sobota, 5 października 2019

Wydawnictwo Egmont Książeczka pt.: „Przyjaźń, przygoda, konie. Przewodnik. Spirit Riding Free”- OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.: „Przyjaźń, przygoda, konie. Przewodnik. Spirit Riding Free”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Egmont.






Książka jest wielką gratką dla fanów serialu Mustang: Duch Wolności. Znajdziemy w niej dużo ciekawostek o Mirado, Duchu, Abigal i wielu innych bohaterów serialu. To jednak nie wszystko, dowiemy się również dużo o różnych rasach koni oraz jeździectwie.


Na kolejnych stronach są quizy, zabawy, zagadki, a nawet gry. To wszystko sprawia, że z książką nie da się nudzić.


Na środku jest wspaniały, duży plakat, który będzie ciekawą ozdobą nie jednego pokoju.


Znajdziemy w niej również strony z przepisami, pomysłami na własnoręcznie zrobione np. pocztówki i wiele więcej.

Zdecydowanie dużą zaletą według mojej córki jest fakt, że w książce znajdziemy miejsce na własne zapiski, pomysły, rysunki.


Amelce zdecydowanie książka przypadła do gustu i z przyjemnością polecamy.



Zalety:
  • Ciekawa.
  • Plakat.
  • Przepisy, pomysły na własnoręcznie prace.
  • Gry, zabawy, quizy.
  • Dużo informacji o bohaterach serialu.
  • Dużo informacji o koniach i jeździectwie.



Wady:
BRAK



Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Egmont oraz FB Galaktyka Czytelnika.

Książkę pt.: „Przyjaźń, przygoda, konie. Przewodnik. Spirit Riding Free” znajdziecie TU.

Wydawnictwo Novae Res Książka pt.: "Anioł stróż, czy czekolada?” - OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.: „Anioł stróż, czy czekolada?”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Novae Res.




W książce poznamy kobietę, która mimo choroby, bólu, który przechodzi w najmniej spodziewanym momencie, pragnie żyć. Ma swoje plany i marzenia, potrafi czerpać z życia garściami, nie tylko płakać, ale i się śmiać. Wspierana przez męża, który mocno ją kocha, walczy o każdy dzień, by był choć trochę „normalny”, by nie dać się pokonać chorobie.

Każdy rozdział to inny dzień. Czytamy, co się dzieje, jak mija, ale też jest dużo wspomnień, z czasów, kiedy była zdrowa.

Historia, która wywołuje bardzo dużo emocji. Zarówno smutku (jak większość tego typu książek), ale wiele razy uśmiech na twarzy. Nastawienie bohaterki, jej poczucie humoru, walka z niełatwą codziennością pozytywnie nastawia, zmusza do przemyślenia własnego życia.

Uważam, że książkę warto przeczytać. Dla mnie historia bohaterki jest dość bliska (niektórzy z Was będą wiedzieć dlaczego, innym może kiedyś powiem). Z przyjemności polecam.


Moja ocena – 9\10



Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Novae Res oraz na FB.

Książkę pt.: „Anioł stróż, czy czekolada?” znajdziecie TU.

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Ostatnia noc Olivii" - Rozdział 1




