środa, 5 lutego 2020

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Phenomenal" - ROZDZIAŁ 1





Michelle A. Valentine


Phenomenal X




Dedykacja
Valentine’s Vixens: Jesteście dla mnie źródłem codziennej inspiracji. Dziękuję.


Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. (Mt 5, 5)






















Rozdział 1


Anna


Nie ma lepszego sposobu na zrujnowanie upływającego w wyjątkowo spokojnej atmosferze lotu niż siedzenie między dwiema kompletnie obcymi osobami. Jeśli jest taka możliwość, zawsze wybieram miejsce przy przejściu lub oknie, ale wszystkie zostały już wykupione, a mało pomocna pracownica przy stanowisku odprawy poinformowała mnie, że zamiana absolutnie nie wchodzi w grę.
Starszy pan po lewej co jakiś czas odwraca się z uśmiechem w moją stronę, z nadzieją na uprzejmą rozmowę, ale nie jestem w nastroju na grzecznościową wymianę zdań. Opuszczam Portland, zostawiając za sobą dotychczasowe życie. Mam ochotę jedynie na siedzenie w milczeniu i powtarzanie sobie w duchu, że podejmuję dobrą decyzję.
Rankiem ojciec wpadł w jeden ze swoich ataków szału, racząc mnie długą tyradą, w trakcie której chciał mi uświadomić, jak okropną jestem osobą. A to dlatego, że zaskoczyłam go wieścią, że o dziesiątej będę już w samolocie lecącym do Detroit, z zamiarem zamieszkania u ciotki Dee, jego ekscentrycznej siostry. Rodzice, a w szczególności ojciec, od zawsze sprawowali kontrolę nad moim życiem. To główny powód, dla którego wyjeżdżam.
Spełnianie poleceń ojca przez ostatnich dwadzieścia jeden lat życia przysporzyło mi wyłącznie masę cierpienia. Jestem gotowa, by samodzielnie decydować, co jest dla mnie dobre, a co nie.
Z rezygnacją kręcę głową i wyłączam telefon, po czym wsuwam go do kieszeni fotela przede mną.
– Nie ma mowy, tato – mruczę pod nosem.
Trzy fotele przede mną zajmuje matka z synami bliźniakami. Siedzą w pierwszym rzędzie, tuż za ścianą odgradzającą klientów pierwszej klasy od reszty przeciętnych pasażerów. Na oko chłopcy mają po dwanaście lat. Spod identycznych, głęboko nasuniętych na oczy czapeczek baseballowych wystają im kosmyki brązowych włosów. Czapeczki pasują im do czerwonych koszulek z wizerunkiem jakiegoś sportowca. Po napisach poznaję, że chodzi o zapasy. Pamiętam, że jako dziecko wraz z młodszym bratem, który przechodził wtedy fazę fascynacji tym sportem, ukradkiem oglądaliśmy w telewizji walki na żywo.
W tej samej chwili zauważam wchodzącego na pokład niezwykle wysokiego mężczyznę o szerokich ramionach, ubranego w dżinsy i niebieską, zapinaną na guziki koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci. Nawet w ubraniu widać, że pod spodem kryją się same mięśnie. Materiał opinający jego tors i ramiona podkreśla wyraźnie zarysowane mięśnie klatki piersiowej i bicepsy. Misterne tatuaże pokrywają każdy centymetr odsłoniętej skóry przedramion, a ja już po sekundzie wiem, że należy do mężczyzn, przed którymi zawsze ostrzegała mnie matka – co wcale nie umniejsza jego atrakcyjności.
