoło.
– Nie utrudniaj. Proszę, Johnny. To koniec – mówię z bólem w sercu.
Zdejmuję plakat niespiesznie, z należytą ostrożnością, po czym zwijam, a na koniec wiążę gumką. Podchodzę do kosza na śmieci, unoszę pokrywkę, a następnie wkładam go do środka. Gdy się odwracam, zauważam, że obserwuje mnie mama.
– Już czas – szepczę.
Z uśmiechem kręci głową, a ja pozwalam odejść swojej pierwszej miłości.

(w tym miejscu znajduje się babeczka)
Helena

Dziesięć minut później

Ślizgam się w skarpetkach po kuchennej podłodze. Hiperwentylując, otwieram szafkę pod zlewem i grzebię w koszu, dopóki go nie odnajduję. Dostrzegam przy stole wyraźnie zmartwionych rodziców.
– Myślałam, że potrafię to zrobić. – Przyciskam Johnny’ego do piersi. – Lecz jednak postanowiłam, że pojedzie ze mną.
Kiedy wracam do pokoju z plakatem w dłoni, oddycham z ulgą.
Wybacz, Johnny. Nie kłóćmy się więcej.

środa, 7 sierpnia 2019

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Słodkie Szaleństwo" - Rozdział 1




Rozdział pierwszy
Helena

– Helena, poczta! – krzyczy z kuchni mój tata.
Zrywam się i zeskakuję z łóżka. Próbuję iść szybciej, niż mogę, przez co ślizgam się w skarpetkach po podłodze. Na efekty nie trzeba długo czekać. Tak mocno walę kolanem w szafkę nocną, że stojące na niej ramki ze zdjęciami spadają, a szklanka z wodą przewraca się na rozłożony podręcznik.
Sapię z szeroko otwartymi oczami, chwytając się szafki z nadzieją, że ból minie, lecz agonia trwa. Doznanie z każdą chwilą jest coraz bardziej rozdzierające. W przebłysku jasności umysłu myślę sobie: To koniec… właśnie tak to się skończy.
No dobrze, trochę dramatyzuję, ale, niech mnie diabli, to naprawdę boli!
Och, dobry Boże.
Pulsujące kolano drętwieje. Pewnie będę jedną z niewielu osób, którym amputowano kończynę z powodu uderzenia w szafkę nocną. A może nawet jedyną? Tak czy inaczej, zostanę tylko kolejnym numerkiem w statystykach. Czołgam się do drzwi, po czym padam, umierająca, w progu.
– Tato, pomocy! – wołam, licząc, że przybędzie na ratunek.
– Nie! – odkrzykuje po chwili.
Chciałabym powiedzieć, iż jest okropnym ojcem, który pragnie mojej śmierci, jednak byłaby to nieprawda. Wspaniały z niego ojciec, chociaż lubi nieco dramatyzować (myślicie, że niby po kim to odziedziczyłam?). Raz albo dwa twierdziłam, co prawda, że umieram, ale w tym przypadku to nie żart. Zaczyna mi się robić ciemno przed oczami. Widzę światełko w tunelu.
– Tato, pomóż mi! Mdleję! – krzyczę spanikowanym głosem.
– Co teraz? Zacięłaś się papierem, czy umyłaś w palec? – Wzdycha ciężko.
Moją twarz wykrzywia grymas, kiedy za pomocą łokci podciągam się do pozycji siedzącej.
– Po pierwsze, staruszku, mówi się „uderzyłaś”, a nie „umyłaś”. Musisz popracować nad swoim angielskim. Po drugie, tym razem uderzyłam się naprawdę mocno. Moje życie wisiało na włosku. Gdybym nie nakleiła plastra w odpowiednim momencie, nawet chirurg nie zdołałby ocalić mojego małego palca.
Śmiech wypełnia kuchnię.
– Tak, może mój angielski jest słaby, ale ty, kochanie, bolisz mnie w tyłek.
Chichoczę. Tata bywa doprawdy uroczy.
– Mówi się: „jesteś wrzodem na moim tyłku”! Boże!
Podnoszę się, zapominając o obrażeniach. Dochodzę do wniosku, że już tysiąc pięćset sto dziewięćset razy oszukałam śmierć i nie umarłam z powodu niezdarności. Swobodnie używam tego słowa. Czasem mojemu ciału wydaje się po prostu, że wie, co robi, więc nie zważa na sygnały z mózgu. Porusza się wówczas na autopilocie, którego inni nie posiadają. Z tego, co wiem, to moja specjalna umiejętność.
Podpierając się o ścianę, kuśtykam do kuchni. Sukces, w końcu dotarłam na miejsce! Tata nawet nie podnosi wzroku znad gazety, by przekonać się, czy wszystko w porządku po niemal śmiertelnym wypadku.