ABI




Październik

Obudziłam się gwałtownie. Nie mogłam przypomnieć sobie, kiedy zasnęłam, ale musiałam przed tym wyłączyć lampkę nocną. Jedynym źródłem światła w moim pokoju był księżyc za oknem.
Dzwonił telefon.
– Olivia? – mruknęłam z nadzieją, że wstanie, żebym ja nie musiała tego robić. Moja córka była jedną z tych osób, które budziły się i zasypiały w ułamku sekundy.
Przekręciłam się na bok i spojrzałam na zegarek. Czerwone cyfry pokazywały 4:48 rano. Nikt, kto dzwoni o tej porze, nie ma do przekazania dobrych wieści.
Pochyliłam się i chwyciłam telefon, a kołdra z naturalnego pierza zsunęła się z moich rozgrzanych ramion, wystawiając je na powiew chłodnego powietrza.
– Tak, słucham?
– Czy rozmawiam z panią Abigail Knight? – Męski głos był niski i spięty, przypominał syk żmii szykującej się do ataku.
– Tak.
– Dzwonię ze szpitala Portage Point. Chodzi o pani córkę, Olivię. Obawiam się, że doszło do wypadku.
Pobiegłam do pokoju Olivii, żołądek zaciskał mi się z nerwów.
Drzwi były zamknięte, więc otworzyłam je, irracjonalnie myśląc, że będzie siedziała na łóżku i patrzyła na mnie zaspanym wzrokiem. Wyobraziłam sobie z nadzieją, że wścieknie się na mnie za naruszenie jej przestrzeni i rzuci we mnie poduszką. Ja zaśmieję się cicho, kładąc z ulgą rękę na piersi, a moje serce znowu zacznie bić normalnie.
– Miałam straszny sen – powiedziałabym.
– Nic mi nie jest, mamo – odpowiedziałaby, patrząc na mnie z pogardą, na jaką stać tylko siedemnastolatkę. – Za bardzo się martwisz.
Ale jej pokój był pusty. Na łóżku leżała skopana kołdra. Brudne ubrania niemalże wypadały z kosza na pranie wystającego z niedomkniętej szafy. Na komodzie walały się kartki papieru.
Wybiegłam z pokoju, zeszłam po schodach, po czym popędziłam do samochodu.
Minionego wieczoru, na grillu u Stokesów, wszystko było w porządku.
Nie. Pokręciłam głową, dopuszczając do siebie prawdę. Nie, nie było w porządku. Już od jakiegoś czasu coś się z nią działo.
Może to tylko typowe humorki nastolatki, ale miałam złe przeczucie. Olivia była zwykle pogodna i słodka. Nie sprawiała problemów. Nigdy nie imprezowała, dobrze się uczyła, pomagała przyjaciołom odrabiać lekcje.
Z czasem zrobiła się rozkojarzona i drażliwa. Reagowała złością za każdym razem, gdy pytałam, czy coś się dzieje. A potem zaczęła pytać o swojego ojca.
Chce poznać prawdę.
Nagle uderzyła mnie pewna myśl, wywołując nieprzyjemne uczucie. Zacisnęłam zęby. Tak długo martwiłam się, że wszystkie kłamstwa, które ukrywałam w mrocznej części swojego serca, pewnego dnia ujrzą światło dzienne. Te kłamstwa i moja przeszłość nie pozwalały mi ani na chwilę stracić czujności.
Wiatr omiótł samochód, rzucając na przednią szybę garść brązowych liści. Gdy wsiadałam do auta, kwas z żołądka wydrapywał sobie drogę do gardła. Wyjątkowo mój stary gruchot odpalił bez problemu, jakby wiedział, że musimy się spieszyć.
Kiedy ruszyłam z podjazdu, opony wyrzuciły w powietrze żwir. Włączyłam wycieraczki. Mały liść utknął pod jedną z nich i z każdym jej ruchem zostawiał na szybie wilgotną smugę. Tam i z powrotem, tam i z powrotem.
Przypomniałam sobie ostatni raz, gdy byłam w szpitalu z Olivią – złamała rękę, spadając ze starej wierzby w ogrodzie. Miała dziesięć lat. Wywołane tym poczucie winy było przytłaczające. Zawiodłam w najważniejszej pracy, jaką miałam w życiu do wykonania: dbaniu o jej bezpieczeństwo.