Przygryzam dolną wargę, taksując go wzrokiem, i zatrzymuję się na jego ciemnych włosach. Są trochę przydługie, ułożone w kontrolowany, seksowny bałagan. Kwadratową szczękę pokrywa mu lekki zarost, tak jakby zapomniał się rano ogolić, a to, że nie ma idealnie prostego nosa, nie tylko sugeruje, że został złamany raz czy dwa, ale też potęguje jego męską, surową urodę. Sposób, w jaki się porusza, krocząc z uniesioną głową i malującą się na twarzy śmiałością, emanuje pewnością siebie. Wszystko w jego wyglądzie zdaje się mówić, że nie pozwoli, by ktoś mu podskoczył, co jest wyjątkowo pożądaną cechą u mężczyzny. No i to ciało… Matko boska! Jest absolutnie do schrupania. Nadawałoby się na okładkę każdego magazynu. Jest stworzone do tego, by całe tabuny kobiet pożerały je wzrokiem, a ja nie jestem wyjątkiem, bo robię dokładnie to samo.
I upajam się każdą sekundą.
W chwili, w której nasze spojrzenia się spotykają, serce zamiera mi w piersi. Gdy nie spuszczam od razu wzroku, kąciki jego pełnych ust wyginają się w lekkim uśmiechu. Przez moment siedzę kompletnie oczarowana, po czym dociera do mnie, że nadal myślę o jego ciele i przygryzam dolną wargę.
Puszcza mi oko, zupełnie jakby wiedział, co mi chodzi po głowie, po czym siada w pustym rzędzie foteli pierwszej klasy. Obok niego, na miejscu od strony przejścia, siada niski, chudy mężczyzna z brodą i fryzurą na czeskiego piłkarza.
Opieram głowę o zagłówek i wzdycham, czując, jak na moje policzki wypływa gorący rumieniec. Facet jest niebezpiecznie seksowny i nie mam u niego żadnych szans.
Siedzące przede mną bliźniaki zaczynają machać rękami w powietrzu.
– X! X! Hej, tutaj! Dasz nam autograf?
Bez przerwy krzyczą „X”, aż w końcu niski mężczyzna, który wszedł na pokład jako ostatni, odwraca się i mówi:
– Nie teraz, chłopcy. Phenomenal X próbuje odpocząć. – Seksowny facet obok niego musi być tym X, bo chwilę później nachyla się w jego stronę i szepcze mu coś na ucho. Czeski piłkarz przytakuje, po czym zwraca się ponownie do bliźniaków: – Dajcie coś, a X wam to podpisze.
– Super! – wykrzykuje jeden z chłopców, przybijając z bratem piątkę.
Gdy po pokładzie rozchodzi się wieść, że leci z nami celebryta, pozostali pasażerowie podłapują temat. Chociaż uważam nieznajomego za wyjątkowo atrakcyjnego mężczyznę, nie mam pojęcia, kim jest, i nie potrafię wykrzesać z siebie ani odrobiny ekscytacji. Mam zbyt dużo na głowie, by interesować się jakimś facetem, który nie poświęciłby nawet pięciu minut komuś takiemu jak ja.
Wkrótce tworzy się kolejka, gdy ludzie zaczynają przekazywać rzeczy do podpisania poprzez przejście między fotelami prowadzącymi do pierwszej klasy. Prawie żal mi gościa, bo wszystko dzieje się w trakcie kołowania, startu i wzbijania się samolotu w powietrze. Zanim lot dobiegnie końca, biedaczek nabawi się skurczu nadgarstka.
Po tym, jak odrzucam propozycję stewardessy dotyczącą spróbowania pokładowych napojów, tym samym pozwalając jej zająć się starszym panem obok mnie, który zamawia sok pomidorowy, odchylam głowę w tył i zamykam oczy. Staram się nie myśleć o setkach SMS-ów, którymi na pewno bombarduje mnie ojciec, powtarzając w nich, że uciekam przed problemami w domu. Nie mam ochoty stale tego rozpamiętywać.
Otwieram gwałtownie oczy w chwili, w której coś zimnego i mokrego oblewa mi nogi. Szczęka mi opada, gdy widzę, że kolana mam ubrudzone sokiem pomidorowym.
To się nie dzieje naprawdę.
Sok cieknie na podłogę, a ja spoglądam na swoje buty i torbę wepchniętą pod siedzenie przede mną. Wszystko jest poplamione. Wciskam guzik przywołujący stewardessę, by pomogła mi doprowadzić się do porządku, jednocześnie uważając, by trzymać dłonie z dala od reszty ciała.
