wtorek, 25 lutego 2020

Wydawnictwo NieZwykłe Książka pt.: "Offside. Siostry Barker. Tom 1" - ROZDZIAŁ 2





Rozdział 2

A czy Logan Forest kiedykolwiek się ożenił?
Billie nałożyła sobie hojną porcję brokułów, po czym podała miskę siostrze. Unikała wzroku Bobbi, a zamiast tego dolała sobie wina i uniosła kieliszek niby w toaście do dziadka.
Herschel Barker, wciąż w białym kombinezonie i z wyraźnymi śladami brudu na ubraniu po pracy na zewnątrz, również uniósł lampkę, po czym wypił merlota duszkiem, jakby osuszał kufel piwa. Billie uśmiechnęła się szerzej, odstawiając kieliszek. Barkerom nie było dane być ludźmi z klasą – ponownie skierowała wzrok na siostrę – bez względu na to, jak bardzo Bobbi próbowała to zmienić. Biorąc pod uwagę, że trzem siostrom dodano identyczny człon do imienia: Bobbi-Jo, Betty-Jo i oczywiście Billie-Jo, cóż… można powiedzieć, że od urodzenia miały pod górkę.
Siostra Billie bawiła się wędzonym łososiem na swoim talerzu. Jej idealnie ścięte na boba włosy zawirowały przy podbródku, gdy powoli, grzecznie i dokładnie przeżuwała. Billie nie miała pojęcia, kiedy siostra przeszła przemianę z łobuziary w skostniałą tradycjonalistkę, ale była pewna, że ta zmiana jej się nie podobała. Przy jej ostatniej wizycie w domu Bobbi nie była aż taka sztywna.
Teraz umawiała się z Geraldem Dooleyem, najnudniejszym, najbardziej pedantycznym mężczyzną na ziemi. Jasne, był przystojny i miał kasy jak lodu, ale… uch, w ogóle nie pasował do Bobbi. Miał taki styl ubierania, jaki sam był, czyli nudny, a chodził tak prosto i tak nienagannie trzymał plecy, że Billie była pewna, że miał coś długiego i twardego w…
Logan Forest? – zapytała powoli Bobbi, jakby imię pozostawiło niesmak. – Myślałam, że to Betty za nim latała.
Billie nie odpowiedziała, ponieważ wspomnienie o siostrze wystarczyło, by skurczył jej się żołądek.
Bobbi uniosła profesjonalnie wywoskowane brwi i przeniosła wzrok na Geralda, który przyglądał się właśnie Billie, jakby była przybyszem z innej planety.
Logan Forest nigdy się nie ożeni. Tacy jak on nie biorą ślubu. Za bardzo lubią wolność. – Bobbi urwała, tak mocno mrużąc przy tym oczy, że piwne tęczówki zniknęły jej pod powiekami. – Dlaczego mamy o nim rozmawiać, kiedy możemy dyskutować o twoim postrzelonym pomyśle, żeby grać w męskiej lidze?
Billie odsunęła talerz, mając świadomość, że nawet dziadek jej się teraz przyglądał. Herschel włożył czapkę z daszkiem, wziął butelkę wina i rozsiadł się, jakby miał oglądać pokaz sztucznych ogni. Nie ma to jak dobra sprzeczka w rodzinie Barkerów, do których dochodziło zawsze, gdy w domu przebywała więcej niż jedna z trojaczek.
Tylko że Billie lekko bolała głowa, więc nie miała w tej chwili ochoty na awanturę z siostrą, a przynajmniej nie wtedy, gdy Gerald Dooley patrzył na nią jak na idiotkę.
To nic takiego, Bobbi. To tylko hokej.
Siostra prychnęła – naprawdę prychnęła – po czym upiła łyk wina i spojrzała na swojego chłopaka, jakby pytała go wzrokiem, czy też to słyszał.
Śmiem się nie zgodzić. – Bobbi pokręciła głową. – Dziś u fryzjera mówiono tylko o tym. Musiałam nawet zbesztać dziewczynę myjącą mi włosy i to dwa razy, ponieważ tak była zajęta paplaniem o tobie, że nie zauważyła, że szampon wpadł mi do oka.
Ciężko mi w to uwierzyć – odparła Billie.
Cóż, uwierz. Byłaś w Talbot Sports o dziewiątej, a do południa połowa New Waterford już wrzała. – Siostra się nachyliła. – Nie masz już piętnastu lat, Billie. Kobiety nie grają w męskiego hokeja. To jest takie… Boże, złe i do tego głupie.