Chwyciłam mocno skórzaną kierownicę, wracając do teraźniejszości, bo nie chciałam zatonąć we wspomnieniach. W samochodzie coś aż zazgrzytało, gdy zbyt gwałtownie weszłam w zakręt. Byłam lekkomyślna, musiałam zwolnić, ale Olivia…
Nie potrafiłam dokończyć tej myśli. Ona była centrum mojego wszechświata, jedynym, co nadawało sens mojemu życiu. Bez niej znajdę się w próżni.
Gdy kolana zaczęły mi się trząść, docisnęłam pedał gazu. Ten jeden liść ciągle znajdował się za wycieraczką, tyle że był już naderwany i kształtem przypominał złamane serce.
Kiedy znalazłam się na szpitalnym parkingu, szybko zahamowałam. Był prawie pusty. Przed wejściem stała karetka, a dookoła znajdowało się kilka samochodów. Światło latarni odbijało się od mokrego asfaltu. Zatrzymałam się pod samym wejściem w chwili, gdy liść pod moją wycieraczką został brutalnie rozszarpany.
Wpadłam do budynku, mocno uderzając łokciem w przesuwne drzwi. Poczułam ból aż w czubkach palców, ale to mnie nie spowolniło. Musiałam znaleźć Olivię.
Proszę, proszę, niech nic ci nie będzie.
Nagle zza drzwi wahadłowych wyłonił się lekarz. Szedł szybko, pewnie, jak człowiek, który wie, co robi. Spoglądał na mnie przekrwionymi oczami.
– Abigail Knight? – Rozpoznałam głos, który słyszałam przez telefon. Doktor miał przerzedzone białe włosy i gładko ogoloną twarz. Z szyi zwisał mu stetoskop. Biały kitel znaczyły smugi w kolorze rdzy.
Podszedł bliżej, wyciągnął do mnie rękę, po czym uniósł grube jak gąsienica brwi.
– Gdzie jest Olivia? – wydyszałam, czując, jakbym miała hiperwentylować. Ludzie patrzyli na mnie, ale miałam to gdzieś. – Gdzie moja córka?
Gdy chciałam go ominąć, zablokował mi drogę.
– Nazywam się Griffith. Jestem doktorem. – Podszedł krok bliżej. Zobaczyłam w jego brązowych oczach złote plamki. – Proszę iść ze mną.
– Dlaczego? – Głos miałam spięty, słowa ledwo wypływały z moich ust. – Gdzie jest Olivia?
– Zabiorę panią do niej, ale najpierw musimy porozmawiać w jakimś bardziej odosobnionym miejscu.
Ton, którym to powiedział, świadczył o powadze tego, co miał do powiedzenia. Tylko dlatego nie byłam w stanie wyrzucić z siebie pytań, które próbowały wyrwać się z moich ust.
Rozejrzałam się po poczekalni. Kilka osób na nas patrzyło, a reszta siedziała z nosami w telefonach albo udawała, że czyta gazety.
Kiwnęłam głową.
Doktor Griffith poprowadził mnie przez drzwi wahadłowe, za którymi znajdował się przestrzenny i jasny korytarz prowadzący do małej salki. Pomieszczenie pachniało mieszanką kwiatów i było ozdobione pastelowymi detalami. Lśniąca podłoga miała kolor cynamonu, a ściany pokryto szaro-kremową farbą.
– Proszę usiąść. – Doktor Griffith wskazał skórzane krzesło. Usiadłam sztywno na jego krawędzi.
Doktor podszedł do stojącego w kącie pokoju dystrybutora z wodą. Obok, na czarnym stoliku, stał stos białych kubeczków. Doktor wziął jeden i napełnił go wodą. Dystrybutor zabulgotał, wypychając powietrze w górę zbiornika.
Lekarz zaoferował mi kubek, ale tylko na niego patrzyłam. Nie byłam w stanie wyciągnąć ręki i objąć go palcami. Ostatecznie doktor odstawił kubek na stolik. Złapał plastikowe krzesło stojące pod ścianą i postawił je naprzeciwko mnie. Przez chwilę ciągnął jego nogami po podłodze, na co aż zazgrzytałam zębami. Usiadł, wsparł łokcie na kolanach i splótł palce jak do modlitwy.