Starszy pan marszczy brwi, poprawiając okulary na nosie, by dokonać inspekcji.
– Najmocniej przepraszam, młoda damo. Mój wzrok szwankuje i nie widzę już tak wyraźnie jak dawniej. Nie chciałem pani oblać.
Widzę malującą się na jego twarzy szczerość i uśmiecham się nieznacznie, bo nie chcę, by poczuł się jeszcze gorzej.
– Wypadki się zdarzają. Proszę się nie przejmować.
Do naszego rzędu podchodzi stewardessa. Schyla się, by wyłączyć przycisk wzywający obsługę, po czym zerka w dół na mnie.
– Ojej, wygląda na to, że miała pani mały wypadek.
Patrzę na nią i nie mogę się nadziwić, że potrafi zachować stoicki spokój w obliczu takiej tragedii, ale domyślam się, że należy do kobiet, które niełatwo wytrącić z równowagi. Z upiętych na karku włosów nie wystaje jej ani jeden blond kosmyk, a z niebieskich oczu bije uprzejmość.
Spoglądam na upaćkane spodnie.
– Dostanę jakiś ręcznik? – pytam stewardessę. – Wszystkie moje ubrania są w bagażu rejestrowanym, więc nie mam się w co przebrać.
– Proszę pójść ze mną. Zaraz zobaczymy, czy uda nam się doprowadzić panią do porządku – odpowiada.
Przytakuję, wdzięczna za jej propozycję.
– Dziękuję. – Każda opcja jest lepsza od cuchnięcia zgniłymi pomidorami przez pozostałe trzy godziny lotu. Zerkam z ukosa na starszego pana siedzącego obok. – Przepuści mnie pan?
Przesuwa się, żebym mogła wyjść.
Oczywiście, młoda damo.
Idę za stewardessą, mijając po drodze pierwszą klasę. Wchodzimy do przedziału z aneksem kuchennym znajdującym się z przodu samolotu. Stewardessa wyjmuje ze schowka puszkę gazowanej wody mineralnej i podaje mi ją wraz z garścią białych ściereczek.
Patrzy na mnie spod zmarszczonych brwi.
– Wiem, że to nie wystarczy, ale proszę spróbować zmyć to najlepiej, jak tylko się da. Usunięcie zapachu sprawi, że lot przebiegnie w nieco lepszych warunkach. Zaproponowałabym pani miejsce w pierwszej klasie, bo pani fotel jest cały zabrudzony, ale niestety mamy komplet.
– Może usiąść tutaj – odzywa się czyjś głęboki, gardłowy głos.
Gdy unoszę wzrok, napotykam spojrzenie najbardziej jasnoniebieskich oczu, jakie kiedykolwiek widziałam. Są praktycznie przezroczyste. Jeśli z daleka wydawało mi się, że jest przystojny, to widoku z bliska nie da się z niczym porównać. Intensywność jego spojrzenia sprawia, że mój żołądek wywija fikołka, a kolana odrobinę miękną. Z trudem przełykam ślinę. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie miejsca są zajęte, nie bardzo rozumiem, co miał na myśli, mówiąc „tutaj”. Choć perspektywa siedzenia na jego kolanach przez kilka następnych godzin wydaje się bardzo kusząca, nie mam ochoty otwierać tej puszki Pandory. Facet jest porażająco męski i władczy. Nie sądzę, bym potrafiła dać radę komuś tak… silnemu.
– Chce pan oddać tej pani swoje miejsce, panie Cold? – pyta zdumiona stewardessa.
Kręci głową.
– Nie, ale mój menadżer to zrobi.
Człowieczek o fryzurze na czeskiego piłkarza podrywa głowę.
– Zrobię?
Pan Cold zwraca się w jego stronę, piorunując go spojrzeniem tak intensywnym, że niemal przerażającym.
– Masz z tym jakiś problem?
N-nie, oczywiście, że nie, X – jąka menadżer, wyraźnie przestraszony zachowaniem pracodawcy. – Naturalnie, że może pani zająć moje miejsce.
