piątek, 27 marca 2020

Wydawnictwo NieZwykłe książka pt.: "Złączeni nienawiścią" Cora Reilly - Rozdział 2





Rozdział drugi
Ślub Arii i Luki
Gianna

Ten ślub był farsą. Gdy tylko usiedliśmy przy stole, Aria odchyliła się, oddalając się od Luki i kurczowo chwyciła moją dłoń. Jej udręka była dostrzegalna. Bardzo starała się to ukryć, jednak dla mnie to było jasne jak słońce. Oczywiście wszyscy mieli to w dupie. Zmuszanie kobiet do ślubu stało się praktycznie standardem, a nieszczęście pewnikiem. Nikt nigdy nie pytał nas o to, czego pragnęłyśmy. Nikogo to nie obchodziło. Nawet pozostałych kobiet.
Właśnie wtedy złożyłam sobie obietnicę, której z determinacją zamierzałam dotrzymać: nie skończę w małżeństwie bez miłości. Nie obchodziło mnie, że to mój obowiązek ani że tak nakazywał honor; nic w tym zapomnianym przez Boga świecie nie mogło zmusić mnie do poślubienia kogoś z innego powodu niż miłość.
Matteo przez cały czas spoglądał na mnie przez stół, a ten wkurzający, zarozumiały, szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy. Bezustannie pożerał mnie wzrokiem. On sam nie wyglądał zbyt nędznie w jasnoszarej kamizelce, białej koszuli i eleganckich spodniach. Jakimś cudem jego wysoka, umięśniona sylwetka wyróżniała się z tłumu jeszcze bardziej, kiedy był tak wystrojony. Oczywiście prędzej odgryzłabym sobie język, niż przyznała przed kimkolwiek, że tolerowałam to, jak wyglądał Matteo; poza tym, jego osobowość pozostawiała wiele do życzenia.
Aria chwyciła moją schowaną pod stołem dłoń jeszcze mocniej, ponieważ Luca coś jej powiedział. Kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że Matteo ze mną flirtował. Nie zdawała sobie sprawy z niczego poza własną udręką.
Ścisnęłam jej rękę, ale wtedy otwarto parkiet i wkrótce zostałyśmy rozdzielone, ponieważ Luca poprowadził ją na ich pierwszy taniec jako młodej pary. Szybko wstałam, desperacko pragnąc wyślizgnąć się ku zatoce, gdzie mogłabym pobyć sama, lecz Matteo złapał mnie na krawędzi parkietu. Na twarzy miał ten sam zarozumiały, szeroki uśmiech. Czy ten bydlak musiał wyglądać tak dobrze?
Jego włosy specjalnie zostały rozczochrane, a oczy miał niesamowicie ciemne, niemal czarne. Nie dało się nie zwracać na niego uwagi. Rzecz jasna, zdawał sobie sprawę z tego, jak działał na większość kobiet i oczywiście oczekiwał, że ja też będę do niego wzdychała. Prędzej zamarzłoby piekło.
Skłonił się, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Zatańczysz ze mną? – zapytał.
Na widok jego szerokiego uśmiechu poczułam głupie motyle w brzuchu. Był bardziej wyluzowany niż większość mężczyzn z mafii, ale to prawdopodobnie tylko pozory. Może i opanował do perfekcji udawanie chłopaka z sąsiedztwa, lecz pod tą maską chował się drapieżca, czekający, by zaatakować. Nie zamierzałam zostać jego ofiarą.
Ojciec obserwował mnie ze swojego miejsca przy stole, więc nie miałam wyboru i musiałam skinąć głową w odpowiedzi na pytanie Matteo lub zaryzykować tym, że rodzic urządzi mi ogromną scenę. Co prawda mnie by to nie obeszło, jednak nie chciałam dodawać zmartwień Arii. Już i tak balansowała na skraju załamania nerwowego.
Matteo wziął mnie za rękę i położył dłoń płasko na moich plecach; ciepło jego skóry przesączyło się przez cienki materiał sukienki. Żołądek podszedł mi do gardła, ale zmusiłam się do przybrania maski znudzenia. Nienawidziłam tego, co działo się z moim ciałem w pobliżu Matteo. Gdyby nie zabraniano mi spotkań z innymi chłopakami, prawdopodobnie nie wywarłby na mnie wrażenia, lecz tak, jak w przypadku Arii, ten taniec był jedynym kontaktem fizycznym, jaki miałam z facetem spoza rodziny.