– Miał miejsce wypadek… – powiedział, powtarzając swoje wcześniejsze słowa.
– Czy z Olivią wszystko w porządku? – wtrąciłam.
To, jak na mnie patrzył. Ze współczuciem. Wiedziałam.
Nagle poczułam, że muszę uciec. Nogi wciąż bolały mnie od wczorajszego biegania, mięśnie miałam spięte, ale to było silniejsze ode mnie.
Zerwałam się z miejsca i zaczęłam rozglądać dookoła. Doktor wstał, obserwując mnie, jakbym była dzikim zwierzęciem. Pragnienie poznania prawdy nie pozwalało mi poruszyć stopami.
– Proszę mi powiedzieć – wyszeptałam.
– Pani córka… – Doktor Griffith położył mi rękę na ramieniu. Jego dotyk był uspokajający.
Powiedział coś o wypadku.
Ktoś znalazł Olivię na brzegu rzeki, blisko mostu.
Potem mówił coś o napadzie padaczkowym, odruchu rogówkowym i czterech punktach w skali Glasgow.
Mówił o ranie głowy, nieruchomych i rozszerzonych źrenicach, o tomografii komputerowej.
Zabrali ją na salę operacyjną, gdy tylko przywieziono ją do szpitala.
Nic nie miało dla mnie sensu.
Opadłam na krzesło i pochyliłam się, chowając głowę między kolanami, jakbym przygotowywała się do katastrofy lotniczej. Słyszałam łomoczące w mojej piersi serce, krew ryczącą w uszach, ciężki oddech. Łokieć nadal bolał mnie po uderzeniu w drzwi.
– Nie… nie… – powtarzałam błagalnie, zaciskając i rozluźniając spocone dłonie.
Doktor usiadł obok mnie, a jego głos przedarł się przez otaczającą mnie ochronną bańkę.
– …doznała ciężkiego urazu głowy. Naprawdę mi przykro, pani Knight, ale mózg pani córki został trwale i nieodwracalnie uszkodzony.
Myśli tłukły się w mojej głowie. Usiłowałam złożyć to, co mówił, w logiczną całość. Mimo nasilającej się paniki, zarejestrowałam pojedyncze słowa z jego wypowiedzi.
– Czy jest ktoś, do kogo możemy zadzwonić?
Był ktoś taki? Mama nie żyła. Ojca nigdy nie znałam. Nie miałam męża ani chłopaka. Byłam zbyt zajęta macierzyństwem, by randkować lub nawiązać przyjaźnie. Miałam tylko…
– Moja siostra. – Głos miałam odległy, jakby dobiegał z końca korytarza, a nie moich ust.
Zapisałam numer Sary na skrawku papieru. Doktor zabrał go i otworzył drzwi, żeby wręczyć kawałek kartki komuś na zewnątrz, a potem wrócił do mnie.
– Przykro mi, pani Knight. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby ją uratować, ale Olivia się nie obudzi. Obecnie jest podłączona do respiratora, który nie pozwala jej ciału umrzeć. – Oblizał usta, szykując się do powiedzenia czegoś jeszcze. – Ale ona…
– Jest dawczynią organów – wyszeptałam beznamiętnie.
To tego chcieli, prawda? W dniu, w którym zdała prawo jazdy, Olivia zgodziła się w razie śmierci oddać organy, by ratować życie innym ludziom.
– No wiesz – powiedziała wtedy, wzruszając ramionami z pewnością młodego człowieka, dla którego temat śmierci jest czymś obojętnym. – Jeśli kiedyś do tego dojdzie.
Moja kochana, czuła dziewczynka.
– Nie, nie o to… Chciałem powiedzieć, że w stanie, w jakim znajduje się Olivia, nie możemy legalnie odłączyć jej od respiratora.
Nie rozumiałam. Miałam wrażenie, jakby nagle zaczął mówić w języku urdu. Czułam pulsowanie w oczach.
Odchrząknął, na chwilę odwracając wzrok.
– Nie możemy odłączyć od aparatury kobiety w ciąży. Nie w stanie Waszyngton.
– Cc… co? – wyszeptałam. Ciało miałam bezwładne, wiotkie, w głowie zaczęło mi się kręcić.
– Olivia była… jest… Olivia jest w ciąży.