Surowa ocena siostry bardzo zraniła Billie. Była pewna, że Bobbi zrozumie jej pragnienie, pasję i potrzebę, żeby grać. Hokej był dla niej ważny, był czymś, co sprawiało, że czuła, że żyje. Dryfowała bez kotwicy, odkąd wyrzucono ją z drużyny i wysłano do domu.
Stała się uszkodzonym towarem. Nieużytecznym. Pozbawionym szans na sukces. Niepotrzebnym.
Bobbi ma rację – wtrącił Gerald. – Poza tym gdzie będziesz brała prysznic?
Obie siostry spojrzały na mężczyznę i posłały mu „to” spojrzenie, przez które odchrząknął i niemrawo się uśmiechnął.
Żartowałem. – Zaczął się wycofywać. Oczywiście, że nie brałaby prysznica z mężczyznami… to niestosowne.
Ty tak na poważnie? – prychnęła Billie. Ten gość naprawdę był prawnikiem?
W mojej opinii – podjął kolejną próbę Gerald Dooley – lepiej spożytkowałabyś czas, szukając pracy. – Posłał jej znaczące spojrzenie. – Może uda mi się coś ci znaleźć w kancelarii, możliwe, że niedługo będą kogoś szukali.
W mojej opinii… Gerry – powiedziała słodko Billie – to, czy pracuję, i co robię ze swoim życiem, nie jest twoją sprawą.
Poza tym miała trochę odłożonych pieniędzy. Jasne, nie utrzyma się z nich do końca życia, niemniej jej agent włożył dużo wysiłku w to, żeby załatwić jej sporo wystąpień w reklamach, więc wystarczy jej środków, dopóki nie zdecyduje, czym chce się zająć.
Opcji było tak naprawdę wiele, z tym że żadna obecnie nie wydawała się interesująca.
Nie musisz być taka chamska, Billie. – Bobbi wyraźnie się wściekła. Zarzuciła swoimi gęstymi włosami z takim rozmachem, że idealnie wyprostowane pasma opadły na jej kremową skórę niczym jedwabna kurtyna. Palcami zakończonymi szkarłatnymi paznokciami tak mocno objęła nóżkę kieliszka, że knykcie jej pobielały.
Dobrze. Billie wolała wkurzoną wersję siostry niż tę sztywną żonę ze Stepford, którą zastała, gdy wróciła do domu. A Bobbi jeszcze nawet nie wyszła za mąż – Billie spiorunowała Geralda wzrokiem – jeszcze.
Billie odsunęła się z krzesłem i wzięła kieliszek wina.
Nie mam na to teraz ochoty.
Śmiało. Zwiej jak zawsze. – Idealna postawa siostry zaczynała się kruszyć. Uniosła odrobinę głos i rzuciła serwetkę na talerz.
Spokojnie, dziewczyny – odezwał się Gerald.
Cicho – syknęła Bobbi, po czym spojrzała wilkiem na siostrę.
Gerald uniósł brwi, jednak zamilkł. Słabeusz.
Zwiać? Co to ma znaczyć? – Billie wstała. Jak, u licha, normalna rodzinna kolacja przerodziła się w taki bałagan i to w pięć minut? Na pewno pobiły jakiś rekord.
No błagam – powiedziała Bobbi. – Uciekałaś stąd, odkąd pamiętam. Od dnia, w którym pierwszy raz włożyłaś łyżwy na nogi.
Uważaj, Bobbi. Zaczyna przez ciebie przemawiać, o, no nie wiem… odrobina zazdrości.
Zazdrości? Tobie niby zazdroszczę?! – Siostra znów prychnęła i teraz ona również podniosła się z krzesła. Stanęły twarzą w twarz, niemal identyczne, a jednak jeszcze nigdy tak wiele ich nie dzieliło. Billie starała się stłumić narastającą w niej urazę. Skąd się wziął ten gniew? Bobbi nigdy nie zachowywała się tak protekcjonalnie ani wrednie.
Jasne, bywała prawdziwą suką, ale nigdy nie udawała takiej świętoszki. Dłonie mrowiły Billie, gdy odstawiła kieliszek i wyprostowała plecy. Nadszedł czas, by zrzucić siostrę z tego piedestału, na którym się postawiła, jednak dziadek by jej nie darował, gdyby potłukła zastawę zmarłej babci.
Bobbi, nie chcę ci tego wytykać, ale twoja skóra robi się zielona, tylko nie jest to ładny odcień szmaragdu czy czegoś równie urokliwego. – Billie przymierzała się do śmiercionośnego ciosu. – Przypomina bardziej wymiociny… wiesz ten, kolor zwany zazdrością.
Bobbi posiniała z gniewu. Gdyby była smokiem, z jej uszu dobywałby się, niszczący wszystko w swoim zasięgu, dym.
Chyba sobie żartujesz. – Bobbi obeszła stół. Dopasowana czarna, koszula naciągnęła się jej na klatce piersiowej, gdy głośno nabierała powietrza, aż materiał lekko rozchodził się między guzikami. – Dlaczego miałabym ci zazdrościć? – Głos siostry zrobił się bardziej piskliwy. – Jestem oczywiście z ciebie dumna. Brałaś udział w igrzyskach olimpijskich…
Dwóch igrzyskach – Herschel dodał i uniósł dwa palce. Powoli nimi pomachał, po czym oparł łokcie na stole. – Dwóch – zaznaczył jeszcze raz, puszczając oko.
Wszystko jedno, dziadku. – Bobbi nie dawała się powstrzymać. – Chodzi mi o to, że masz swoje sukcesy na koncie, Billie, ale to było dawno temu, a teraz przyszedł czas, by spoważnieć. Miałaś swoją radochę i szczerze…
Tak. – Serce Billie znów biło szybko i czuła nie takie znów lekkie zawroty głowy. Żołądek ściśnięty w węzeł mocniej się skurczył. – Jak najbardziej bądźmy szczerzy, kontynuuj.
Bobbi znów uniosła brwi w taki sposób, że Billie zacisnęła zęby.
Dobra. Będę brutalnie szczera.
Zapadła cisza, gdy wszyscy skupili się na Bobbi. Ona z kolei zerknęła na Geralda, jakby potrzebowała zgody na zabranie głosu, przez co Billie zrobiło się tak niedobrze, że niemal czuła, że się dławi. Kiedy Dooley kiwnął głową, jakkolwiek nieznacznie, Billie zacisnęła dłonie w pięści i krzyknęła. Dlaczego tu jesteś? Coś ty zrobił mojej siostrze?
Żadne słowa jednak się z niej nie wydobyły.
Jak już mówiłam, wyszalałaś się, więc nadszedł czas, byś wydoroślała. Mam już dość bycia jedyną odpowiedzialną z trojaczek Barker. Mam dość tego, że Betty co kilka miesięcy gdzieś wybywa i nigdy nie wiadomo, kiedy wróci. Gdy księżniczka zaszczyci nas swoją obecnością, śpi całymi dniami, a nocami imprezuje. Jest jak cholerny wampir. Jeśli chce się wyprowadzić… to niech już się wyniesie.
Billie otworzyła usta, ale siostra nie dała jej dojść do słowa.
Bobbi wyrzuciła ręce w powietrze.
I nie waż się powiedzieć, że przez całe czas pracuje jako modelka. Nie wydaje mi się, by przez ostatnie pół roku chociaż raz miała płatną robotę. Obie wiemy, że jej nos nie jest czysty.
Serce Billie mocniej się ścisnęło, głównie dlatego, że siostra mówiła prawdę.
Jestem wściekła, że przez lata miałam nieobecnego ojca, ponieważ zawsze gdzieś z tobą jeździł. – Znów wyrzuciła ręce przed siebie. – Do Kanady na turniej hokeja. Później na kolejny do Waszyngtonu. – Głos Bobbi robił się zachrypnięty. – Hej, polećmy do Timbuktu, a przy okazji przepuśćmy kasę na studia na głupie marzenie, z którego została ci tylko zmarnowana szansa na dobre wykształcenie, urwana kariera w Europie i ciało, któremu nie możesz zaufać.
Do oczu Billie napłynęły łzy, którym nie zamierzała pozwolić wypłynąć.
Bliźniaczki! – Wszyscy spojrzeli na dziadka. – Dość tego!
Gerald wydawał się nieco zmieszany, ale Billie nie zamierzała wyjaśniać mu teraz, że dziadek zawsze nazywał je bliźniaczkami, mimo że były de facto trojaczkami. Zdarzało się, że przez kilka tygodni nie zwracał się do nich po imieniu, tylko wołał: „bliźniaczko” albo „bliźniaczki”, w zależności od tego, do ilu wnuczek kierował swoje słowa.
Billie wbiła wzrok w siostrę, zupełnie pokonana.
Co ci się stało? – zapytała szeptem. W Bobbi nie było nic miłego, zachęcającego. Billie czuła się, jakby patrzyła w lustro, w którym widziała siebie po utracie wszystkich uczuć, które czyniły ją człowiekiem. – Byłaś zabawna, przyjazna i… prawdziwa. – Z trudem przełknęła ślinę. – Byłaś ostrą laską. Nosiłaś skórę, jeansy i przesadny makijaż. – Billie pokręciła głową, próbując zrozumieć. – Teraz jesteś jak porcelanowa lalka, masz manicure, nosisz dopasowaną spódnicę i – spojrzała na Geralda – trzyrzędową garsonkę.
Przez chwilę Bobbi wpatrywała się w nią surowo. Oczy jej błyszczały.
Życie się stało, Billie. Choroba taty się stała. Dom i wiążące się z nim rachunki się stały. To mi się stało. Podczas gdy Betty reklamowała bieliznę i bikini, a ty spełniałaś w Europie swoje marzenie, ja byłam tutaj, opiekowałam się tatą i dziadkiem. – Urwała. – A w międzyczasie chodziłam do szkoły wieczorowej.
Nie miałam pojęcia, że tak zgorzkniałaś.
Nie chodzi o zgorzknienie. – Bobbi wydawała się rozdrażniona. – Nie rozumiesz. W życiu większości normalnych ludzi nie chodzi o spełnianie marzeń. Chodzi o zwykłą pracę, która daje pieniądze, żeby mieć co postawić na stole i za co opłacić rachunki. Chodzi o stąpanie twardo po ziemi. Nie każdy pragnie sięgnąć gwiazd, bez względu na to, co mówił ci tata. Ja nie. Moje gwiazdy są tutaj. W tym domu. W tym miasteczku, z którego nigdy nie wyjadę.
Nie z mojej winy zostałaś. – Billie ciężko oddychała.
Ktoś musiał zostać – odcięła się Bobbi. – Więc padło na mnie. Jako jedyna zachowałam się odpowiedzialnie i do szału doprowadza mnie, że rozczulasz się nad sobą z powodu głupiego hokeja. Wydawało ci się, że zawsze będziesz grać? – Kobieta z obrzydzeniem pokręciła głową. – Masz dwadzieścia pięć lat i nie ukończyłaś studiów, ponieważ rzuciłaś je, by przeprowadzić się do Europy i gonić za karierą. Poszłaś ścieżką wiodącą do pieniędzy, która w pewnym momencie się skończyła i z której wyleciałaś prosto w krzaki, gdy tylko trzepnęłaś głową w te bandy.
Billie była tak oszołomiona, że ledwo formułowała słowa.
Myślisz, że grałam dla pieniędzy? – Czy siostra naprawdę nie rozumiała, co było dla niej motorem napędowym?
Tak. Pieniądze i chwała idą ze sobą w parze, a ty się w nich pławiłaś, dopóki mogłaś. Tak samo Betty. Obie zawsze byłyście w centrum uwagi i nie myślałyście o tym, jak to będzie, kiedy to minie. Teraz wróciłaś do domu z niczym, czym mogłabyś wynagrodzić rodzinie lata poświęceń.
Nie rozpłacz się. Nie waż się rozpłakać.
Słowa brzmiały w głowie Billie niczym mantra. Powtarzała je raz za razem. Kiedy to nie pomogło, skupiła się na idealnie wyprostowanej i wycieniowanej grzywce swojej siostry.
Oddychaj. Nie płacz.
Może uraz głowy wyrządził więcej szkód, niż ocenili to lekarze. Zrozum, nie jestem o ciebie zazdrosna, Billie-Jo. Żal mi ciebie.
Te słowa niemal ścięły ją z nóg, ale Billie trzymała się, aż ryk w jej głowie ustał i czuła się wyzuta z wszelkich emocji, zupełnie jak podczas kary w ważnym meczu. Starała się wtedy sprawić, że wszystko znikało, dzięki czemu mogła się skupić na grze, tylko że tym razem, zamiast oddania strzału w kierunku bramki, próbowała ustać na nogach.
Przez długą chwilę przepaść między nimi wypełniała tylko cisza. Przepaść ogromną – szeroką i głęboką – niemal nie do pokonania.
Dziadek odchrząknął, patrząc na nią życzliwie – może nawet z odrobiną smutku – swoimi wyblakłymi, niebieskimi oczami, przez co Billie musiała odwrócić wzrok, żeby nie zalać się łzami. Nie było mowy, by dała siostrze taką satysfakcję.
Billie powoli wypuściła powietrze i sięgnęła po kieliszek. Dziadek podał jej opróżnioną do połowy butelkę, którą wzięła bez wahania, mimo że dzisiejszego bólu nie ukoiłaby nawet skrzynka wina.
No cóż. Nie mam pojęcia, jak rozmowa o męskim hokeju przerodziła się w dyskusję na temat mojego smutnego życia, ale dziękuję za… szczerość, Bobbi. – Przełknęła ślinę. – Bardzo ją doceniam. – Billie odsunęła się o krok od stołu. – O, i Gerry?
Stojący od pięciu minut przy wyjściu Gerald Dooley, niepewny, czy ma uciec od szaleństwa Barkerów, czy jeszcze chwilę zostać, spojrzał na nią odrobinę znerwicowany.
Masz rozpięty rozporek i choć dobrze wiedzieć, że dobrałeś bokserki pod kolor koszuli, wolałabym ich nie widzieć.
Billie zatrzymała się przy dziadku i lekko pocałowała go w policzek. Złapał ją powykręcaną, ogorzałą od słońca i wieku dłonią za nadgarstek.
Nie jest jej łatwo z waszym tatą. Bobbi nie chciała tego powiedzieć.
Kłamczuch – szepnęła.
Billie odsunęła się, choć bolało ją serce.
Posiedzę przy tacie. – Spojrzała ponuro na siostrę, która obserwowała ją spod opuszczonych powiek i miała na tyle przyzwoitości, by nieznacznie okazać skrępowanie. – Mam nadzieję, że krzyki go nie zdenerwowały.
Mniej niż minutę później Billie weszła do zaciemnionej głównej sypialni znajdującej się na końcu korytarza na górze. Krucha postać przy oknie niemal złamała jej serce i przez chwilę w milczeniu obserwowała, jak mężczyzna czyta gazetę w miękkim świetle lampy stojącej na biurku.
Wydawało się, że skurczył się jeszcze bardziej od wczoraj, jeśli było to w ogóle możliwe. Billie pamiętała mierzącego prawie metr dziewięćdziesiąt mężczyznę jako dużego i krzepkiego – o szerokich ramionach, który nie szczędził jej przytulania. Miał wystarczająco pewności siebie, by samodzielnie wychować trzy córki i był na tyle surowy, by zrobić to na własnych warunkach. Był przy niej zawsze, kiedy tego potrzebowała.
Pierwszy raz w życiu zastanowiła się, czy naprawdę skradła większość jego czasu. I miłości.
Pokręciła głową. To niemożliwe, prawda?
W tym momencie przestał czytać, zerknął na nią, a gdy światło zagrało na jego ostrych rysach, serce skurczyło jej się w piersi. Kiedy się tak postarzał?
Smutek, który czuła, jeszcze się podwoił, przez co ból stał się niemal nie do zniesienia. Miała wrażenie, jakby zacisnęła się na niej mocna pięść, niczym z kamienia, i jej nie puszczała.
Czy to ty, Chantal? – Uśmiechnął się i ruszył dłonią. Miał chude palce, sama skóra i kości. – Zbliż się, kochanie, nie widzę cię.
Pokręciła głową.
To ja, tato… Billie.
Przechylił głowę na bok i dostrzegła na jego twarzy zmieszanie, jakby jej nie usłyszał.
Chantal, kiedy urosły ci włosy? – Zmarszczył brwi, jakby zbierał myśli. – Nieważnie, to bez znaczenia. Przeglądam oferty. Przyda nam się większy dom, kiedy dzieci się urodzą.
Jej serce pękło jeszcze bardziej.
Mężczyzna mocniej zmarszczył brwi, a jego słowa podszyła niepewność:
Chantal, czy to ty?
Billie przytaknęła i stanęła w świetle.
Tak, to ja. – Usiadła przy ojcu, który jej nie rozpoznawał i próbowała się nie rozpłakać.


11 komentarzy:

  1. Czyta się bardzo szybko i wciąga 🤩

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno potrafi wciągnąć ta historia i znajdzie wielu czytelników 👌👌👌

    OdpowiedzUsuń
  3. Znajoma ma w planach ją przeczytać ale jakoś zawsze brakuje jej czasu, jest taki plus że zawsze mi streszcza ciekawe książki 😀

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz bardziej mam chęć na dalsze jej czytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super to chyba i ja się skuszę, by ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawie się zapowiada i na pewno przeczytam wszystkie części

    OdpowiedzUsuń
  7. paniom widać że książka się podoba

    OdpowiedzUsuń