Pan Cold kiwa głową w stronę tylnej części pokładu.
– W takim razie już cię tu nie ma.
Menadżer szybko zgarnia swoje rzeczy i bez słowa kieruje się w stronę mojego poplamionego sokiem fotela w klasie ekonomicznej. Przenoszę spojrzenie na stewardessę, ale ona tylko wzrusza ramionami i wraca do serwowania napojów.
Wbijam wzrok w puste siedzenie obok chyba najatrakcyjniejszego i jednocześnie najbardziej przerażającego mężczyzny, jakiego w życiu spotkałam, a moje serce zaczyna mocniej bić. Już widzę, że nie przeżyje najbliższych trzech godzin w towarzystwie tego człowieka. Eksploduje od nadmiaru dodatkowych uderzeń.
Polewam czystą szmatkę wodą z puszki i zaczynam wycierać dżinsy. Robię to z takim zapamiętaniem, że po chwili niemal każdy centymetr spodni i koszuli jest mokry. Nie jest to najlepsze pierwsze wrażenie, jakie można wywrzeć na celebrycie, ale zważywszy na fakt, że jesteśmy na wysokości jedenastu kilometrów, już bardziej czysta nie będę.
Wzdycham, po czym odkładam pomarańczową od soku szmatkę na wózek z napojami stojący w aneksie kuchennym i idę w stronę pana Colda. Siadam w wielkim fotelu z szarej skóry, zaskoczona tym, jak przestronny jest ten przedział w porównaniu do reszty pokładu. Zawsze byłam ciekawa, jak wygląda podróżowanie pierwszą klasą.
Czuję na sobie ciężar spojrzenia pana Colda. Wiem, że nie dam rady siedzieć obok niego przez kilka następnych godzin bez choćby jednego słowa, więc równie dobrze mogę mieć to już z głowy i podziękować mu.
– Dziękuję za miejsce. To bardzo miłe z pańskiej strony.
Taksuje mnie wzrokiem, zatrzymując się na twarzy.
Nie ma o czym mówić. Była pani w potrzebie, więc pomogłem.
Przygryzam zębami dolną wargę, a on nie przestaje mnie obserwować. O jego oczach można by pisać wiersze. Są jasnoniebieskie i przejrzyste jak kryształ. Nigdy nie spotkałam nikogo o tak hipnotyzującym spojrzeniu. Za każdym razem, kiedy w nie spoglądam, prawie zapiera mi dech w piersiach.
Zanim któreś z nas w ogóle zdążyło się odezwać, ktoś podaje mi ponad ramieniem kartkę papieru.
Proszę dać to X. To dla dzieciaka z tyłu.
Biorę kartkę i kładę ją na stoliku rozłożonym przed panem Coldem.
– Wygląda na to, że jest pan całkiem popularny.
Przytakuje, zapisując na papierze swoje nazwisko.
A pani?
Marszczę brwi, zdziwiona.
Nie rozumiem.
Zerka na mnie i uśmiecha się krzywo.
Dla pani też mam coś podpisać? Ubranie… albo kawałek nagiej skóry?
Krzywię się, bo nie wiem, z czego jest znany, ale gdybym miała zgadywać, to, sądząc po reakcji dzieciaków, powiedziałabym, że jest jakimś zawodowym sportowcem. Co w dalszym ciągu nie oznacza, że potrzebuję czy też chcę jego autograf. A już na pewno nie na gołym ciele.
– Dziękuję, ale obejdzie się.
Unosi brwi w wyrazie zaskoczenia.
– Pierwszy raz mi się to zdarza.
Nagle czuję się źle przez to, że poniekąd go obraziłam. Był na tyle miły – jeśli można tak określić pomiatanie własnym pracownikiem – że oddał mi miejsce w pierwszej klasie. Powinnam się bardziej postarać i okazać wdzięczność.
– Przepraszam, to było nieuprzejme z mojej strony. Gdyby mógł pan coś dla mnie podpisać… byłoby miło.
Pan Cold śmieje się pod nosem, w samą porę oddając mi podpisaną kartkę, bo w międzyczasie ktoś znów poprosił o autograf.
– Proszę nie robić tego z poczucia obowiązku. Nienawidzę tego. Niech pani robi to, na co tylko ma ochotę, a nie to, czego oczekują od pani inni.
Jego słowa zapadają mi w pamięć i przypominają, że właśnie o to chodzi w mojej przeprowadzce do Detroit. Byłam dobrą, posłuszną dziewczyną, która zawsze robiła to, czego od niej oczekiwano. By zadowolić ojca, uczęszczałam na katolicki uniwersytet i umawiałam się z chłopakami, których rodziny chodziły do tego samego kościoła, co my. Jednak żadna z tych rzeczy nie uszczęśliwiała mnie. Za każdym razem, kiedy chciałam poznawać świat albo próbować innych rzeczy, które życie miało do zaoferowania, stale przypominano mi, że nie bez powodu niektóre owoce są zakazane. Jeśli mam być szczera, to miałam dość bycia pouczaną co robić i czuć.
Biorę głęboki wdech. Najwyższa pora zacząć żyć na własnych warunkach.
– Wie pan co? Ma pan absolutną rację. Nie chcę pańskiego autografu. Nawet nie wiem, kim pan jest.
Wbija we mnie wzrok, a moja nowo odkryta pewność siebie ugina się odrobinę pod jego ciężarem. Czując lekki przypływ paniki, zaczynam się wycofywać.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Jestem wdzięczna za miejsce, ale nie potrzebuję pańskiego autografu.
Uśmiecha się, a całe moje ciało przenika rozkoszny dreszcz. Ma cudowny uśmiech, który w połączeniu z tymi boskimi oczami stanowi zabójczą, seksowną kombinację. Założę się, że wiele kobiet straciło dla niego głowę.
– Jak ci na imię, moja piękna?
Moje serce na moment gubi rytm, gdy z trudem przełykam ślinę i próbuję sobie przypomnieć, jak się nazywam. Jego uśmiech sprawia, że czuję się jak niezrównoważona psychicznie. Nic dziwnego. W końcu ten oszałamiająco przystojny mężczyzna właśnie nazwał mnie „piękną”.
Anna Cortez.
Oczy mu błyszczą z rozbawienia.
– Cortez – powtarza.
Sposób, w jaki wymawia moje nazwisko, jest zmysłowy i nieprzyzwoity. Zupełnie jakby próbował mnie podniecić i sprawić, że zacznę wiercić się niespokojnie na swoim miejscu. A wszystko przez to, że nie przyjęłam od niego głupiego autografu.
Hiszpańskie?
Tak. Oznacza „uprzejmy”.
Zadziorna i błyskotliwa jednocześnie – droczy się ze mną pan Cold. A przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wygląda na wkurzonego, bo nadal się uśmiecha. – Miło cię poznać, Anno Cortez.
– Z wzajemnością, panie…
Cholera. Jak mam się do niego zwracać? Panie X? A może panie Cold, tak jak stewardessa? Nie cierpię zawiłości związanych z towarzyską wymianą uprzejmości. Nigdy nie byłam specjalnie koleżeńska i otwarta.
Na szczęście ratuje mnie z opresji.
Możesz mi mówić Xavier.
W końcu coś zaczyna mi świtać.
To stąd wzięło się „X”?
– Zgadza się.
Oblizuję usta, by po chwili zapytać na głos:
– A „Phenomenal”?
Wbija wzrok w moje wargi, po czym patrzy mi prosto w oczy.
– Mógłbym ci powiedzieć, ale uważam, że byłoby o wiele zabawniej, gdybym pokazał, skąd wzięła się ta część.
Dlaczego odnoszę niejasne wrażenie, że ten facet właśnie złożył mi niemoralną propozycję po niecałych dziesięciu minutach znajomości? Nikt nie robi tego tak szybko.
– Raczej podziękuję.
– Porządna z ciebie dziewczyna, prawda, Anno? – pyta Xavier, próbując mnie wybadać.
Chciałabym tak myśleć, ale gdybyś spytał mojego ojca, powiedziałby ci, że jestem szatańskim pomiotem – rzucam nonszalancko i od razu żałuję tych słów. Gdy się denerwuję, zaczynam paplać i ujawniać wszystkie swoje tajemnice, a ten facet jest ostatnią osobą na świecie, której chciałabym się zwierzać. Zresztą i tak nic go to nie obchodzi. Najwyraźniej jest jednym z tych mężczyzn, przed którymi wiecznie przestrzegał mnie ojciec. Takim, który chce tylko jednego.
Xavier kręci głową.
Miałem styczność z prawdziwymi demonami z piekła rodem i wierz mi, piękna, że od bardzo dawna nie spotkałem kogoś, kto byłby tak daleki od bycia złym jak ty. Twój ojciec musi się obudzić. Po sekundzie, w której nasze spojrzenia się spotkały, wiedziałem, że jesteś dobra i słodka.
– Zauważyłeś mnie… wcześniej? – pytam zszokowana faktem, że nasza krótka wymiana spojrzeń, do której doszło w momencie, gdy wchodził na pokład, również wywarła na nim wrażenie.
Wraca do składania autografu i wzrusza ramionami.
Zawsze rejestruję każdy szczegół w swoim otoczeniu. Gdyby jakiś facet nie zwrócił na ciebie uwagi, byłby pieprzonym głupcem.
Moje policzki pokrywają się głębokim rumieńcem pod wpływem komplementu. Nigdy wcześniej żaden mężczyzna nie mówił do mnie w tak… w tak… bezpośredni sposób. Umawiałam się wyłącznie z porządnymi facetami. Uprzejmymi, o doskonałych manierach. Xavier jednym spojrzeniem i paroma sprośnymi słowami wprawia mnie w zakłopotanie.
Jest całkowicie poza moim zasięgiem.
To trudne, ale jakimś cudem udaje mi się oderwać wzrok od siedzącego obok mnie niebezpiecznego mężczyzny. Udaję, że przyglądam się paznokciom, i robię, co w mojej mocy, by nie zerkać w lewo. Nie poradzę nic na to, że mnie intryguje. Gdybym zaliczała się do dziewczyn, które oddają się grzesznym igraszkom tylko dlatego, że ktoś jest przystojny, rzuciłabym się na niego bez większego namysłu, by sprawdzić, czy faktycznie jest tak fenomenalny jak twierdzi – i to w ułamku sekundy. Ale prawda jest taka, że jestem porządną dziewczyną. Wiem, że tak jest, chociaż ojciec zdaje się podważać tę opinię tylko przez to, że uciekłam od mężczyzny, którego obiecałam poślubić.
Przycichłaś. Wkurzyłem cię? – pyta Xavier tonem, który w założeniu miał być łagodny, ale i tak pobrzmiewa w nim charakterystyczny dla niego niski pomruk.
Przygryzam zębami kącik ust.
– Nie. Po prostu się zamyśliłam.
– Nad czym? – dopytuje, przenosząc wzrok na moje ramię i skupiając go na miejscu, w którym zbyt mocny uścisk ojca zostawił ślady na skórze.
Instynktownie zakrywam dłonią drobne siniaki. Nie chcę, żeby zaczął o nie wypytywać. Tłumaczenie, że sytuacja wymknęła się nieco spod kontroli, gdy powiedziałam ojcu, że wyjeżdżam, nie jest tematem, na który zamierzam dyskutować z obcą osobą.
Zakładam ręce na piersi, upewniając się, że siniaki są niewidoczne, i obrzucam spojrzeniem poplamione sokiem spodnie, żałując, że nadałam wszystkie ubrania w drugim bagażu.
Nad niczym specjalnym. Nikt nie lubi słuchać zwierzeń obcego człowieka. Jestem pewna, że w porównaniu do twojego moje życie jest strasznie nudne. W mojej szarej rzeczywistości nie ma rozdawania autografów.
Ostatnie zdanie jest nieco uszczypliwe, by rozluźnić atmosferę.
Xavier wsuwa palec wskazujący pod moją brodę i delikatnie ściska ją kciukiem, zmuszając mnie, żebym na niego spojrzała.
– Jesteś smutna. Dlaczego?
Zdumiewa mnie jego troska o moje dobre samopoczucie. Unoszę brwi. Przecież nie mogę opowiedzieć mu całej tragicznej historii swojego życia, nawet jeśli dostrzegam kryjącą się w jego spojrzeniu szczerość. Nie spodziewałam się po nim takiej reakcji, więc przez chwilę jestem wytrącona z równowagi i nie bardzo wiem, co odpowiedzieć.
– Ja… hmm…
Smutek nie pasuje do twojej twarzy, moja piękna – mówi, nie odwracając ode mnie wzroku. – Jestem ciekaw, czyja to sprawka.
Niczyja – szepczę, usiłując wyprzeć ze świadomości fakt, że jego delikatny dotyk przyprawił mnie o szybsze bicie serca.
Zdenerwowałaś się przez swojego chłopaka?
Powinnam teraz powiedzieć, że nie mam żadnego chłopaka, bo jestem pewna, że gdy tylko Jorge odkryje, że wyjechałam z miasta bez zamiaru powrotu, nie będzie chciał mnie znać. Technicznie rzecz biorąc, jestem singielką. Mam przeczucie, że właśnie to chce usłyszeć ode mnie Xavier. Po spędzeniu kilku godzin tak blisko siebie nigdy nie będę w stanie odeprzeć jego bezpośrednich zalotów bez wyrażenia ostatecznej zgody na seks, gdy tylko nasz samolot wyląduje. Jeśli dowie się, że jestem wolna, nigdy nie odpuści. Nie widzę potrzeby wymachiwać stekiem przed wygłodniałym lwem.
To nie przez niego. Nic mi nie jest.
Posyłam mu nieśmiały uśmiech z nadzieją, że przestanie drążyć, zanim pogubię się w kłamstwach o byciu zajętą.
– Nie do końca przekonuje mnie twój słaby uśmiech.
Zaciska usta w wąską kreskę, a ja spodziewam się, że w końcu mnie puści, ale nie robi tego. Jego palce dosłownie parzą mi skórę.
– Nie przeszkadza mi, że nie chcesz powiedzieć, co ci siedzi w głowie. Rozumiem to. Musisz jednak przestać się smucić do końca lotu, bo inaczej będę zmuszony znaleźć inne sposoby na to, żebyś zaczęła się uśmiechać, choćby tylko po to, by wkurzyć twojego chłopaka.
Sunie palcem po mojej szyi i obojczyku, zostawiając po sobie ognisty ślad. Rozchylam usta ze zdziwienia i nie mogę się powstrzymać przed zadaniem kolejnego pytania.
– Jakie sposoby?
Szlag by trafił moje głupie, ciekawskie myśli. To jedynie sprowokuje go do dalszych sprośności.
Xavier próbuje powstrzymać cisnący mu się na usta ciepły, cudowny uśmiech, ale kiepsko mu to idzie i już po chwili mnie nim oczarowuje.
Takie, o których twoja śliczna główka nawet nie marzyła.
Nachyla się w moją stronę, a ja zastygam w bezruchu, bo dłonią obejmuje mnie za szyję w bardzo intymnym geście. Jest tak blisko, że gdybym przysunęła twarz o tych kilka centymetrów, nasze usta spotkałyby się w pocałunku, który wstrząsnąłby w posadach całym moim światem.
– Zrobiłbym z tobą takie rzeczy, o których większość kobiet może tylko pomarzyć w trakcie czytania sprośnych romansów, i obiecuję, że kurewsko by ci się podobało.
Wpatruję się w niego kompletnie oniemiała. Łał.
Po prostu… Łał.
Nie wierzę, że to powiedział.
Xavier oblizuje pełne usta.
– Żadnych zobowiązań. Twój chłopak nigdy o niczym się nie dowie. – Przysuwa się i szepcze mi na ucho: – Chciałbym posmakować odrobiny ciebie.
Aż zapiera mi dech. Zamykam oczy. Myśl o tym, by pozwolić mu zrobić ze sobą, co tylko mu się podoba, jest bardzo kusząca. Tak bardzo, że przez chwilę na poważnie rozważam zgodzenie się na jego warunki. Nie co dzień trafia się szansa na prawdopodobnie najlepszy seks w życiu, a patrząc na Xaviera Colda, domyślam się, że jego łóżkowe umiejętności nie znają granic.
Seks z nim byłby idealnym przejawem buntu. Zaprzeczeniem wszystkiego, czym obecnie jest moje życie – wyobrażenia, od którego desperacko próbuję się odciąć.
Mam ochotę się zgodzić, i to wielką, ale bez względu na to, jak bardzo będę starała się uciec od wizerunku porządnej dziewczyny, zdaję sobie sprawę z tego, że przypadkowy seks z obcym mężczyzną nigdy nie będzie w moim stylu.
Otwieram oczy i patrzę prosto w jego jasnoniebieskie tęczówki. Biorę głęboki oddech i szepczę:
Nie, dzięki.
Zaczynam oddychać coraz ciężej. Z jakichś niewyjaśnionych powodów odrzucenie jego oferty jest dla mnie wyjątkowo trudne. Zupełnie jakby moje ciało zaprzeczało logice, coraz bardziej się podniecając, choć zdrowy rozsądek podpowiada, bym uciekała najdalej, jak to możliwe.
Xavier zasysa dolną wargę i powoli przeciąga ją między zębami.
– Chyba nie jesteś do końca przekonana co do swojej odmowy, piękna. Chcesz zmienić zdanie? Obiecuję nie zrobić ci krzywdy. Nie musisz się mnie obawiać.
– Ja… yyy…
Yyy” co? Nie ma się nad czym zastanawiać. Nie mam pojęcia, dlaczego mam taki kłopot z rzuceniem kategorycznego „nie” – takiego, po którym potraktuje moją odmowę na poważnie. Nawet ja uświadamiam sobie, że, pozwalając się dotykać i szeptać na ucho sprośne obietnice, wysyłam mu sprzeczne sygnały.
W rozpaczliwej próbie wydostania się z kłopotliwej sytuacji, na którą pozwalałam zdecydowanie zbyt długo, odpycham go nieco i odwracam się do brunetki w średnim wieku siedzącej po przeciwnej stronie przejścia.
– Ma pani może kartkę papieru?
Przytakuje i sięga pod fotel przed sobą, by wyciągnąć spod niego torebkę. Szpera w niej przez chwilę, po czym wyjmuje notes i wyrywa jedną stronę.
Nic innego nie mam.
Odwzajemniam jej uśmiech.
Dziękuję. Może być.
Odwracam się i ponownie skupiam uwagę na Xavierze, który przygląda mi się z mieszaniną rozbawienia i ciekawości.
Chcę jedynie twój autograf. Nic więcej.
Kładę kartkę na jego stoliku, ale on nie przestaje na mnie patrzeć.
To wszystko?
Tak – potwierdzam.
Poprawia kartkę, po czym zerka w moją stronę.
Zobaczymy.
Słowne gierki z Xavierem są wyczerpujące. Jak tak dalej pójdzie, przed końcem lotu będę chciała go albo zabić, albo przelecieć, a mój plan rozpoczęcia nowego życia nie uwzględnia żadnej z tych rzeczy.
Opieram głowę o zagłówek fotela i zamykam oczy z nadzieją, że uda mi się przespać resztę lotu. Ignorowanie siedzącego obok mnie niebezpiecznie seksownego mężczyzny to jedyny sposób, by powstrzymać moje ciało przed przystaniem na jego propozycję.

11 komentarzy:

  1. Oj juz mi sie pododha az chce czytać dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy rozdział i już skusiła by poczytać go do końca Dagmara Krajewska

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo wciągająca historia,dobrze się czyta z dużym zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra opowieść, którą świetnie się czyta i czeka się na więcej

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale długi spis :) może kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super że można takie fragmenty poczytac

    OdpowiedzUsuń
  7. Fragment mega wciągający chciałoby się więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już od samego początku książka wciąga bardzo :)

    OdpowiedzUsuń