piątek, 4 października 2019

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Ian. Twój osobisty trener podrywu” - OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.: „Ian. Twój osobisty trener podrywu”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa NieZwykłego.





Książka pt.: „Ian. Twój osobisty trener podrywu” to 1 tom serii Skrzydłowi.


Ian kiedyś był gwiazdą sportu, zachwycali się nim wszyscy, jednak wystarczyła jedna kontuzja, by stracił wszystko i musiał znaleźć inne cele w życiu. Ian i Lex są przyjaciółmi, współlokatorami i prowadzą własny biznes, ale nie taki zwykły. Są „terenami podrywu”, sprawiają, że dziewczyny zdobywają chłopaków, o których marzą od dawna (uczą ich jak podrywać, udają ich partnerów, wzbudzają zazdrość i wymarzonych chłopakach). Jednak do momentu spotkania pozostaje tajemnicą, kto kryje się za firmą, a dziewczyny podpisują klauzurę poufności.
Blake jest nową współlokatorką Gabi – dziewczyny, która dla Lana jest jak siostra, a jak się później okazuje, również jego nową klientką. Dziewczyna jest typem sportowca, „chłopaczary” i dlatego zdobycie jej wymarzonego chłopaka – przyjaciela od bardzo dawna, nie jest takie proste. Na dodatek Iena i Blake zaczyna coraz bardziej do siebie ciągnąć, jednak chłopak nie może się z nią umówić, podstawowa zasada Skrzydłowych to nie umawianie się z klientkami. Czy Blake zdobędzie swojego wymarzonego chłopaka, a może wcale już go nie chce? Jaką tajemnice skrywa? Czy Ian znajdzie wyjście z sytuacji? Czy będą razem?

Bohaterowie zdecydowanie na plus.
Blake zdobyła moją sympatię dość szybko. Z jednej strony „nieporadna”, z drugiem z dość dużym charakterkiem. Jej chłopięcy strój ma swoje przyczyny, dość traumatyczne, a mimo to nie poddaje się, stara się zmienić.
Ien to tym casanowy, mający każdą dziewczynę, jaką chce, a jednocześnie niepróbujący stworzyć nic stałego. Skrzydłowych założył z myślą o pomocy dziewczyną, które tak naprawdę, same nigdy by nie zdobyły wymarzonych chłopaków.

Historia zdecydowanie mnie wciągnęła i to do tego stopnia, że oba tomy przeczytałam w jeden dzień (i dość spory kawałek nocy). Wywołuje dość dużo emocji, zaciekawia, nie pozwala się oderwać od książki.

Mnie zdecydowanie książka się podobała. Czas z nią był bardzo przyjemny. Z przyjemnością polecam.


Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa NieZwykłego oraz na FB.

Książkę pt.: „Ian. Twój osobisty trener podrywu” znajdziecie TU.

Wydawnictwo Egmont Książeczka pt.: „Biblioteczka Montessori. Geografia” - OPINIA


Zapraszam na opinię książce pt.: „Biblioteczka Montessori. Geografia”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Egmont.







Na samym początku książki wskazówki dla rodziców co znajdziemy w książce, na czym polega metoda nauczania Marii Montessori, jak stworzyć własne pomoce naukowe. Informacje są ciekawe, jasno napisane, a pomysły na własne pomoce naukowe wręcz rewelacyjne.


W książce znajdziemy wszystkie kontynenty, a także wiele ciekawych informacji o nich. Dzięki temu dziecko poszerzy swoją wiedzę o każdym z nich.