– Nic mi nie jest, dziękuję za troskę! – mówię głośno ze zmarszczonymi brwiami. – Nie, naprawdę wszystko gra, nie potrzebuję lodu. Cóż z ciebie za wspaniały rodzic! Ojciec roku po raz kolejny w akcji.
Tata przymyka powieki, wzdycha, po czym wznosi oczy do nieba, z pewnością dziękując Bogu za cudowną córkę. Powinien być Mu wdzięczny.
Jestem najlepsza.
Nagle przestaję utykać, podchodzę i obejmuję go od tyłu za szyję, a następnie kładę brodę na łysiejącej głowie.
– Pewnego dnia umrę od uderzenia w palec u nogi, a wtedy będziesz musiał wyjaśniać lekarzom przeprowadzającym autopsję, dlaczego nigdy nie wspominałeś o innych tego typu zdarzeniach. Pewnie wezwą cię na przesłuchanie lub wsadzą za zaniedbanie.
Śmieje się tubalnie, a ja całuję go w policzek. Biorę ze stołu kopertę i wyjmuję list. Jednak zanim przeczytam, zmierzam do lodówki po sok jabłkowy.
Gdy siadam, tata pyta:
– Co u Natalie?
Wzruszam ramionami.
– Nie wiem. Ostatnio ciągle jest zajęta. Nie ma za bardzo, kiedy pogadać.
Marszczy brwi.
– Znajdzie czas. Nina dzwoni każdy dzień. Zadzwoń ty. Dziś.
Zaczynam czytać, a z każdym kolejnym zdaniem serce bije mi coraz mocniej. Otwieram szerzej oczy, pod koniec zaś nie mogę ukryć uśmiechu.
– Chyba nie musisz się martwić o Nat. – Przesuwam kartkę w jego stronę. Skanuje wzrokiem tekst z twarzą pozbawioną wyrazu. – Wkrótce będzie miała towarzystwo.
– Nowojorski Ośrodek Rehabilitacyjny. – Czyta na głos.
Wyrzuciwszy ręce w górę, wiwatuję.
– Właśnie tak! Jadę do Nowego Jorku!
Ramiona mu opadają.
– Dlaczego wszystkie mnie opuszczacie? – mruczy.
Ujmuję jego dużą dłoń i opanowuję entuzjazm.
– Przecież nie wyjadę na zawsze, tato. To wspaniała okazja. Rozmawialiśmy o tym.
– Wiem. – Prostuje się. – Będziesz się uczyć oraz pracować, a w pewny dzień wygrasz dużą nagrodę, bo taka jesteś mądra.
Jak na kogoś, kto kiepsko mówi po angielsku, to doprawdy wzruszający komplement. Mrugam, by pozbyć się łez.
– Dziękuję, tato.
Otwierają się tylne drzwi, przez które wchodzi mama z zakupami. Kiedy dostrzega nas z tatą, nasze złączone dłonie i smutne twarze, z westchnieniem upuszcza torby.
– Ktoś umarł? – pyta.
Okej, dramatyzm mogłam odziedziczyć też po mamie.
Podchodzę do niej z listem. Trzyma go w drżących dłoniach, czytając z przerażeniem.
– Nowy Jork – szepcze. A potem zaczyna płakać. I śmiać się. I znowu płakać.
Przytula mnie mocno, kołysząc.
– Och, kochanie. To cudownie. Tak się cieszę! – Gardło zaciska mi się z emocji, gdy zamykam oczy, pozwalając mamie się obejmowa
. Czasem do szczęścia wystarczy jedynie ciepło matczynego uścisku. Całuje mnie w skroń. – Dasz sobie radę. A teraz zadzwoń, żeby przyjąć tę ofertę, nim ktoś cię ubiegnie. – Otworzywszy oczy, widzę niepocieszonego tatę. Waham się, na co mama szepcze: – Będzie dobrze, obiecuję.
Zawsze wspierała mnie najbardziej ze wszystkich. Mocno wierzy w to, że warto podążać za marzeniami, dokądkolwiek nas one nie doprowadzą. Całuje mnie jeszcze raz, a po chwili puszcza, odwraca się oraz klepie w tyłek. Ze śmiechem odbieram od niej kartkę, po czym idę do pokoju. Chwytam z biurka telefon, aby wybrać numer podany w liście.
– Dzień dobry, chciałabym porozmawiać z – zerkam szybko na podpis – Jamesem Whittakerem.
– Z kim mam przyjemność?
– Helena Kovac – przedstawiam się. – Pan Whittaker czeka na mój telefon.
– Proszę chwilę poczekać.
– Oczywiście.
Zamykam oczy, słuchając muzyczki płynącej z głośnika. Zamierzam dołączyć do śpiewania refrenu żywiołowej piosenki, lecz następuje kliknięcie, po którym dociera do mnie głęboki, acz sympatyczny głos.
– Witam panią, pani Kovac. Z tej strony James Whittaker. Mam nadzieję, że przynosi mi pani dobre wieści.
Uśmiecham się szeroko.
– Dziękuję za propozycję.
– To ja powinienem dziękować najlepszej studentce na roku. Proszę jednak nie trzymać mnie w niepewności. – Już lubię tego gościa. – Akceptuje ją pani? Wiem, że wymaga przeprowadzki, ale obiecuję, iż pokryjemy koszty, a także pomożemy w znalezieniu tymczasowego lokum.
Dobrze wiedzieć.
– Chętnie podejmę pracę na tym stanowisku, panie Whittaker. Moja siostra mieszka w Nowym Jorku, więc raczej zatrzymam się u niej.
– Proszę, mów mi James. Świetnie. Bardzo się cieszę, że dołączysz do naszego zespołu. Jak tylko prześlesz mailowo zgodę, możemy ruszać. – Przerywa na chwilę, a następnie pyta ostrożnie: – Kiedy byłabyś w stanie zacząć?
Dziś jest wtorek. Zastanawiam się przez moment.
Ile czasu zajmie mi spakowanie wszystkiego i rozpoczęcie nowego życia?
– Może od poniedziałku? Czy to za wcześnie?
Jamesowi wyrywa się parsknięcie.
– Ani trochę.
To się dzieje. To się naprawdę dzieje.
– Nie mogę się doczekać. – To prawda.
– Po prostu przyjedź. Przez pierwszy tydzień będziemy cię wdrażać, a potem zaczniemy umawiać pacjentów. Co ty na to?
– Brzmi dobrze – niemal szepczę.
– Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, dzwoń śmiało. Podam ci mój prywatny numer. – Dyktuje go i dodaje szybko: – Wiem, jak to jest być nowym w mieście. Pięć lat temu sam tego doświadczyłem, dlatego dopilnuję, abyś przeszła przez ten proces możliwie bezboleśnie.
Wow. To takie miłe. Uwielbiam swojego nowego szefa!
– Dziękuję, panie Whitt… – Urywam błyskawicznie. – Dziękuję, James. Nie mogę się doczekać.
– Do zobaczenia w poniedziałek.
Rozłączywszy się, dziękuję Bogu, że mój pracodawca nie okazał się starym, wrednym dupkiem. Nadal trzymając telefon w dłoni, dzwonię pod jeden z numerów dodanych do szybkiego wybierania.
– Siema, małpo, właśnie o tobie myślałam – wita mnie siostra.
Prycham.
– Czyżby? Niech zgadnę… zobaczyłaś kobietę z brodą, która ci o mnie przypomniała?
– To był spleśniały ser.
Rechoczę, jednak po chwili się opanowuję.
– Nat, dzwonię nie bez powodu…
Wzdycha.
– Ktoś umarł?
– Nie, nikt nie umarł! – krzyczę, poirytowana. – Jezu, co za nienormalna rodzina!
– Powiedziałaś to tak poważnie, że niby co miałam sobie pomyśleć? Na śmierć mnie wystraszyłaś!
– Wybacz. Po prostu mam sprawę, to wszystko – wyjaśniam.
Na moment zapada cisza.
– Jaką? – pyta podejrzliwie.
– Mogłabyś znaleźć dla mnie mieszkanie?
Niemal widzę jej zdziwioną twarz.
– Um, kochana, nie będzie ci łatwiej zrobić tego samej, skoro ja nie mieszkam już w Kalifornii?
– Pewnie tak. – Milczę chwilę. – Oczywiście, że nie miałam na myśli Kalifornii. Potrzebuję lokum w Nowym Jorku. Tam dostałam pracę, więc wynajmowanie czegoś w Kalifornii byłoby niemądre. – Szczerzę się. – No siema, sąsiadko!
Sapnięcie, później cisza.
– Bez. Jaj.
– No bez.
– Natychmiast przestań kłamać, jędzo!
Wybucham śmiechem.
– Szybko poszło. Ale serio, nie żartuję. Przeprowadzam się do Nowego Jorku i potrzebuję mieszkania. Szybko… bardzo.
– Jak bardzo? – pyta, zaszokowana.
– Na poniedziałek.
Gdy słyszę uderzenie, a potem męski jęk, wiem, że ofiarą ekscytacji został najprawdopodobniej Asher.
– O mój Boże, to cudownie! Dlaczego nie wspominałaś, że starasz się o pracę tutaj, ty kłamliwa mendo?
Po sposobie, w jaki rozmawiamy, można by odnieść wrażenie, iż nie znosimy się z siostrami, ale prawda jest taka, że bardzo się kochamy. Po prostu dość nietypowo to okazujemy.
Entuzjazm przejmuje nade mną kontrolę.
– Jeszcze nie znalazł się chętny na wynajęcie mojego mieszkania, zatem wychodzi na to, że zostaniemy prawdziwymi sąsiadkami! Będziesz mogła przychodzić, gdy tylko zechcesz. Będziemy razem jeść oraz gotować, a także u siebie nocować. – Sapie, a potem krzyczy: – Ale zarąbiście!
Przygryzam wygiętą w uśmiechu wargę.
Nie mogę się doczekać poniedziałku.

„Leonardo da Vinci” – wyjątkowy portret artysty w wersji audio


Leonardo da Vinci” – wyjątkowy portret artysty w wersji audio



Nakładem wydawnictwa Insignis ukazał się audiobook bestsellerowej biografii „Leonardo da Vinci”. Posłuchaj niezwykłej historii geniusza, wizjonera, wyprzedzającego swoją epokę inżyniera i naukowca, a zarazem – zwykłego człowieka, pełnego słabości niespokojnego ducha, outsidera. Świetnej interpretacji dzieła Waltera Isaacsona dokonał Filip Kosior.
Posłuchaj próbki audiobooka już teraz:
Walter Isaacson to ceniony amerykański pisarz i dziennikarz, autor takich bestsellerowych książek jak słynna biografia Steve’a Jobsa czy napisana z rozmachem rzecz o historii i rozwoju branży komputerowej, czyli „Innowatorzy”. Jego „Leonardo da Vinci” jest świetnie napisany i tak bardzo ludzko ukazuje jednego z największych artystów wszech czasów, człowieka niekryjącego się ze swoją orientacją, nieślubnego dziecka i wegetarianina. Isaacson bazuje na najnowszych odkryciach oraz notatkach samego Leonarda i znakomicie oddaje ducha epoki oraz postać twórcy.
Audiobook „Leonardo da Vinci” – już od 30 lipca do kupienia m.in. na Audioteka.pl oraz w księgarni Virtualo.

ARA Szczecin Płyn do mycia nagrobków HADES - OPINIA


Zapraszam na opinię o płynie do mycia nagrobków HADES, jaki otrzymałam od firmy ARA Szczecin.




Płyn używany był na dwóch nagrobkach — dość nowym z granitu oraz starym z lastryko, który lata świetności dawno ma za sobą, a zielony nalot był jego znakiem rozpoznawczym.
W przypadku nagrobka z granitu używany był roztwór – zakrętka płynu na 5 litrów wody oraz gąbka. Wystarczyło go dokładnie umyć, aby wszystko kurz, brud czy niespodzianki pozostawione po ptaszkach znikły.
Jeśli chodzi o drugi nagrobek, najpierw naniosło się płyn bez rozcieńczania i pozostawiony został na około 10 min. Po tym czasie nagrobek został dokładnie wyszorowany szczotką. Zielony nalot znikł praktycznie całkowicie, co dla mnie było miłym zaskoczeniem, ponieważ nie jednego środka do mycia nagrobków już używałam i żaden i przyniósł aż takiego efektu.

Dużą zaletą moim zdaniem jest fakt, że płyn nie pozostawia zacieków na nagrobkach.

Jego wydajność jest dość duża. Płyn starcza na kilka, a nawet kilkanaście umyć nagrobka (w zależności od tego, czy używamy go rozcieńczonego, czy w koncentracie).

Płyn nadaje się do różnego typu nagrobków, jest wydajny, wygodny w użyciu i przede wszystkim skuteczny. Według mnie posiada wszystko, co powinien posiadać płyn do mycia nagrobków, aby ich utrzymanie w czystości nie było koszmarem. Ze swojej strony polecam.



Zalety:
  • Skuteczny.
  • Wydajny.
  • Wygodny w użyciu.
  • Do różnego rodzaju nagrobków.


Wady:
BRAK


Moja ocena – 10\10



Serdecznie zapraszam na stronę ARA Szczecin oraz na FB.

Płyn do mycia nagrobków HADES znajdziecie TU.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Wydawnictwo Insignis Książka pt.: „Twój dziewczyński przewodnik po dorastaniu” - OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.:”Twój dziewczyński przewodnik po dorastaniu”, jaką otrzymałam od Wydawnictwo Insignis.






Dorastanie jest trudnym okresem w życiu każdego człowieka. Zmienia się nie tylko ciało, ale i postrzeganie świata. Często ciężko przez to przejść, w szczególności, jeśli się mało wie. Tak można z dzieckiem rozmawiać, ale prawda taka jest, że jakby na to nie patrzeć tego typu rozmowy są krępujące, szczególnie dla dziecka. Nie chcę, aby Amelka nie czuła się skrępowana, wieloma rozmowami więc staram się je ograniczać, nie chcę również, aby wiedzę czerpała z internetu czy od znajomych. Dlatego podsuwam jej różne poradniki, które najpierw sama oceniam.

Poradnik podzielony jest na cztery cześć, a każda na rozdziały. Pierwszy to TWOJE CIAŁO, a w nim bardzo duża dawka wiedzy o zmianach zachodzących w ciele, jak o niego dbać, o piersiach, miesiączce i wiele więcej. W kolejnym znajdziemy relacje z rodziną i przyjaciółmi, o trudnych uczuciach, złości, chłopaku itp. Trzecia część jest o seksie, natomiast ostatnia to OSTATNIE UWAGI. Wszystkie informacje są napisane ciekawie i zrozumiale, co zachęca nastoletnią dziewczynkę do ich czytania.

W poradniku znajdziemy również strony, na których trzeba coś napisać, narysować itp. Moim zdaniem jest to bardzo potrzebne w tego typu książkach.

Ilustracje są bardzo ciekawe, przyciągające wzrok i zachęcające do poznania treści.

„Twój dziewczyński przewodnik po dorastaniu” jest moim zdaniem jedną z lepszych książek tego typu. Amelka wiele razy po nią sięgała, stwierdziła, że nie są to nudne informacje, a wszystko jest ciekawe i zrozumiałe.



Zalety:
  • Ciekawa.
  • Wiele różnorodnych informacji o dojrzewaniu.
  • Strony z „zadaniami”.
  • Ładne ilustracje.
  • Idealny dla dziewczynek które zaczynają dorastać.


Wady:
BRAK


Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Insignis oraz na FB.