Spojrzałam na niego. Z bliska widziałam, że jego tęczówki były ciemnobrązowe, a ich zewnętrzny pierścień niemal czarny. Miał grube, czarne rzęsy, a na jego policzkach i brodzie zarysowywał się cień zarostu. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, więc odwróciłam głowę, skupiając się na gościach tańczących wokół nas. Wszyscy się śmiali, dobrze się bawiąc. Z zewnątrz wyglądało to jak wspaniała uczta. Idealnie przyozdobiony ogród posesji każdego mógłby łatwo zmylić. Było tak cholernie łatwo pozwolić owiewającej nas bryzie oceanu porwać rzeczywistość. Wyjątkowa atmosfera, jaką mógł zaoferować tylko dom w Hamptons, potrafiłaby przekonać każdego, że życie to bajka.
Jednak ja znałam prawdę.
Matteo przyciągnął mnie jeszcze bliżej, mocno przyciskając moje ciało do swojego. Czułam każdy centymetr jego mięśni oraz broni schowanych pod kamizelką. Wiłam się w jego ramionach, próbując zwiększyć dystans, chociaż część mnie pragnęła podnieść głowę, zbliżyć się do niego i pocałować go w usta. To z pewnością zostałoby skandalem tego wesela.
Ojciec wpadłby w szał, co prawie przekonało mnie do postąpienia w ten sposób. Dlaczego zmuszano dziewczyny do czekania z pierwszym pocałunkiem do ślubu? To niedorzeczne. Było mi żal Arii, której pierwszy pocałunek odbył się przy wszystkich gościach. Nie zamierzałam podzielić jej losu. Nie obchodziło mnie to, kogo musiałabym przekupić, żeby mnie pocałował.
Matteo schylił się, a na jego ustach zaigrał kpiarski uśmieszek.
– Wyglądasz pięknie, Gianna. Twoja wkurzona mina wspaniale komponuje się z tą sukienką.
Zanim udało mi się powstrzymać, wybuchłam śmiechem. Próbowałam zatuszować to kaszlem, ale, sądząc po jego twarzy, Matteo tego nie kupił. Cholera. Zmrużyłam oczy – na próżno. Postanowiłam ignorować go przez resztę naszego tańca, licząc na to, że moje ciało zrobi to samo, lecz wtedy ten bydlak zaczął przesuwać kciukiem po moich plecach, przez co wszystkie zakończenia nerwowe zdawały się ożywiać.
Chciałam go pocałować. Nie tylko po to, żeby dokuczyć ojcu i wszystkim innym mężczyznom z naszego świata, którzy nie dostrzegali niczego złego w trzymaniu kobiety na uwięzi. Pragnęłam go pocałować, ponieważ pachniał przesmacznie i właśnie dlatego musiałam się od niego szybko uwolnić.
Niestety, najwyraźniej postanowił doprowadzić mnie do szaleństwa, gdyż po naszym pierwszym wspólnym tańcu udało mu się skraść dwa kolejne i, ku mojemu absolutnemu poirytowaniu, moje ciało nie przestało reagować na jego bliskość. Prawdopodobnie o tym wiedział i dlatego w dalszym ciągu delikatnie głaskał mnie po plecach, ale nie mogłam poprosić go o to, żeby przestał, ponieważ w ten sposób przyznałabym się do tego, że mi to przeszkadzało, a poza tym, jakimś cudem, część mnie nie chciała, by przestawał.
Wybiła niemal północ, kiedy ludzie zaczęli krzyczeć, żeby Luca wziął do łóżka Arię. Nie udało jej się ukryć paniki. Gdy wstała i chwyciła wyciągniętą rękę męża, spojrzała mi szybko w oczy, lecz wtedy Luca już zaczął ją za sobą ciągnąć, a za nimi ruszył tłum wrzeszczących mężczyzn. Zalała mnie fala złości. Wstałam; postanowiłam za nią pójść i jej pomóc. Matka złapała mnie za nadgarstek, gwałtownie mnie zatrzymując.