Kolejne strony do mapy, które dziecko ma uzupełnić naklejkami. Wspaniała zabawa, a przy tym naprawdę duża dawka wiedzy.


Do książeczki dołączona jest spora mapa ścienna.


Książeczka pt.: „Biblioteczka Montessori. Geografia” to wspaniała pozycja, która bawi i uczy. Wraz z nią dziecko pozna nazwy państw, stolic oraz flagi aż 197 państw świata. Zdecydowanie polecam.



Zalety:
  • Nauka przez zabawę.
  • Duża mapa ścienna.
  • Nazwy państw, stolic oraz flagi aż 197 państw świata.
  • Dużo naklejek.
  • Ciekawe informacje o kontynentach.




Wady:
BRAK



Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Egmont oraz na FB Galaktyka Czytelnika.

Książkę pt.: „Biblioteczka Montessori. Geografia” znajdziecie TU.

czwartek, 3 października 2019

Wydawnictwo Arkady Książeczka pt.: "Świat zwierząt. Pupile w 3D”- OPINIA


Zapraszam na opinię o książce pt.: „Świat zwierząt. Pupile w 3D”, jaką otrzymałam od Wydawnictwa Arkady.





W prawie każdym domu jest jakiś zwierzak. Czasem duży, czasem dość mały jak nasz chomiczek miniaturka. Książka pt.: „Świat zwierząt. Pupile w 3D” przeniesie nas w świat zwierząt domowych, pozwoli je lepie poznać, dowiedzieć się co lubią, jak je karmić i dużo więcej.


Do książki dołączone są okulary, dzięki którym zwierzątka „wychodzą” z książki. Wspaniały widok, którego niestety nie da się pokazać na zdjęciach. Okulary są dość dobrej jakości. Używane dość często, jak na razie nie noszą żadnych śladów używania.


Stron jest aż 48, a na każdej dowiemy się coś nowego i zdecydowanie ciekawego.


Książka jest wspaniała. Według mnie to obowiązkowa pozycja każdego miłośnika zwierzątek. Zdecydowanie polecam.



Zalety:
  • Wspaniała.
  • 3D.
  • dużo ciekawostek, faktów, informacji.
  • Wysokiej jakości okulary.
  • 48 stron.




Wady:
BRAK



Moja ocena – 10\10


Serdecznie zapraszam na stronę Wydawnictwa Arkady oraz na FB.

Książkę pt.: „Świat zwierząt. Pupile w 3D” znajdziecie TU.

środa, 2 października 2019

spotkanie z Garym Johnem Bishopem






Autor bestsellera „Unf*ck Yourself. Napraw się” Gary John Bishop w Warszawie

Nie przegap okazji do spotkania z autorem najpopularniejszego w Polsce poradnika motywującego.

Z okazji premiery swojej nowej książki pt. „Skończ z tym sh*tem!” do Polski przyjeżdża Gary John Bishop – autor bestsellera „Unf*ck Yourself. Napraw się!” (ponad 100 000 sprzedanych egzemplarzy w Polsce!), znany trener rozwoju osobistego.

Wydawnictwo Insignis oraz Empik zapraszają na spotkanie z Garym, które odbędzie się 8 października o godzinie 18.00 w salonie Empik w CH Arkadia. Tego nie można przeoczyć!



Szczegóły spotkania:

Znaki rozpoznawcze Gary’ego Johna Bishopa to: prosty, jasny przekaz i sięganie do najgłębszych pokładów emocji. W swojej nowej książce idzie o krok dalej niż w „Unf*ck Yourself” – teraz Gary dociera do modelu naszych destrukcyjnych dialogów wewnętrznych. Koniec ze autosabotażem i ściemami, jakimi raczymy sami siebie dzień po dniu, godzina po godzinie – czas na wstrząs na starego sposobu myślenia.

Gary John Bishop o swoich książkach: