ROZDZIAŁ
DRUGI
Po
wyjściu z toalety na własnej skórze odczułam, jak bardzo jej
drzwi wygłuszały wszelkie dźwięki. Hałas dobiegający z
przyjęcia uderzył we mnie niczym potężna fala. O mały włos nie
zatoczyłam się do tyłu, ale owładnięta determinacją, aby
wydostać się stąd za wszelką cenę, ruszyłam przed siebie.
Chwiejąc się lekko na nogach z powodu wypitego alkoholu – albo
porządnego rżnięcia – szłam dalej.
Za
jedno byłam wdzięczna. W trakcie dokonywania pośpiesznego odwrotu
zorientowałam się, że byliśmy jedynymi osobami w toalecie.
Prawdopodobnie dlatego, że dochodziła północ.
Po
przedarciu się przez oblegające parkiet tłumy w końcu udało mi
się odnaleźć Lizzy. Siedziała w tym samym miejscu, w którym ją
zostawiłam, przyklejona do faceta, który dosiadł się do niej w
tym samym czasie, co nieznajomy do mnie.
Przez
chwilę zastanawiałam się, czy ci faceci nie są przypadkiem
przyjaciółmi, ponieważ podeszli do nas od tyłu w dokładnie tym
samym momencie, gdy tańczyłyśmy razem, mocno wstawione, robiąc
niezłe show.
Wcześniej
spojrzałam na gościa jedynie przelotnie, odwracając się w stronę
swojego boga seksu. Teraz, gdy lepiej mu się przyjrzałam,
przekonałam się, że towarzysz Lizzy jest wyjątkowo atrakcyjny i
nieco wyższy od niej. Miał grzywę ciemnoblond włosów i seksowny
zarost.
Najwyraźniej
w trakcie mojej nieobecności wkroczyli na tę samą ścieżkę, co
ja. Całując się namiętnie, jak kochankowie, którzy nie widzieli
się od wieków, ocierali się o siebie w sposób, który dawał
jasno do zrozumienia, że chcieliby znaleźć się w jakimś
ustronnym miejsce. Kim jestem, żeby ich oceniać? Moim ustronnym
miejscem okazała się kabina toaletowa.
Nie
chciałam im przerywać, ale sprawa była szczególnie nagląca.
Oprócz tego, że czułam się jak dziwka, musiałam poradzić sobie
psychicznie z odrzuceniem. Pewnie byłam najgorszą jednorazową
przygodą, jaka mu się w życiu przytrafiła. To samo powiedział
Scott, wymieniając powody, dla których mnie zdradził. Ledwie udało
mi się powstrzymać mdłości. Musiałam stamtąd wyjść, żeby
kompletnie się nie rozsypać.
Gorączkowo
poklepałam Lizzy po plecach. Moja przyjaciółka odkleiła się
nieśpiesznie od towarzysza, który wyglądał jak supermodel. Kto by
przypuszczał, że w Nowym Jorku jest tylu gorących singli? Był
zabójczo przystojny. Co
ja sobie myślałam?
Zachowałam się jak dziwka.
Lizzy
popatrzyła na mnie spod zmrużonych powiek. Znałam to spojrzenie.
Nie była zadowolona, że jej przerywam.
– Słuchaj,
ja stąd spadam. Albo idziesz ze mną, albo zobaczymy się później
– powiedziałam, wspinając się na palce, by dosięgnąć jej
ucha.
Lizzy
była ode mnie wyższa o dobrych kilka centymetrów, nawet gdy miałam
na sobie obcasy.
– Co
się stało? – spytała, unosząc ręce w geście poddania i
szukając w moich oczach wyjaśnienia.
– Później
ci powiem – odparłam, odwracając się i czując nagle, że od
puszczenia pawia dzieli mnie zaledwie parę sekund. W głowie miałam
natłok wspomnień z przeszłości pomieszanych z doświadczeniami z
teraźniejszości. Musiałam jak najszybciej opuścić klub i
zaczerpnąć świeżego powietrza. Wybiegając, słyszałam, jak
Lizzy woła mnie po imieniu.
Po
wyjściu na zewnątrz uderzyło mnie zimne powietrze, a z ust
wyleciały mi kłęby pary. Puszyste płatki śniegu tańczyły w
powietrzu, gdy podeszłam pośpiesznym krokiem do krawężnika i
wyciągnęłam rękę z nadzieją, że jakimś cudem uda mi się
złapać o tej porze taksówkę. Skarciłam się w myślach za to, że
nie ściągnęłam na telefon aplikacji Ubera, jak to sugerowała
Lizzy. Na całe szczęście nie bawiliśmy się na Times Square. Gdy
zapatrzyłam się na brudny chodnik, z oczu popłynęły mi łzy.
Chciałam osunąć się na kolana, ale zmieniłam zdanie. Ta noc
przeszła do historii jako jeden z największych błędów, jakie
kiedykolwiek popełniłam.
Wtedy
poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia. Odwróciłam się
gwałtownie, aby sprawdzić kto to. Westchnęłam z ulgą, gdy
okazało się, że to Lizzy. Wyciągnęła przed siebie mój płaszcz,
pomagając mi go założyć. To dlatego było mi tak cholernie zimno.
W
jej oczach kryło się pytanie. Dlaczego zachowywałam się jak
wariatka? Ciekawe, co by powiedziała, gdyby dowiedziała się, co
zrobiłam. „Nie
ty pierwsza zaliczyłaś jednorazowy numerek, wiesz?”. Właśnie
tak by powiedziała, a potem wymieniła wszystkich, którzy uznaliby
mnie winną całej tej sytuacji.
– Co
jest, do cholery, Bails? – zapytała Lizzy, gdy opatuliłam się
wełnianym płaszczem.
Wtedy
poczułam to ze zdwojoną mocą. Prawdziwy gejzer gotowy do wybuchu.
Ten piąty owocowy drink był o jednym drinkiem za dużo. Żółta
taksówka, którą próbowałam przywołać, zatrzymała się w
chwili, gdy zwymiotowałam całą zawartość żołądka na chodnik,
na którym jeszcze niedawno chciałam usiąść. Wymiociny, które
buchnęły z moich ust, wylądowały na ziemi, rozbryzgując się
dokoła. Bóg jeden wie co jeszcze oprócz drinków zapaskudziło
buty moje i Lizzy. Jej szpilki od Jimmy’ego Choo wyglądały na
nienadające się do odratowania, ale nie przeszkodziło jej to w
przytrzymywaniu mi włosów tak, jak zrobiłaby to wyłącznie
najlepsza przyjaciółka.
– Wsiadacie,
czy nie? – rozległ się dobiegający zza uchylonej szyby głos.
Taksówkarz
wyglądał na niewzruszonego faktem, że właśnie opróżniłam całą
zawartość żołądka. Po tym, jak wstrząsnął mną ostatni odruch
wymiotny, Lizzy otworzyła drzwi i pomogła mi wejść do środka.
Gdy taryfa zaczęła odjeżdżać, popełniłam błąd w postaci
obejrzenia się za siebie.
Część
mnie miała nadzieję, że właśnie przytrafił mi się najlepszy
seks w życiu. Zupełnie jakby los chciał podarować mi pierwszy
prezent w tym roku, w drzwiach hotelu pojawił się Pan Seksowny.
Ześlizgnęłam się na siedzeniu, zanim zdążył mnie zauważyć.
Jazda
powrotna nie powinna być długa, ale ponieważ uczestnicy
sylwestrowej imprezy na Times Square szukali innych miejsc, w których
mogliby kontynuować świętowanie, ulice były zatłoczone. Podróż
taksówką była zabójcza dla mojego buntującego się żołądka.
Na każdym zakręcie i najechaniu na wybój walczyłam ze sobą, żeby
się nie porzygać.
Gdy
w końcu znalazłyśmy się w domu, Lizzy zrobiła mi kubek herbaty
imbirowej, o który ogrzałam zmarznięte dłonie. Owinęłam się
kocem i siedziałam na fotelu przed gazowym kominkiem, wpatrując się
nieobecnym wzrokiem w przyjaciółkę.
– Dlaczego
musiałyśmy opuścić to niesamowite przyjęcie? – spytała,
opierając podbródek o zwiniętą dłoń. Byłam wdzięczna, że nie
wyglądała na wkurzoną.
Dodatkowo
zapunktowała u mnie za to, że nie próbowała wycisnąć ze mnie
odpowiedzi w trakcie jazdy taksówką i zaczekała, aż wzięłam
prysznic. Szorowałam się tak zawzięcie, jakbym próbowała zmyć
ślady po zatruciu radioaktywnym. Dopiero po tym, jak się przebrałam
i umyłam zęby, spytała mnie w końcu, o co chodzi, w typowy dla
siebie, miły sposób.
– Uprawiałam
seks w toalecie – wypaliłam, z góry wiedząc, jak potoczy się
nasza rozmowa.
Siedząca
naprzeciwko Lizzy nie zareagowała od razu. Przerzuciła nogi przez
oparcie fotela. Z oczami rozszerzonymi ze zdziwienia wychyliła się
do przodu, jakby chciała podzielić się jakąś tajemnicą.
– Z
facetem, z którym zeszłaś z parkietu?
Pokiwałam
głową, czując na piersi przygniatający ciężar.
– Jasna
cholera, Bails. Jak było? Miałaś orgazm?
Mogłam
się po niej spodziewać, że będzie chciała usłyszeć wszystkie
szczegóły.
– Nie
o to chodzi! – krzyknęłam, czując pod powiekami ukłucie łez z
powodu moich niechlubnych wyborów. – Uprawiałam seks z facetem,
którego nawet nie znam.
Przewracając
oczami i machając lekceważąco ręką, stwierdziła:
– Bails,
zasługujesz na porządne bzykanko. Opowiadaj. Było dobrze?
Nie
potrafiąc okłamać najlepszej przyjaciółki, zamilkłam na chwilę.
Jak było? Tak bardzo przepełniał mnie żal i poczucie winy, że do
tej pory nie zastanawiałam się nad tym pytaniem.
– Fantastycznie
– wyszeptałam, przyznając to nie tylko przed nią, ale i przed
sobą.
– To
w czym, kurwa, problem? – spytała, śmiejąc się pod nosem. Z
minuty na minutę ogarniała mnie coraz większa irytacja. Zaczęłam
podnosić się z fotela.
Lizzy
nie miała pojęcia o bagażu, który dźwigałam na barkach. Zasady
dotyczące zachowania, które zostały mi wbite do głowy, nie
zniknęły po tym, jak odeszłam z naszej społeczności. Odegrały
znaczącą rolę w każdej podjętej przeze mnie decyzji, nawet długo
po odejściu.
– Bails,
poczekaj. Niepotrzebnie się przejmujesz. Zasługujesz na to po tym
wszystkim, przez co przeszłaś przez tego dupka Scotta. Założę
się, że przez trzy lata waszego związku ani razu nie doprowadził
cię do orgazmu.
Wspomnienie
Scotta powinno było wywołać ukłucie łez pod powiekami. Przecież
go kochałam, prawda? Mimo to poczułam jedynie, jak ogarnia mnie
odrętwienie. Może tak naprawdę nigdy go nie kochałam. Czy to
możliwe, że trwałam w tym związku dlatego, że tak mnie
wychowano?
Słowa
Lizzy utkwiły mi głęboko w pamięci. Przez chwilę ciekawość
wzięła górę nad sumieniem. Czy Scott kiedykolwiek doprowadził
mnie do orgazmu? To pytanie było wręcz niedorzeczne. Byliśmy ze
sobą bardzo długo. Nasze życie intymne wydawało się w porządku.
Bo było, prawda? Chyba nadal byłam zbyt pijana, bo nie mogłam
przypomnieć sobie szczegółów.
Myślenie
o seksie sprawiło, że wróciłam wspomnieniami do spotkania z
bezimiennym nieznajomym. Było przypomnieniem faktu, że powinnam
nosić na piersi szkarłatną literę „D” oznaczającą dziwkę.
Co
ja najlepszego zrobiłam?
Wszystko
zaczęło się na parkiecie. Przez niego rozgorzały we mnie
namiętne, erotyczne fantazje. Pomimo wzrostu jego ciało idealnie
pasowało do mojego. Ocierał się o mnie i poruszał w taki sposób,
że wzbudziło to we mnie przypływ żądzy. Prawie nie musiał mnie
dotykać, żebym zapłonęła z pożądania. Wszystkie doznania,
które we mnie rozniecił, powędrowały prosto między moje nogi.
Kiedy mną zawładnęły, musiał to zauważyć. W jego oczach
również płonęła żądza.
Wtedy
wziął mnie za rękę i zabrał z parkietu. Poszłam chętnie,
skuszona obietnicą tego, co miało za chwilę nastąpić. Miałam
trzy albo nawet cztery orgazmy. Ze Scottem nigdy nie miałam
wielokrotnych orgazmów. Tego jednego byłam pewna.
– Bails…
– Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie wzywał z oddali. – Bailey!
Wrzask
Lizzy wyrwał mnie z zamyślenia. Przestałam obracać na palcu
prawej dłoni pierścionek, którego nigdy nie zdejmowałam. Lizzy
rzadko używała mojego pełnego imienia, więc uniosłam głowę,
czując, jak policzki oblewa mi rumieniec. Rozciągnęła usta w
przebiegłym uśmieszku.
– Opowiadaj
wszystko ze szczegółami, bo inaczej wykopię cię z mieszkania.
Nie
miałam dokąd pójść, przynajmniej nie teraz. Wiedziałam, że i
tak by tego nie zrobiła, ale zdradziłam jej cały przebieg
dzisiejszego zajścia, chcąc się wreszcie przed kimś wygadać.
Może wtedy ciężar, który przygniata mi pierś, zniknie. Przecież
i tak już nigdy nie spotkam tego faceta.
– O
kurwa, to było niezłe – powiedziała Lizzy. – Z tego, co
zdążyłam zauważyć, był naprawdę przystojny.
Niezaprzeczalnie
przystojny. Pozostałe kobiety w klubie patrzyły na mnie z
zazdrością, co tylko umocniło mnie w przekonaniu, że powinnam dać
się ponieść grzesznym doznaniom.
– Seksowny
czy nie, mam nadzieję, że już nigdy go nie spotkam – przyznałam,
czując, jak policzki nadal płoną mi ze wstydu.
Lizzy
była moją przyjaciółką, ale nie miałam w zwyczaju rozpowiadać
na prawo i lewo szczegółów swoich podbojów, szczególnie jeśli
chodziło o seks. Opowiedziałam jej jedynie o moim pierwszym razie
ze Scottem. Po wysłuchaniu całej historii Lizzy w mgnieniu oka
uznała, że to było nudne i od tamtej pory nie pytała o nasze
życie intymne.
Lizzy
zacisnęła usta w charakterystyczny dla siebie sposób.
– Bails,
nie masz się czego wstydzić. Przecież nie przeleciałaś go sama.
Do tanga trzeba dwojga.
Miała
rację, ale nie tak zostałam wychowana. Nie znała całej prawdy o
separatystycznej społeczności, w której dorastałam. Nasze życie
było oparte na tradycyjnych, religijnych wartościach. Kobiety miały
być tak czyste i niewinne jak pierwszy śnieg. Seks przedmałżeński
był niedopuszczalny. Pozbawieni nowoczesnych technologii nie
potrafiliśmy sobie wyobrazić, że życie mogłoby wyglądać
inaczej. Lizzy nigdy w pełni nie zrozumiałaby losu, przed którym
uciekłam.
Potarłam
palcem pierścionek, który był dla mnie zarówno źródłem
pociechy, jak i bólu. Symbolizował przeszłość, z którą nie do
końca potrafiłam się rozstać.
– Pewnie
myśli, że jestem dziwką.
Znowu
to słowo. Ukryłam twarz w dłoniach. Niech szlag trafi moje
dzieciństwo, w trakcie którego bardziej przejmowałam się tym, co
powie o mnie jakiś mężczyzna, niż własnymi uczuciami.
– Kogo
to obchodzi? Zaliczyłaś świetny numerek w noc, która miała być
twoją nocą poślubną. Można powiedzieć, że pieprząc tego
faceta, wyruchałaś Scotta.
Moja
noc poślubna. Gdybym
nie zostawiła Scotta kilka tygodni temu, to byłaby moja noc
poślubna.
Lizzy
parsknęła śmiechem zadowolona z własnego żartu. Gdybyśmy
rozmawiały o kimś innym, to mogłoby to być całkiem zabawne. Ale
chodziło o mnie. Nie powinnam była się tak zachować.
– Idę
do łóżka – powiedziałam, wstając z fotela. Musiałam to
odespać.
Lizzy
była dobrą przyjaciółką i wiedziała, kiedy odpuścić.
– Dobranoc,
Bails. Nie zapomnij o randce z facetem, z którym umówiła cię na
jutro moja mama.
Jęknęłam pod
nosem i przewróciłam oczami. Wybranie się na randkę było
ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Dostrzegając moje
poirytowanie, Lizzy zaśmiała się ponownie. Poszłam do sypialni,
która stała się moim tymczasowym lokum, a przynajmniej do chwili,
aż nie znajdę własnego mieszkania, bo Scott zajął nasz niedoszły
dom, i to z kobietą, z którą mnie zdradził.