– To nie twoja sprawa, Gianna. Siadaj. Aria zrobi to, co do niej należy i ty również powinnaś.
Zgromiłam ją wzrokiem. Czy nie powinna nas chronić? Zamiast tego obserwowała scenę bez cienia współczucia. Wyrwałam jej się, obrzydzona nią i wszystkimi wokół nas.
Ojciec stał obok Salvatore Vitiello, który krzyczał coś, co brzmiało jak:
– Chcemy zobaczyć krew na prześcieradle, Luca!
Prawie się na niego rzuciłam. Co za bydlak. Nowy Jork i jego chore tradycje. Pomimo ostrzegawczego spojrzenia ojca, odwróciłam się i ruszyłam za mężczyznami. Luca i Aria już prawie byli w domu i miałam problem z przedarciem się przez tłum, żeby do nich dotrzeć. Nie byłam nawet pewna, co bym zrobiła, gdybym znalazła się w pobliżu nich. Raczej nie mogłabym wciągnąć Arii do naszej sypialni i zamknąć drzwi. To by nikogo nie powstrzymało, a już na pewno nie jej męża. Ten facet był bestią.
Kilku z mężczyzn powiedziało do mnie coś sprośnego, ale ich zignorowałam, skupiając wzrok na blond włosach Arii. Już niemal dotarłam na przód tłumu, kiedy siostra zniknęła w sypialni, a Luca zamknął za nimi drzwi. Wstrzymałam oddech, czując ogarniającą mnie złość.
Wahałam się, czy powinnam wbiec do sypialni i skopać Luce dupę, czy uciec najdalej, jak mogłam – nie chciałam słuchać tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Większość mężczyzn zaczęła już wychodzić na zewnątrz, żeby wrócić do picia. Zostało tylko kilkoro młodszych członków mafii z Nowego Jorku oraz Matteo, który stał przed drzwiami i krzykiem dawał bratu ohydne wskazówki. Wycofałam się, wiedząc, że nie mogę w żaden sposób pomóc Arii, nienawidząc tego faktu bardziej niż czegokolwiek innego. W przeszłości siostra tak często chroniła mnie przed ojcem, a teraz, kiedy to ona potrzebowała ochrony, nie mogłam jej pomóc.
Zamiast wracać na imprezę, postanowiłam pójść do swojego pokoju. Nie byłam w nastroju, żeby znowu stawać twarzą w twarz z rodzicami. Z ojcem pewnie bym się pokłóciła, a naprawdę nie chciałam mieć też tego na głowie. Zanim zdążyłam ruszyć w dół korytarza do sypialni, drogę zaszło mi dwóch chłopaków. Nie znałam ich. Byli niewiele starsi ode mnie, mogli mieć po osiemnaście lat. Jeden z nich nadal miał dziecięcy tłuszczyk i trądzik. Drugi był wyższy i wyglądał bardziej niebezpiecznie.
Próbowałam ich wyminąć, ale ten wyższy zaszedł mi drogę.
– Spadajcie – powiedziałam, wpatrując się gniewnie w tych dwóch idiotów.
– Nie psuj zabawy, Ruda. Zastanawiam się, czy tam też jesteś ruda. – Wskazał na moje podbrzusze.
Moje usta wykrzywił grymas obrzydzenia. Słyszałam to już milion razy.
Chłopak z trądzikiem prychnął z rozbawieniem.
– Moglibyśmy spróbować się tego dowiedzieć.
Nagle zjawił się Matteo. Wyższego chwycił za szyję i przyłożył mu do krocza ostry, długi nóż.
– Albo – powiedział dziwnie spokojnym głosem – moglibyśmy sprawdzić, jak długo będziesz wykrwawiał się na śmierć, kiedy utnę ci fiuta. Co ty na to?
Wykorzystałam okazję i uderzyłam tego z trądzikiem kolanem w jaja, przez co krzyknął i uklęknął. Pewnie nie powinno mi się to tak bardzo podobać.
Matteo uniósł ciemne brwi, wpatrując się we mnie.
– Tego też chcesz kopnąć?
