sobota, 5 grudnia 2020

Dragon Książka pt.: „Szalone kury Pana Dropsa” - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Szalone kury Pana Dropsa”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Dragon.








W gospodarstwie Pana Dropsa jest sporo zwierząt, ale tak naprawdę cztery kury nim rządzą. Pola, Emma, Gertruda i Klementyna są zupełnie różne, jednak łączy ich wielka przyjaźń i wspólne rządzenie. Nie zamierzają tej władzy stracić, dlatego mają plany, które skrupulatnie rysują na podwórku, a następnie spełniają dokładnie, przeżywając przy tym wiele przygód. Jakie przygody przeżyją?

W książce znajdziemy kilka różnych opowiadań o przygodach czwórki nietypowych kur. Każde jest ciekawe i wciągające, a momentami bardzo zabawne. Jednak to nie wszystko, historie w książce przekazują też ważne wartości, których warto uczyć dziecko od najmłodszych lat (m.in. że nie należy nikogo pochopnie oceniać).

Głównymi bohaterkami są cztery kury. Jednak to nie jedyni bohaterowie w książce, jest ich dużo więcej. Znajdziemy wiele zwierząt, a także właściciela gospodarstwa i jego wnuka. Każdy bohater coś wnosi do książki, jest ciekawy i niezbędny.

Tekst jest ciekawy, a przy tym zrozumiały dla dziecka. Sprawia to, że młodsze słuchają z zaciekawieniem, a starsze z przyjemnością będą czytały samodzielnie.

Ilustracje są ciekawa, czarno – białe, przyciągają wzrok i zachęcają do poznania treści.

Książka jest w twardej, solidnej okładce, dzięki której nie zniszczy się szybko.

„Szalone kury Pana Dropsa” to ciekawa, wciągająca, pełna humoru książka o przygodach czterech nieprzewidywalnych kur. Według mnie warto ją przeczytać wraz z dzieckiem i z przyjemnością polecam.




Moja ocena 8\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Dragon oraz na FB


Szalone kury Pana Dropsa

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Rozdarte serce" Lena M. Bielska - ZAPOWIEDŹ

 


Pięć rodzin mafijnych i prawo, którego nie wolno łamać!

Pierwszy tom słynnej serii „Bellomo”!

Eve poznaje Vita przypadkiem – wpada na niego, przy okazji oblewając się kawą. Nie ma pojęcia, że ten mężczyzna nie jest tylko przystojnym nieznajomym, z którym mogłaby umówić się na randkę. Nic, co dotyczy Vita, nie jest zwyczajne.

Eve jest dla Vita powiewem świeżego powietrza. Nie wie, jaki z niego człowiek, i nie pochodzi z brutalnego świata będącego jego codziennością. Być może to najbardziej go w niej pociąga.

Vito Bellomo z pozoru jest tylko znanym, nowojorskim biznesmenem, właścicielem kilku klubów i firm. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że sprawuje władzę nad największą organizacją przestępczą w Nowym Jorku. Wkrótce mężczyzna wciągnie Eve w krwawą rozgrywkę, w której więcej niż jedno serce zostanie rozdarte.

Pampilia Online – nowe internetowe miejsce dla dzieci

 


Ruszył nowy serwis internetowy stworzony przez autorkę lubianej serii katolickich książek Pampiludki. Miejsce to jest warte polecenia rodzicom, którzy chcieliby, aby ich pociechy lepiej zrozumiały wiarę katolicką i mogły zacząć budować swoją relację z Panem Bogiem.

W Pampilii Online można przeczytać niepublikowane dotąd opowiadanie z serii o pampiludkach, ułożyć puzzle, rozwiązać krzyżówki, wydrukować kolorowanki, a także zwiedzić Pampilię za pomocą interaktywnej mapy.

Uzupełnieniem strony są informacje o książkach i postaciach, dzięki czemu również osoby nieznające wcześniej tej cieszącej się uznaniem i nagrodzonej serii szybko odnajdą się w świecie stworzonym przez autorkę.



O Pampiludkach:

Pampiludki to wyjątkowa pozycja na religijnym rynku wydawniczym, skierowana do przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych. Trzy książeczki, pełne krótkich opowiadań, w przystępny sposób tłumaczą zagadnienia ważne dla każdego chrześcijanina. Od kilku lat towarzyszą dzieciom w całej Polsce i zaskarbiły sobie już grono wiernych czytelników. Wszystkie trzy tomy ukazały się również w formie audiobooków, ponieważ opowiadania te idealnie nadają się do głośnego czytania dzieciom w czasie odpoczynku lub treningu uważności. Teraz cała seria dostępna jest również w pakiecie prezentowym.

Pampilię stworzyła Joanna Olejarczyk, autorka kilkunastu książek dla dzieci i ponad dwudziestu przekładów literackich, a zilustrowała Agnieszka Filipowska, uwielbiana przez małych czytelników między innymi za serię Misia i jej mali pacjenci. Bohaterowie książeczek poznają wartość pomocy bliźniemu i modlitwy, niosą Bogu chwałę na wysokość (dosłownie!), smakują chleb powszedni, odpuszczają sobie wzajemnie winę i doświadczają błogosławieństwa czystego serca. Są przy tym sympatycznymi, ciekawymi świata postaciami, które z dziecięcą prostotą odkrywają baśniową krainę i skarby, które ukrył w niej dla nich Bóg. Niedługo po premierze pierwsza część serii została nagrodzona przez internautów i jury w plebiscycie portalu Granice.pl „Najlepsza książka katolicka” w kategorii dla dzieci.



LINK DO STRONY - https://joannaolejarczyk.wixsite.com/pampilia

piątek, 4 grudnia 2020

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Układ z milionerem" - Rozdział 4

 


IV


Wieczorem, gdy dzieci jadły, a ja okładałam czoło Marry, zjawiła się Genowefa. Widziałam po niej, że nadal czuła się bardzo nieswojo. Mówiła zdecydowanie ciszej niż zwykle oraz co kilka chwil nerwowo spoglądała na drzwi od pokoju ojca. Pomimo tego, że jeszcze go nie było.

– Boli – powiedziała cichutko moja siostra, na co znów pogłaskałam jej włoski i spojrzałam pytająco na ciotkę.

– Daj trochę leku. Już można – stwierdziła, więc natychmiast wyciągnęłam z szafki fiolkę, po czym podałam odrobinę siostrzyczce, muskając ją z troską po rumianym policzku.

– Już ostatnia chwila na operowanie. – Pokręciła głową ciotka. – Szkoda dziecka…

– Niech ciocia tak nie mówi! – oburzyłam się. – Coś wymyślę! – powiedziałam, ale sama w to nie wierzyłam.

Byłam bezradna… jak chyba nigdy dotąd.

– Ivon. – Stanęła przy mnie. – Nawet jeśli sprzedasz swoje ciało, będziesz nieszczęśliwa, a pieniędzy nie uzbierasz. Co zrobisz? – zapytała, wzruszając ramionami.

Z jednej strony miała rację i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Z drugiej jednak wiedziałam, że nigdy nie daruję sobie, jeśli okaże się, że coś mogłam zrobić, a nie podjęłam nawet próby.

– Pójdę prosić Olivera o pomoc! – ogłosiłam stanowczo, bo choć to było parszywe życie, nie mogłam jej pozwolić umrzeć.

Genowefa zaśmiała się głośno z wyraźną pogardą.

– Nawet cię nie wpuszczą, Ivon. Zresztą, może to i nawet lepiej. Zmarnuje się jak ty albo pójdzie do burdelu!

– Jak ciocia może?! – zawołałam jeszcze bardziej oburzona, niedowierzając w to, co powiedziała.

To był szczyt okrucieństwa z jej strony. W dodatku tak bezczelny, że aż krew zaczęła buzować w moich żyłach ze złości.

– No już… – Przytuliła mnie na siłę. – Oliver to potwór. Nie pomoże ci – oznajmiła z niezwykłym przekonaniem. – Pójdę już. Odpocznij, Ivon. Rano sprawdzę jej stan. – Westchnęła z rezygnacją, po czym na moment wlepiła wzrok w drzemiącą Marry.

Kiedy wyszła, usiadłam na podłodze, obejmując nogi rękami, i patrzyłam na dzieci, które z dezorientacją spoglądały w moim kierunku. Sięgnęłam po miskę, a następnie postanowiłam spróbować coś zjeść, ale kiedy tylko włożyłam mdły ryż do ust, od razu go odstawiłam z powrotem na miejsce. Nie mogłam nic przełknąć. Myślałam, że gorzej już nie będzie, ale jednak… Bardzo się myliłam.


***


Wyszłam z domu w środku nocy, kierując się w kierunku rezydencji Olivera. Pomimo ogromnego stresu, byłam bardzo zdeterminowana, aby spotkać się z nim oraz poprosić o pomoc. Dopiero, gdy stanęłam przed bramą, moja odwaga uleciała, i potrzebowałam kilku chwil, żeby zdecydować się na zagadanie do strażnika, który krążył przy ogrodzeniu. Towarzyszyło mi wiele uczuć, myśli, a także obaw. Bo… Niby dlaczego miałby mnie wysłuchać? Dlaczego miałby się przejąć losem jakiejś Marry z dzielnicy biedy? Mimo to musiałam spróbować, ponieważ nie chciałam sobie nigdy wypominać, że chociaż mogłam, to nie podjęłam nawet starań.

– Robię to dla Marry – powiedziałam cicho, aby dodać sobie otuchy.

Zacisnęłam pięści, odszukując w sobie odwagę oraz podeszłam bliżej wejścia.

– Przepraszam – szepnęłam do ochroniarza.

Mężczyzna obdarował mnie chłodnym, pogardliwym spojrzeniem oraz zlustrował wzrokiem, wypuszczając z płuc dym z papierosa. Miał na sobie coś w rodzaju czarnego munduru, który wyraźnie podkreślał jego muskulaturę. Jasne włosy błyszczały delikatnym złotem pod wpływem lamp, palących się dookoła rezydencji.

Przełknęłam z trudem ślinę oraz zaczęłam szarpać nerwowo skrawek swetra.

– Czego? – zapytał ostro, po czym zaciągnął się po raz ostatni.

Upuścił niedopałek, zgasił go butem, a następnie założył ręce w oczekiwaniu na wyjaśnienia.

Pogładziłam swoje włosy, poprawiłam brudną sukienkę, aby choć trochę ukryć stres i opanować drżenie rąk.

– Chcę się spotkać z Oliverem – powiedziałam najpewniej jak umiałam.

Mężczyzna momentalnie wybuchnął gardłowym, głośnym śmiechem, ale ku mojemu zdziwieniu, po chwili otworzył bramkę.

– Zaprowadzę panienkę – powiedział z obrzydliwym uśmiechem, wpuszczając mnie do środka.

Choć obawy nie odstąpiły na krok, to byłam z siebie bardzo dumna. Szłam za strażnikiem pewna, że prowadził nas wprost do właściciela posiadłości, gdy nagle zorientowałam się, że minęliśmy drzwi wejściowe, a mimo to on podążał dalej, na skąpany w ciemności tył rezydencji. Wtem obrócił się w moją stronę, przyszpilił do ściany, zasłaniając usta i jednocześnie usiłował wepchnąć mi rękę pod sukienkę.

– Dawno nie wkładałem w tak młodą – wymruczał.

Próbowałam się szarpać, krzyczeć… ale nic to nie dawało. Przerażona zaczęłam kopać na oślep, popychać go oraz wydawać z siebie najgłośniejsze dźwięki, na jakie było mnie stać, byleby tylko się uwolnić.

– Zamknij się!

Wierzch dłoni mężczyzny opadł na prawy policzek, powodując, że upadłam na ziemię. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, przez co potrzebowałam chwili na dojście do siebie. Szybko jednak oprzytomniałam, gdy strażnik znalazł się przy mnie i kontynuował.

– Przymknij się, bo oberwiesz mocniej! – zagroził, a ja, spanikowana, znów zaczęłam wierzgać.

Nagle ktoś odepchnął go stanowczo, po czym mocno uderzył w brzuch. Strażnik skulił się z bólu, uderzył plecami o ścianę murowanej rezydencji, a następnie z głośnym jękiem upadł na kolana.

– Kurwa! Ile razy mówiłem?! Jak zobaczę, że gwałcisz kogoś w ogródku, to cię zajebię! – wysyczał nowoprzybyły oraz kopnął go jeszcze raz.

Było ciemno, więc nie widziałam twarzy mojego wybawcy, ale ta wiedza nie była mi potrzebna, bo chciałam wykorzystać szansę na ucieczkę, zanim naprawdę stanie mi się krzywda.

Wtem ktoś mocno chwycił moją rękę, tym samym zatrzymując mnie gwałtownie przy sobie. Instynktownie od razu się szarpnęłam, jednak nie zrobiło to żadnego wrażenia na napastniku. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ciało przeszedł dreszcz.

Jego tęczówki były chłodne niczym lód, a twarz pokrywał kilkudniowy zarost. Włosy, ciemne jak noc, niemal zlewały się z kolorem nieba oraz delikatnie odbijały światło dochodzące z okna rezydencji.

– Pan Oliver – wyjąkałam niepewnie, cicho.

– Kim jesteś i co tu robisz? – zapytał niskim, groźnym głosem, gdy skrzyżował ręce na piersi.

Jego chłodne spojrzenie sprawiało, że nawet moje nogi drżały ze strachu, ledwie utrzymując ciało w pionie. W dodatku czułam się jak żebraczka przed królem, a serce nie przestawało mi łomotać.

– P-przyszłam do pana – powiedziałam nieśmiało.

Za wszelką cenę wbijałam wzrok w ziemię, ponieważ nie mogłam znieść jego spojrzenia.

– Do mnie? – zapytał zdziwiony i znów zmierzył mnie całą wzrokiem. – Po co? – warknął.

– Bo… bo… – zaczęłam się jąkać.

– Może wejdziemy do środka? Strasznie tu zimno – stwierdził, po czym wskazał dłonią wejście do budynku, zachęcając tym samym do podążenia w tamtą stronę.

Kiedy tylko przekroczyłam próg jego cudownej rezydencji, poczułam błogie ciepło. Hol był ogromny, pełen różnych ozdób i obrazów. Drewniane panele, piękne, białe firanki dodawały ciepła oraz przytulności miejscu. W każdym kącie paliło się światło, a z sufitu zwieszały się kryształowe żyrandole, które rzucały na ściany małe, odbite iskierki. Odruchowo zaczęłam międlić w dłoniach skrawek swetra, aby opanować nerwy.

– Tędy, proszę! – Wskazał drogę do, zapewne, swojego gabinetu.

Prowadziły do niego ogromne, ciemne, rzeźbione drzwi z litego drewna. W środku także nie brakowało przepychu. W centralnej części pokoju stało biurko, za nim znajdowało się duże, podwójne okno z bordowymi zasłonami. Przy ścianach stały meble, a na półkach znajdowało się pełno książek w takich samych czarno-czerwonych oprawach ze złotymi napisami. Z sufitu zwieszał się gustowny, kryształowy żyrandol z żarówkami przypominającymi świeczki. Jednak moją uwagę najbardziej przykuwało puste miejsce po jakimś obrazie.

Stanęłam na środku pomieszczenia, rozglądając się dookoła, a w tym czasie mężczyzna zajął miejsce w skórzanym fotelu.

– O co chodzi? – zapytał z wyraźną niechęcią, jakby nie chciał tu być.

Bacznie mnie obserwował, gdy ja nie miałam absolutnie pojęcia, gdzie podziać wzrok z zakłopotania, stresu oraz strachu. W końcu znano go z szemranych interesów i krążyło o nim wiele złych opowieści. Nie wiedziałam też do końca, czego się mogłam po nim spodziewać.

W oczekiwaniu na odpowiedź, brunet postawił na stole szklankę, a następnie nalał do niej czegoś z misternie wykonanej karafki. Przyłożył naczynie do ust, upił trochę, po czym spojrzał na mnie pytająco, gdy moje milczenie znacznie się przedłużało.

– Chcę pana prosić o pożyczkę – wykrztusiłam z siebie wreszcie najpewniej jak potrafiłam.

Mężczyzna zachłysnął się trunkiem. Otarł usta dłonią, zaczynając się śmiać.

– To żart? – zapytał wyraźnie rozbawiony. – To na pewno żart – stwierdził.

– Nie – powiedziałam niepewnie. – Moja ośmioletnia siostra Marry jest poważnie chora. Potrzebuje natychmiast operacji… na którą mnie nie stać – wyjaśniłam, po czym opuściłam wzrok. – Ale oddam wszystko co do grosza – dopowiedziałam, aby dodać sobie wiarygodności i bardziej go przekonać.

– Panno…? – Spojrzał na mnie pytająco.

– Ivon – wyszeptałam cichutko.

– Ivon. Skoro nie zarobisz na tę operację sama, to tym bardziej nie będziesz miała mi z czego oddać. Może trzeba się pogodzić z tym, że kostucha zapukała do drzwi – powiedział chłodno, obojętnie, wręcz z lekceważeniem.

Te słowa bardzo zabolały, ale starałam się nie dać tego po sobie poznać.

– Jest mała. Całe życie przed nią – powiedziałam najspokojniej jak umiałam.

Nie zamierzałam się poddać.

– No właśnie. Jakie życie? Skoro nie stać cię na operację, to znaczy, że są przed nią dwie ścieżki życia – oznajmił, unosząc odpowiednią ilość palców. – Zbieranie śmieci albo burdel. Co to za życie? – Wyprostował się, a ja znów opuściłam wzrok.

– Wszyscy mi mówili, że pan mi nie pomoże – przerwałam na moment, aby opanować emocje – dla pana ludzkie życie nic nie znaczy – dokończyłam ze złością, ale i też żalem, ponieważ naiwnie wierzyłam, że jednak będzie inaczej.

Mężczyzna zaśmiał się, a ja odwróciłam się z zamiarem wyjścia.

– Kto powiedział, że nie pomogę? – Podniósł się.

Przystanęłam, czując znów promyczek nadziei. Spojrzałam w stronę Olivera, a ten poprawił kołnierzyk białej koszuli oraz zaczął obchodzić mnie dookoła. Jego czujne spojrzenie dokładnie skanowało każdy centymetr mojego ciała. Wywoływał u mnie niemałe zakłopotanie oraz rumieńce na policzkach.

– Ile potrzebujesz? – zapytał cicho.

– Około trzydziestu tysięcy – powiedziałam niepewnie z obawy, że nie zgodzi się na tak ogromną pożyczkę.

Brunet parsknął śmiechem, kręcąc głową. Nie wiedziałam tylko czy dlatego, że kwota była tak duża, czy tak mała.

– Okej. Zapłacę za całą operację – oznajmił, po czym uśmiechnął się przebiegle. – Pomówmy o tym, jak mi to wynagrodzisz.

– Mogę…

– Jesteś dziewicą, Ivon? – zapytał, nim zdążyłam się odezwać.

Wstrząsnął mną dreszcz, bo poczułam się jak towar na licytacji. Nie spodziewałam się takiego pytania, ale domyślałam się, do czego zmierzał. Przytaknęłam zawstydzona i opuściłam głowę.

Nie chcę w taki sposób dostać pieniędzy – ledwie wybąkałam.

– Jak inaczej mnie spłacisz? To kawał porządnej gotówki. Zbierając butelki, nie oddasz mi tego do końca życia – powiedział ostro.

Zdawałam sobie z tego sprawę i naprawdę chciałam mu jakoś zrekompensować pożyczkę, ale… nie w taki sposób.

Chcesz ratunku dla Marry? – zapytał chłodno, a jego ciężkie kroki rozchodziły się po pomieszczeniu z lekkim echem.

Zagrał na moich emocjach… w dodatku bardzo skutecznie. Wiedział, że byłam zdesperowana oraz naprawdę potrzebowałam tych pieniędzy.

– Nie może to być cokolwiek innego? – spytałam nieśmiało, na co brunet pokręcił głową.

– Decyduj się, Ivon – warknął groźnie. – Nie mam tyle czasu.

– Zatem zgoda – wymamrotałam, ignorując wszystkie swoje odczucia oraz emocje.

– Przyjdź jutro wieczorem… – Odwrócił się z uśmiechem tryumfatora. 

– Zostało mało czasu! Proszę – powiedziałam błagalnie, choć to po części była wymówka.

Zdawałam sobie sprawę, że jutro nie miałabym odwagi, aby to zrobić. Kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej.

– No to chodź. – Machnął na mnie, więc posłusznie ruszyłam za nim.

Przez długi czas szliśmy jakimiś korytarzami, aż w końcu dotarliśmy do ogromnej, gustownej sypialni. Łóżko zajmowało prawie całą przestrzeń pokoju. Dominowała czerwień oraz czerń, z którymi idealnie komponowały się ciemne, drewniane meble. Brunet otworzył drzwi do łazienki, po czym powiedział:

– Umyj się dokładnie. Możesz korzystać ze wszystkiego, co tam znajdziesz. Od mydła po inne pachnidła. Masz czasu, ile chcesz. Popłacz, pogódź się z tym, co ma się stać i zadzwoń, gdy skończysz. – Wskazał telefon stojący na komodzie. – Wciskasz ten przycisk. Zjawię się w ciągu kilku minut – poinstruował, a następnie jak gdyby nigdy nic, wyszedł.

Wydawnictwo Wilga Książka pt.: ”Rysowanie krok po kroku. Mikołaje, pingwiny i inne zimowe obrazki” - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Rysowanie krok po kroku. Mikołaje, pingwiny i inne zimowe obrazki”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Wilga.









W książce znajdziemy jak narysować proste obrazki w klimacie świątecznym oraz zimowym. Jest Mikołaj i jego żona, renifer, narciarka, bombki i wiele więcej. W sumie jest około 36 propozycji.

Każdy rysunek pokazany jest dokładnie krok po kroku na jednej stronie, a strona obok jest pusta, aby dziecko mogło tam rysować. Ciekawe rozwiązanie, dzięki któremu nie musimy mieć pod ręką dodatkowych kartek do rysowania.

Pod koniec książeczki jest kalendarz adwentowy w postaci wagoników, w których jadą zwierzątka z prezentami. Każdego dnia należy pokolorować jeden wagonik.

Moim zdaniem książeczka pt.: „Rysowanie krok po kroku. Mikołaje, pingwiny i inne zimowe obrazki” będzie trafionym prezentem dla dzieci lubiących rysować, a kalendarz adwentowy na jej końcu umili oczekiwanie na święta. Ze swojej strony polecam.



Moja ocena – 9\10



Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Wilga oraz na FB


Rysowanie krok po kroku. Mikołaje, pingwiny i inne zimowe obrazki

Wydawnictwo Muza Książka pt.: "Paprocany" - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Paprocany”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Muza.





Kiedy Zosia dowiaduje się, że jej 18-letnia bratanica znika, jest zaniepokojona. Owszem dziewczyna znikała już nie raz, na dodatek ma problemy z narkotykami i lubi imprezować, jednak ona zawsze wiedziała, gdzie jest. Kolejne próby kontaktu nie przynoszą efektów, dlatego kobieta postanawia udać się do Franciszka, swojego ojczyma, który jest szefem w policji i poprosić o pomoc w odnalezieniu nastolatki.
Krzysztof jest policjantem, podwładnym Franciszka. Kiedy zostaje oskarżony o gwałt prostytutki, jego szef od razu mu wierzy, że tego nie zrobił, jednak musi go oficjalnie zawiesić. Postanawia nieoficjalnie oddelegować go do pomocy pasierbicy w odnalezieniu zaginionej nastolatki.
Są zupełnie inny. Ona pyskata, mówiąca co myśli, bezkompromisowa pani mecenas. On spokojny, ułożony policjant. Pomimo że tak bardzo się różnią, praktycznie od początku czują do siebie pociąg fizyczny. Czy ma on szansę przerodzić się w coś głębszego? Co stało się z bratanicą Zosi? Dlaczego prostytutka oskarżyła Krzysztofa o gwałt?

Historia według mnie ciekawa i wciągająca. Znalazłam w niej namiętność, miłość, zagadkę do rozwiązania. Momentami domyślałam się, co zaraz się stanie, jednak były i takie, gdzie autorka mnie zaskoczyła.

Bohaterowie dość ciekawi, dający się lubić.
Zosia nie należy do grzecznych, ułożonych kobiet, a wręcz przeciwnie. Nie boi się powiedzieć co myśli, a jej język jest dość cięty, jednak biorąc pod uwagę, że bardzo często jest obrońcą ludzi niebezpiecznych, nie może być inna. Martwi się o bratanicę i zamierza zrobić wszystko, aby ją odnaleźć. Nie ma szczęścia w miłości, od dłuższego czasu niby kogoś ma, ale mężczyzna coraz bardziej ją olewa. To bohaterka, którą polubiłam.
Krzysztof jest mężczyzną spokojnym, ułożonym, przystojny. Jest policjantem, który w swoją pracę wkłada serce i nie rozumie, dlaczego kobieta, której nigdy nie widział na oczy, oskarża go o coś tak strasznego jak gwałt. To bohater, którego z chęcią poznałabym bliżej w realu :)

„Paprocany” to książka, którą czyta się naprawdę szybko, a historia, jaką w niej znajdziemy, jest ciekawa i wciągająca. Moim zdaniem warto po nią sięgnąć i z przyjemnością polecam.


Moja ocena – 8\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Muza oraz na FB Muza Black


Paprocany

Wydawnictwo Jedność Książka pt.: „Na dworze cesarza Japonii" - Recenzja

 

Zapraszam na opinię o książce pt.: „Na dworze cesarza Japonii”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Jedność.








To nasza trzecia przygoda z książkami z serii Klub fanów przygody. Jakiś czas temu pokazywałam Wam „Na murach Orleanu” oraz „Na arenachLyonu”.

Jeanne, François, Louis wraz z psem Płomieniem zwiedzają zamek, kiedy w przeszłość. Trafiają do czasów, w których żył Święty Franciszek Ksawery. Dzieci poznają misjonarza, a kiedy zaczyna mu grozić niebezpieczeństwo, postanawiają mu pomóc. Czy im się uda?

To trzecia książka z serii, z którą Amelka i Ksawery poprzez przygody trójki dzieci i psa odkrywają życie różnych świętych oraz poznają trochę historii. Po raz trzeci dzieci czytały książkę z zainteresowaniem, a po przeczytaniu stwierdziły, że zdecydowanie im się podobała.

W książce znajdziemy dość ciekawe, czarno – białe ilustracje. Są ładne, przyciągają wzrok i zachęcają do poznania treści.

Tekst jest napisany pod dziecko, prosty i zrozumiały, a przy tym ciekawy.

„Na dworze cesarza Japonii” to książka, którą moim zdaniem warto podarować dziecku. Dzięki niej pozna przygody trójki dzieci, przeniesie się do dawnej Japonii oraz dowie się bardzo dużo o Świętym Franciszku Ksawerym. Polecam.



Moja ocena – 9\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwo Jedność oraz na FB



Na dworze cesarza Japonii