Nie musiał pytać dwa razy. Po prostu uderzyłam drugiego gościa, jego również posyłając na kolana. Obaj spojrzeli na Matteo szeroko otwartymi ze strachu oczami, kompletnie mnie ignorując.
– Spierdalać, zanim postanowię popodrzynać wam gardła – powiedział Vitiello.
Wstali niezgrabnie i uciekli, przypominając psy z podkulonymi ogonami.
– Znasz ich? – zapytałam.
Schował nóż. Nie wydawał się tak pijany, na jakiego wyglądał na imprezie. Może robił to tylko na pokaz. Rozejrzałam się szybko, zdając sobie sprawę z tego, że w tej części domu zostaliśmy tylko my. Serce zabiło mi szybciej i żołądek mi się przewrócił – to naprawdę nie był dobry pomysł.
– To dzieci dwóch naszych żołnierzy. Nawet jeszcze nie są w mafii.
Wcielenie ich do mafii pewnie nie zrobiłoby z nich milszych ludzi.
– Sama bym sobie z nimi poradziła – stwierdziłam.
Znowu przesunął wzrokiem po moim ciele.
– Wiem – przyznał.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam i zupełnie nie miałam pojęcia, czy sobie ze mnie żartował, czy nie.
– To zabawne, że potrafisz w jednej sekundzie zachowywać się jak rycerz w lśniącej zbroi, a w następnej zachęcasz brata do tego, żeby wykorzystał moją siostrę.
– Uwierz mi, Luca nie potrzebuje zachęty.
– Jesteś obrzydliwy. To wszystko jest obrzydliwe. – Odwróciłam się i ruszyłam w drugą stronę, ale wyprzedził mnie i zagrodził mi drogę, kładąc rękę na ścianie.
– Twojej siostrze nic nie będzie. Luca nie jest okrutny wobec kobiet – zapewnił.
– I to ma mnie niby uspokoić?
Matteo wzruszył ramionami.
– Znam swojego brata. Arii nic się nie stanie.
Przyjrzałam mu się. Zdawało się, że mówił poważnie. Chciałam mu uwierzyć, lecz z tego, co do tej pory widziałam, Luce było daleko do miana dobrego człowieka. Był brutalny, okrutny i oziębły, a ja nie miałam pewności, czy definicja bycia okrutnym wobec kobiet znana przez Matteo pasowała do mojej.
– Cholernie bardzo chciałbym cię teraz pocałować – oznajmił surowym głosem, napędzając mi strachu.
Otworzyłam szerzej oczy. Nie ruszył się, po prostu stał przede mną z ręką położoną na ścianie, wbijając we mnie wzrok. Nie byliśmy zaręczeni, dzięki Bogu, więc odzywanie się do mnie w ten sposób było bardziej niż nie na miejscu. Ojciec by oszalał, gdyby to usłyszał. Powinnam być zdenerwowana, co najmniej zawstydzona jego słowami, ale zamiast tego zastanawiałam się, jakie to by było uczucie kogoś pocałować, jakie to by było uczucie pocałować właśnie jego. Wszystkie dziewczyny z mojej klasy już się całowały i robiły o wiele więcej. Tylko Aria, inne nastolatki z rodzin należących do mafii i ja byłyśmy chronione przed światem zewnętrznym, chodząc wszędzie w towarzystwie ochroniarzy. Jak by to było pocałować kogoś, kogo nie powinnam całować? Zrobić coś, czego nie zrobiłaby dobra dziewczyna?
– To dlaczego tego nie zrobisz? – Usłyszałam siebie. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka, ale ją zignorowałam.
To był mój wybór. Gdybyśmy nie byli, kim jesteśmy, gdybyśmy nie przyszli na świat w tym popapranym świecie, gdyby Matteo nie należał do mafii i nie był zabójcą, może wtedy mogłabym się w nim zakochać. Gdybyśmy spotkali się jako dwoje normalnych ludzi, wtedy mogłoby nas coś połączyć.
Przysunął się do mnie. Z jakiegoś powodu cofnęłam się, wpadając na ścianę, lecz podążył za mną i wkrótce zostałam uwięziona między zimnym kamieniem a jego ciałem.
– Ponieważ w naszym świecie istnieją pewne zasady i złamanie ich ma swoje konsekwencje.
– Nie wyglądasz, jakbyś lubił zasady. – Nie byłam pewna, czemu go tak podpuszczałam. Nie zależało mi na jego uwadze. Chciałam wydostać się z tego popieprzonego świata i żyć z dala od tych popieprzonych ludzi. Angażowanie się w cokolwiek z kimś jego pokroju sprawiłoby, że stałoby się to niemożliwe.
Posłał mi mroczny uśmiech.
– Bo nie lubię. – Wyciągnął dłonie, muskając moją twarz i powoli przeczesał nimi moje włosy. Zadrżałam, czując ten delikatny dotyk. Nawet nie lubiłam Matteo, prawda? Był wkurzający i arogancki, i nigdy nie wiedział, kiedy się zamknąć.
Jest taki sam jak ty.
Moje ciało pragnęło więcej. Chwyciłam jego kamizelkę i zmięłam delikatny materiał.
– Ja też nie. Nie chcę, żeby mój pierwszy pocałunek był z moim mężem.
Matteo zaśmiał się cicho. Znajdował się tak blisko, że bardziej to poczułam, niż usłyszałam.
– To zły pomysł – wymruczał. Nasze wargi dzielił centymetr, a jego oczy były mroczne i pozbawione figlarności, jaką można było w nich zazwyczaj zauważyć.
Moje wnętrzności zapłonęły pożądaniem.
– Nie obchodzi mnie to.
I wtedy mnie pocałował, na początku delikatnie, jakby nie był pewien, czy mówię poważnie. Pociągnęłam za jego kamizelkę, chcąc, żeby przestał być ostrożny, i wtedy przygniótł mnie swoim ciałem, wsuwając język między moje wargi, splatając go z moim, nie dając mi czasu na myślenie o tym, co robię. Smakował whiskey i czymś słodszym; przypominało to najsłodszą czekoladkę z alkoholem, jaką mogłam sobie wyobrazić. Emanował ciepłem oraz siłą. Dłoń trzymał na moim karku. Przez jego usta czułam palące pożądanie.
Boże, nic dziwnego, że ojciec nie chciał, żebyśmy przebywały w pobliżu mężczyzn. Wiedząc już, jak przyjemne było całowanie, nigdy nie chciałam przestać tego robić.
Usłyszałam, jak ktoś gwałtownie wciąga powietrze, a wtedy Matteo i ja rozdzieliliśmy się. Nadal zamroczona spojrzałam na swoją siostrę, Lily, która zamarła w połowie korytarza. Pewnie spotkała nas, wracając do pokoju. Miała szeroko otwarte oczy.
– Przepraszam! – wypaliła i niepewnie zrobiła kilka kroków w naszym kierunku. – Czy to oznacza, że weźmiecie ślub?
– Nie. Nie zamierzam brać z nim ślubu. To nic nie znaczy – prychnęłam.
Matteo zerknął na mnie i prawie poczułam się źle z tym, co powiedziałam, lecz to prawda. Nie zamierzałam poślubiać członka mafii, bez względu na to, jak dobrze potrafił się całować, ani czy umiał mnie rozśmieszać. Mężczyźni z naszego świata byli mordercami i dręczycielami. Nie byli dobrymi, czy nawet przyzwoitymi ludźmi. Byli źli, zepsuci do szpiku kości. Nic nie mogło tego zmienić. Może czasami udawało im się naśladować normalnych chłopaków – co Matteo opanował do perfekcji – ale ostatecznie była to tylko maska.
Vitiello odwrócił się do Lily.
– Nie mów nikomu o tym, co widziałaś, okej?
Odsunęłam się od niego, chcąc wprowadzić między nas nieco wolnej przestrzeni. Jak mogłam pozwolić mu się pocałować? Może miałam szczęście i był bardziej upity, niż się zdawało. Może następnego ranka niczego nie będzie pamiętał.
– Okej – obiecała, uśmiechając się nieśmiało.
Matteo posłał mi znaczące spojrzenie, po czym minął Lily i skręcił za rogiem. Gdy tylko zniknął z pola widzenia, siostra podbiegła do mnie.
– Całowałaś się z nim!
– Ćśśś – powiedziałam, kiedy szłyśmy korytarzem.
– Mogę dzisiaj spać u ciebie w pokoju? Powiedziałam matce, że mogę.
– Tak, pewnie – zgodziłam się.
– Jak było? – zapytała szeptem. – Mam na myśli pocałunek.
Z początku zamierzałam skłamać, ale postanowiłam wyznać jej prawdę.
– Wspaniale.
Zachichotała i weszła za mną do pokoju.
– Więc zamierzasz się z nim jeszcze całować?
Chciałam, lecz to byłby okropny pomysł. Wolałam nie dawać mu nadziei.
– Nie. Już nigdy nie zamierzam całować się z Matteo.
Powinnam wiedzieć, że na tym się nie skończy.

***

Następnego dnia, na kilka godzin przed tym, jak moja rodzina miała wyruszyć do Chicago, Matteo złapał mnie samą przed moim pokojem. Nie próbował mnie pocałować, choć stanął bardzo blisko. Byłoby łatwo pokonać dzielący nas dystans, złapać go za koszulę i przyciągnąć do siebie. Zamiast tego znowu stałam się powściągliwa i spiorunowałam go wzrokiem.
– Czego chcesz? – burknęłam, a on mlasnął z niezadowoleniem.
– Poprzedniej nocy, kiedy byliśmy sami, nie traktowałaś mnie tak ozięble.
– Miałam nadzieję, że będziesz zbyt pijany, żeby pamiętać.
– Przykro mi, ale nie. – Na widok tego aroganckiego uśmiechu miałam ochotę skręcić mu kark albo go pocałować, jeszcze nie wybrałam. Opcja numer jeden była lepsza, bez wątpienia.
– To był jednorazowy wyskok. To nic nie znaczyło. Nadal cię nie lubię. Zrobiłam to tylko dlatego, że miałam ochotę zrobić coś zakazanego.
Jego mroczny wzrok spoczął na moich ustach, a następnie przesunął się niżej.
– Jest pełno zakazanych rzeczy, jakie moglibyśmy zrobić – wymruczał, stawiając krok w moją stronę; stał teraz zbyt blisko, tak blisko, że owiewał mnie jego zapach.
– Nie, dzięki.
Zakołysał się na piętach, uśmiechając się jeszcze szerzej.
– Dlaczego nie? Nie jesteś już taka odważna, co? Skoro masz już dosyć zakazanych rzeczy, mogę poprosić twojego ojca o twoją rękę – zaproponował.
Jasne – odparłam sarkastycznie. – Nigdy cię nie poślubię, to ci mogę obiecać. A teraz, kiedy Aria została uwięziona w Nowym Jorku, ojciec i tak by mnie tu nie odesłał.
Matteo wzruszył ramionami.
– Skoro tak mówisz.
Jego nadmierna pewność siebie sprawiła, że coś we mnie pękło. Dźgnęłam go palcem w klatkę piersiową.
– Myślisz, że nie można ci się oprzeć, co? To nieprawda. Ty, Luca i wszyscy pozostali faceci z pieprzonej mafii myślicie, że jesteście tacy świetni. Powiem ci jedno: gdybyście nie byli zajebiście bogaci i nie nosili wszędzie pieprzonych broni, nie bylibyście lepsi od nikogo.
– Nadal byłbym przystojny i nadal mógłbym gołymi rękami zabić większość tych cieniasów. A ty, Gianna? Kim byś była bez opieki rodziny i pieniędzy ojca?
Zrobiłam głęboki wdech. Tak, kim bym była bez tego wszystkiego? Nikim. Nigdy nie musiałam niczego robić sama. Chociaż nie dlatego, że nie chciałam. Po prostu mi na to nie pozwalano.
– Byłabym wolna.
Matteo się zaśmiał.
– Nigdy nie będziesz wolna. Nikt z nas nie jest. Wszyscy żyjemy w klatkach stworzonych z reguł wyznaczanych przez nasz świat.
Dlatego chcę uciec.
– Może. Ale małżeństwo z tobą nigdy nie zostanie moją klatką. – Odeszłam wyprostowana, nie dając mu kolejnej szansy na odgryzienie się.

11 komentarzy: